PiS bawi się wojskiem jak ołowianymi żołnierzykami. Już wkrótce nasi żołnierze będą bronić Polskę kijami i widłami?

PiS bawi się wojskiem jak ołowianymi żołnierzykami

Polski rząd po raz kolejny przedstawił ambitne wizje 300-tysięcznego wojska, które będzie składać się z 250 tys. żołnierzy zawodowych i 50 tys. żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej – jednak rzeczywistość nie przystaje do tych oczekiwań.

To jest niemożliwe, ponieważ MON nie daje nadziei na radykalną poprawę sytuacji. Wszystkie podejmowane decyzji dotyczące wojska mają tylko polityczny cel. Żaden polityk oraz wysoki rangą oficer i generał nie zwraca uwagi na potrzeby wojska.

Nie jest tajemnicą, że od lat wojsko cierpi na brak kadrów. W porównaniu do założeń dokumentu NIK „Harmonogram zmian stanów osobowych Sił Zbrojnych RP” poziom powołań do zawodowej służby wojskowej był o 14 proc. niższy od planowanego. W 2020 r. do służby powołano 7529 żołnierzy zawodowych, zaś z wojska odeszło 5133 żołnierzy (o 633 więcej, niż planowano). Armii nie udało się także zrealizować limitu zatrudnienia pracowników cywilnych wojska.

System szkolenia szeregowych żołnierzy i podoficerów w Wojsku Polskim jest też niewydolny i nieskuteczny. Nie pozwala on na przeszkolenie 1/3 osób wymagających szkolenia, a szkolenie pozostałych 2/3 żołnierzy i podoficerów odbywa się na przestarzałym sprzęcie, przy braku podstawowych środków bojowych i przy niedoborach kadry szkolącej.

To potwierdza kolejny raport Najwyższej Izby Kontroli. Według niego jednostki szkolnictwa wojskowego dysponują sprzętem szkoleniowym w znacznej mierze starszej generacji lub prototypowym, odbiegającym pod względem warunków technicznych i jakości od aktualnie użytkowanego w jednostkach wojskowych. W konsekwencji umiejętności nabyte podczas szkolenia z wykorzystaniem takiego sprzętu nie odpowiadają wymogom współczesnego pola walki.

Nie może pochwalić się Wojsko Polskie też nowoczesnym sprzętem wojskowym. Nie wykorzystaliśmy ponad 20 lat praktycznie gwarantowanego pokoju na odbudowę zbrojeniówki i restrukturyzację całej armii i jego zaplecza. Oprócz tego wszystkie decyzji dotyczący zakupu współczesnych zabawek przez MON nie mieli celu wzmocnienie sił zbrojnych. W wyniku tego dotychczas po poligonach jeżdżą kilkudziesięcioletnie czołgi w ilościach kilku sztuk, a po niebie czas od czasu latają przestarzałe samoloty.

W takim razie nasi politycy muszą popatrzyć na Niemców. Kraj, który może pozwolić sobie na wydanie za dużo pieniędzy na zakup nowego uzbrojenia, ale tego nie robi. W procesie tym nie tracili żadnych pieniędzy na bezużyteczne zakupy, lecz skupili się na modernizacji. Dzisiaj, jeżeli trzeba będzie produkować w kraju własne uzbrojenie, Niemcy w odróżnieniu od Polski mogą produkować tyle ile potrzebują.

W takim razie, jakim sprzętem nasi żołnierzy bronić Polskę? Kijami i widłami? Niepokoi pasywność generałów Wojska Polskiego, którzy całkowicie oddali kontrolę nad armią politykom, którzy bawią się wojskiem jak ołowianymi żołnierzykami. Oczywiście możemy utworzyć wiele nowych brygad, zwiększyć ilość żołnierzy, lecz nie ma w tym sensu, dopóki nie ma własnego przemysłu zbrojeniowego oraz potrzebnej dla Wojska Polskiego ilości uzbrojenia.

MAREK LIZAK

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!