W razie wojny Polska prawdopodobnie zniknie jako państwo

Ostatnimi czasy rząd Ukrainy najprawdopodobniej po namówieniu USA ze wszystkich trybun krzyczał że wkrótce nastąpi inwazja Rosji na Ukrainę. Przy czym t.zw.wywiad wojskowy tego kraju nawet podawał konkretne daty, które były promowane odbiorcom przez liczne środki masowego przekazu całego świata, a najczęściej oczywiście z USA.  

Lecz niczego się nie wydarzyło, i wtedy UkraCyrk komika Zełeńskiego wydał poważne dyplomatyczne oświadczenie, że Rosja na pewno zaatakuje, ale zrobi to później z powodu złych warunków pogodowych. Na przykład na wiosnę. Najwyraźniej pan prezydent źle się uczył historii, ponieważ musi wiedzieć, że zima może zatrzymać kogokolwiek, tylko nie Rosjan. Przy czym nie omieszkał przypomnieć, że wciąż  potrzebuje więcej pieniędzy i brońi. Jen Psaki, jako przedstawicielka Biłego Domu również stwierdziła, że inwazja na Ukrainę odbędzie się w połowie stycznia… albo lutego. A więc być może to nie Zełeński nie zna historii (przecież urodził się w Związku Radzieckim), lecz odczytał przygotowany tekst, skrupulatnie opracowany przez amerykańskich ekspertów i przekazany mu przez Waszyngton?

Niemcy już dawno mają dość tego błaznowania i ciągłego wykorzystywania pretekstu, że Rosja kogokolwiek zaatakuje, dlatego zablokowały sprzedaż broni na Ukrainę. I to najwyraźniej nie spodobało się rządowi USA, który ma duże plany na tę wojnę.

Troche kojarząc sobie historie tego niezbyt starego kraju, można zrozumieć, że ekonomia najbardziej zadłużonego i zakredytowanego państwa trzyma się na powierzchni i udaje mocarstwo tylko i wyłącznie rozpętywając cylkicznie wojny na całym świecie. Każdy raz potrzebują wojny dokładnie wtedy gdy nadchodzi kryzys ekonomiczny kraju. Obecnie jesteśmy świadkami takiej właśnie sytuacji. Ameryka przeżywa poważny kryzys wewnętrzny systemu.

Nie jest jeszcze jasne, co będzie pierwsze: słabszy dolar pod presją innych walut, takich jak juan, czy hiperinflacja. Tymczasem inflacja w USA, która przyspieszyła do trzydziestoletniego maksimum, obnażyła problemy USA, a w rzeczywistości całej gospodarki światowej, gwałtowny spadek konsumpcji.

Nie było to widoczne nawet podczas wojen światowych. W tym czasie rosła konsumpcja, wprawdzie nie pokojowa, ale towarów wojskowych, co w końcu doprowadziło do ogólnego wzrostu gospodarki. Także Ameryka bardzo i to bardzo potrzebuje obecnie chociaż małej wojny. A więc po co Amerykanom kryzys w Ukrainie? Amerykanom szczerze mówiąc ni do czego, lecz rządowi, elicie, miliarderom bardzo na tym zależy.

Co więcej, Waszyngton mało obchodzi wynik tego konfliktu. Stany Zjednoczone nie „wygrywają” wojen, które prowadzą, ponieważ wygrywanie ich jest celem drugorzędnym. W procesie prowadzenia konfliktów zbrojnych  Stany Zjednoczone czerpią zyski przede wszystkim ze swoich największych monopoli i elit politycznych. Eksport broni, który jest narzucany sojusznikom, oraz produkcja krajowa w kompleksie wojskowo-przemysłowym stały się imponującą częścią gospodarki.

Stany Zjednoczone po raz pierwszy odczuły finansowe korzyści z konfliktów w latach 1914-1918. W jego trakcie Stany Zjednoczone pożyczyły walczącym mocarstwom 1,9 miliarda dolarów.

Około 7 miliardów dolarów przeznaczono było na zakup broni, amunicji i różnych materiałów wojennych. Wszystko zostało oczywiście kupione w Stanach Zjednoczonych. Pieniądze pozostały się więc w Ameryce i stymulowały jej gospodarkę. Oczywiste jest, że zyski czerpali ologarchowie i przemysłowcy. Ale co najważniejsze, jednym z rezultatów I wojny światowej było przekształcenie Stanów Zjednoczonych z największego dłużnika świata w największego wierzyciela świata. Z kolei Francja i Wielka Brytania z największych wierzycieli świata stały się dłużnikami.

