Dziurawa obrona przeciwlotnicza. Dowództwo potwierdza poważny problem

Zestawy S-125 NEWA to trzon naszej obrony przeciwlotniczej. Poradzieckie zestawy, składające się z wyrzutni i systemu naprowadzania, są bardzo leciwe i coraz częściej się psują. Naprawia je jedna firma w Polsce. Ale jest problem – i to poważny.

Naprawy i remonty główne zestawów Newa wykonuje firma z podwarszawskiej Zielonki. Newy to stara, opracowana jeszcze w latach 50. XX wieku konstrukcja. Ich serwisowanie i remonty wymagają sporych nakładów, coraz trudniej m.in. o części do starzejących się zestawów.

Naprawiają je Wojskowe Zakłady Elektroniczne S.A. Tyle że naprawy – jak alarmują osoby związane z zakładami – są nie tylko coraz dłuższe, ale także coraz gorszej jakości. Co potwierdza pośrednio Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych.

Według rozmówców o2.pl czas remontów głównych w WZE drastycznie się wydłuża. Chodzi nie tylko o zmiany, które zaszły w samych zakładach. Części zamienne do New trzeba sprowadzać w skomplikowany i mało przejrzysty sposób przez państwa ościenne. Jak mówi osoba związana z zakładami, czas remontu głównego zestawu sięgał nawet dziewięciu miesięcy. Formalnie miał to być miesiąc.

Dowództwo potwierdza

Jak mówi jeden informator o2.pl, osoba związana z zakładami, remonty były przeprowadzane na tyle źle, że sprzęt często nie dojeżdżał do jednostki macierzystej. A trzeba przypomnieć, że Newy użytkowane są obecnie tylko przez 3. Warszawską Brygadę Rakietową Obrony Powietrznej z Sochaczewa. To brygada odpowiedzialna za obronę przeciwlotniczą stolicy.

Co więcej, niektórych z remontowanych zestawów nie można było nawet odebrać z zakładów. Wynika to z odpowiedzi na pytania, udzielonej o2.pl przez Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych.

Zgłoszenie w zakresie braku możliwości odbioru SpW (sprzętu wojskowego – przyp. red.) przez użytkownika z WZE S.A. zgłaszane było w ramach reklamacji umowy zawartej w 2015 r. – pisze DG RSZ.

Były wysoki rangą oficer Wojska Polskiego przekonuje, że „w przełożeniu z wojskowego na nasze” oznacza to, iż remont wykonano tak, że sprzęt po prostu nie nadawał się do odbioru z zakładu naprawczego. Na tym nie koniec. Jak można przeczytać w dalszej części odpowiedzi, niektóre zestawy psuły się po drodze do jednostki macierzystej.

Po zrealizowanych remontach głównych były odnotowane zgłoszenia w okresie gwarancyjnym, również w trakcie przemieszczania do jednostek wojskowych. Niesprawności usuwane były w ramach udzielanych gwarancji przez wykonawcę – pisze Dowództwo Generalne.

DG RSZ odsyła w zakresie nadzoru nad jakością remontów do innej wojskowej komórki. Wysłaliśmy w tej kwestii zapytania do Wojskowego Centrum Normalizacji Jakości i Kodyfikacji. Do momentu publikacji pozostały one bez odpowiedzi.

Luka w systemie szkolenia

Jeszcze inną sprawą jest to, że lokowanie setek tysięcy i milionów złotych w remontach i naprawach New jest dziś mało opłacalne. To stary, poradziecki sprzęt, który na współczesnym polu walki nie odegrałby znaczącej roli. Nawet mimo wymiany elektroniki czy starych lampowych odbiorników.

Sam fakt, że ktoś chce modernizować Newy, jest absurdalny. To nadaje się bardziej do wstawienia do muzeum i prezentowania jako niegdyś dobry sprzęt. Przed czym one miałyby nas chronić? A jeśli do tego dochodzą opóźnienia w naprawach i remontach, to sprawa jest jeszcze bardziej absurdalna. Nie ma sprzętu – nie ma szkolenia, nie ma odnawiania nawyków wśród żołnierzy – mówi o2.pl gen. Mirosław Różański, były Dowódca Generalny.

