Potężna rosyjska armia u granic Ukrainy. Świat wstrzymuje oddech. Czy wojna wisi na włosku?

Andrzej Kaniewski, redaktor Fakt.pl

Wojna wisi na włosku – ostrzegają wojskowi i dyplomaci. Wskazują na gigantyczną koncentrację rosyjskich wojsk u granic Ukrainy. Amerykańska administracja ostrzega, że Władimir Putin (70 l.) może wydać rozkaz ataku w każdej chwili. Premier Mateusz Morawiecki (54 l.) podczas wizyty na Łotwie powiedział, że również Polska stała się celem ataków hybrydowych. Ogłosił alarm ALFA ostrzegający o zagrożeniu atakiem cybernetycznym.

W rosyjskim Klimowie, w obwodzie briańskim, 13 km od granicy rosyjsko-ukraińskiej i ok. 330 km od ukraińskiego Kijowa, widać wyraźnie infrastrukturę rosyjskich sił lądowych. Podobny widok przedstawiają zdjęcia satelitarne innych jeszcze punktów. W pobliżu ukraińskiej granicy ma być obecnie zmobilizowanych ok. 100 tys. żołnierzy.

– Istnieje poważne niebezpieczeństwo wybuchu nowych militarnych konfliktów w Europie – ostrzega sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Amerykański prezydent Joe Biden głośno i oficjalnie przestrzegł Władimira Putina przed zakusami kolejnej inwazji na Ukrainę.

– Sytuacja jest wyjątkowo niebezpieczna, a Rosja może zaatakować Ukrainę w każdej chwili – ogłosił Biały Dom.

Słowa Amerykanów w rozmowie z Faktem potwierdza były minister obrony narodowej Radosław Sikorski (59 l.). – Scenariusz otwartego konfliktu zbrojnego jest realny – ostrzega europoseł PO.

Byli ministrowie obrony komentują dla Faktu napiętą sytuację na Ukrainie, która grozi wybuchem wojny:

 Radosław Sikorski (59 l.), minister obrony narodowej w latach 2005–2007

Rosja wykonała wszystkie ruchy, żeby wejść: robiła prowokacje, stosowała ataki cybernetyczne, stawiała ultimatum, wycofała z Kijowa swoich dyplomatów, w końcu skoncentrowała wojska na granicy z Ukrainą. Został więc napisany scenariusz inwazji. Nie wiemy tylko, czy zostanie naciśnięty guzik, który uruchomi atak. Wie to tylko jedna osoba – Władimir Putin.

Rosjanie skoncentrowali przy granicy około 150 tys. żołnierzy, ale to mniej niż ma ich regularne wojsko Ukrainy. A praktyka uczy, że wojska atakujące powinny być przynajmniej trzykrotnie liczniejsze od wojsk obronnych. Oczywiście Rosja ma przewagę – głównie w powietrzu i na morzu, bo flota ukraińska po inwazji na Krym w zasadzie nie istnieje. Ale Putin stracił ważny atut – brakuje mu elementu zaskoczenia. Przecież cały świat wie, co się święci na Ukrainie. Amerykanie, którzy powiadomili międzynarodową opinię publiczną o planowanych działaniach zbrojnych, wykazali przewagę nad Rosją w wojnie informacyjnej.

 Romuald Szeremietiew (77 l.), minister obrony narodowej w 1992 roku

Wydaje mi się, że nie powinno dojść do otwartej agresji zbrojnej. Putin to ostrożny imperialista. Porusza się na krawędzi wojny, aby osiągnąć swoje cele polityczne – tak było w przypadku Gruzji. Na tę chwilę nie wiemy, jakie są kalkulacje przywódcy Federacji Rosyjskiej: na ile chce i może sobie pozwolić. Oceniając racjonalnie, otwartej wojny nie będzie, bo na to nie pozwala militarny, polityczny i ekonomiczny potencjał Rosji.

Rosji nie stać na prowadzenie wieloletniej wojny. Jeśli by do niej miało dojść, będzie miała charakter krótkiego konfliktu. Putinowi zależy przede wszystkim na odbudowie międzynarodowej pozycji Rosji. Na razie przegrywa na tym froncie. I teraz też może przelicytować, bo w razie inwazji na Ukrainę, Zachód chce objąć Rosję sankcjami.

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!