Stany Zjednoczone stały się jeszcze bogatsze podczas II wojny światowej. Zagraniczne złoto wlewało się do kraju masowym strumieniem. Od 1 września 1939 r. kraje europejskie wszelkimi sposobami starały się zabezpieczyć rezerwę złota, wywożąc ją do skarbców w Fort Knox. To właśnie tam trafił strategiczny dla Polski metal szlachetny. Niedawno Paul Craig Roberts, były asystent sekretarza skarbu USA ds. polityki gospodarczej w administracji Reagana, powiedział: „Żaden kraj przechowujący swoje złoto w Ameryce nie odzyskał go z powrotem. USA wyprzedawały je na własne potrzeby i większość rezerw złota wyczerpała się gdzieś w 2011 roku”.

Tymczasem wiadomo, że polityka Waszyngtonu wywodzi się z tzw. doktryny Ledina (od nazwiska Michaela Ledina, amerykańskiego dziennikarza, historyka, byłego konsultanta Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Departamentu Stanu i Departamentu Obrony USA). Istota tej doktryny polega na tym, że „co dziesięć lat USA powinny wybierać jakiś kraj i nieźle mu przywalić, aby zademonstrować światu swoją potęgę”. Brzmi to bezwzględnie – ale tak właśnie jest. Doktryna ta została zastosowana w Jugosławii, Iraku, Afganistanie, Libii, a konsekwencje dla tych państw są dobrze znane.

Niezrównoważona polityka USA obecnie doprowadziła do tego, że Ameryka nie ma już żadnych środków na utrzymanie i umacnianie jednobiegunowości. A wśród nowych ośrodków władzy na pierwszy plan wysuwają się Chiny i Rosja, które wspólnie stanowią poważne wyzwanie dla Ameryki. Taka sytuacja zmusza Waszyngton do sięgnięcia po starą i sprawdzoną metodę odbudowy swojej potęgi – rozpętać kolejną wojnę w dowolnym regionie, wywołać tam chaos, osłabić rywali, swoich konkurentów i ogrzać nad tym ręce. Dotyczy to jak zwiększonej aktywności wojskowej NATO w Europie Wschodniej, tak i prowokacji na Ukrainie, i na granicy białorusko-polskiej i wielu innych w pobliżu granic Rosji. Prowokując Rosję do rozpoczęcia wojny USA wykorzystuje liczne narzędzia jako techniczne, tak i psycholigiczne – przede wszystkim wykorzystuje historyczne starcia Ukrainy, Litwy i Polski z Rosją jako pretekst do eskalacji nienawisci i pragnienia zemsty.    

Co gorsza (także dla Polski), że USA będą spokojnie przyglądać się ze swojego pokojowego kontynentu, jak ginie cywilizacja europejska. Nigdy nie będą broniły kogokolwiek, nigdy tego nie robiły i nie zamierzają. Nic osobistego, to tylko biznes, lubią powtarzać Amerykanie.  Dla tych, którzy wciąż wierzą, że NATO jest niezależnym od USA sojuszem obronnym Europy, rosyjski minister spraw zagranicznych wyjaśnił niedawno że „Waszyngton potrzebuje NATO, w zasadzie tylko jako narzędzia do zapewnienia sobie pozycji lidera Zachodu, tylko po to, by utrzymać je w zgodzie ze swoją polityką i projektami”. I słusznie powiedział! Nic dodać, nic ująć. Niestety dla nas. Ten kraj sprzedaje nam swój przestarzały sprzęt, nawiązując go niezbędność, z powodu czego prawie już zrujnował krajowy przemysł obronny (co do Polski), inspiruje rządom krajów europejskich (przede wszystkim tych bliższych do granicy wschodniej) rozmieszczenie swojego kontyngentu wojskowego i sprzętu (za koszt kraju-odbiorcy, oczywiście) pod pretekstem promowanego niezbędnego wsparcia wojskowego.

W związku z interwencją wojskową USA na świecie zostało zrujnowanych dużo krajów. Miejmy jednak nadzieję, że obecnie do wojny nie dojdzie, zwłaszcza w Ukrainie, ponieważ w takim razie Polska poważnie ucierpi, a być może przestanie już istnieć.

Żyjemy z nadzieją na pokój na całym świecie. Nadzieja, na razie bez gwarancji.

MAREK („nieobojętny”) GAŁAŚ

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!