To również znajduje potwierdzenie w odpowiedzi DG RSZ. – Realizacja napraw awaryjnych oraz gwarancyjnych zestawów rakietowych NEWA wiąże się z ograniczeniami w zakresie organizacji szkolenia w dywizjonach, których dowódcy muszą uwzględniać w organizacji zajęć utrudnienia wynikające z niedostępności poszczególnych egzemplarzy sprzętu – pisze Dowództwo.

WZE: Problemy? Tak, ale…

To, że są problemy, potwierdza ostrożnie także samo WZE. Firma odpowiada na pytania ostrożnie, informując, iż „w ostatnim czasie, tj. od 2019 r.” była jedna reklamacja. Szczegółów jednak nie podaje.

Zarówno Gestor, jak i WCNJiK (Wojskowe Centrum Normalizacji, Jakości i Kodyfikacji – przyp. red.) nie są stronami umowy. Każdy sprzęt wojskowy, którego serwisu, remontu czy modernizacji się podejmujemy, obejmuje gwarancja. W ostatnim okresie, tj. od 2019 r., taka sytuacja wystąpiła w jednym przypadku. Jeden z zestawów Newa-S.C. powrócił po odbiorze do naszego zakładu, gdzie w ramach świadczenia gwarancyjnego zrealizowano kilka zadań, które wskazał zamawiający. Proces ten został zakończony we wrześniu br. – brzmi odpowiedź.

Spółka twierdzi jednak coś innego niż DG RSZ w zakresie niemożności odbioru zestawu z zakładów. – Brak możliwości odbioru oznaczałby automatycznie brak możliwości zrealizowania umowy remontowej – nie było takiego przypadku w WZE S.A. – odpowiadają zakłady.

Tymczasem – jak wykazujemy powyżej – DG RSZ wyraźnie twierdzi, że takie zgłoszenie było. Tyle że dotyczyło umowy zawartej w roku 2015. Co ciekawe, zakłady przekonują, że nie dysponują informacjami na temat jakichkolwiek opinii wystawianych przez WCNJiK w zakresie umów remontowych, które realizujemy na zlecenie zamawiającego. Podobnie jak „nie posiadają informacji na temat jakichkolwiek zgłoszeń dot. przeprowadzanych przez nas remontów głównych, które otrzymałby Zarząd Obrony Powietrznej i Przeciwrakietowej DG RSZ w zakresie umów remontowych, które realizujemy na zlecenie zamawiającego”. Oznacza to, że możemy mieć kolejną lukę – tym razem z komunikacji między najbardziej zainteresowanymi remontami podmiotami.

Zmiany we władzach

W maju tego roku zmieniły się władze WZE. Prezesem został Przemysław Kowalczuk. Objął rządy po Joannie Szwajkowskiej, która kierowała Zakładami niecały rok. Przejęła stery w zakładach od… Kowalczuka. Jak mówi nasz rozmówca, zaczęła ona „odkręcać” niektóre z pomysłów swojego poprzednika-następcy.

Według słów osoby związanej z WZE Kowalczuk chciał mocno zmienić sposób działania firmy. Rozdzielił m.in. niektóre kompetencje w zakładach, co doprowadzić miało do opóźnień w remontach.

Teraz Kowalczuk wrócił. Wraz z nowym zarządem. Jednym z jego członków został m.in. brat byłej senator i europosłanki PiS Małgorzaty Gosiewskiej. Nowy zarząd będzie musiał zmierzyć się z dużymi wyzwaniami. Jednym z nich są, jak mówi nasz rozmówca, idące w miliony złotych kary umowne za… nieterminowe wywiązywanie się z umów z wojskiem.

O2.PL
Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!