Śmierć po interwencji policji we Wrocławiu. Ujawniono szczegóły z zatrzymania

29-letni Łukasz Łągiewka z Wrocławia cierpiał na depresję. Mieszkał sam. Rodzina bała się, że może odebrać sobie życie, więc wezwała do niego pomoc. Jak wskazują bliscy, szybko tego pożałowali. „Gazeta Wyborcza” opublikowała nagranie z interwencji policji, słychać na nim słowa Łukasza „duszę się” oraz głośne krzyki o pomoc.

„Gazeta Wyborcza” opublikowała nagranie z interwencji w mieszkaniu Łukasza. Obezwładniony tam przez sześciu policjantów Łukasz Łągiewka zmarł kilkanaście godzin po interwencji.

Łukasz Łągiewka zmarł po interwencji policji 2 sierpnia 2021 r., Na nagraniu słychać, jak mężczyzna mówi, że nie może oddychać – „duszę się” zdołał wycharczeć podczas akcji policji. Okoliczności zdarzenia bada prokuratura. Organy ścigania ustalają, czy policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień.

Na pierwszym nagraniu – trwa około pięciu minut – słychać końcówkę interwencji. Łukasz coraz głośniej i coraz przeraźliwiej woła o pomoc. Słychać dźwięk tłuczonego szkła i krzyki policjantów: „on ma nóż, człowieku”, „odłóż nóż”, odłóż, k.., odłóż to”.

Często mieszają się krzyki policjantów szturmujących mieszkanie i Łukasza, który próbuje się przytrzymać drzwi. Czasem woła o pomoc, a czasem po prostu przeraźliwie krzyczy.

Kilkadziesiąt sekund później słychać charczenie – „duszę się”. Po chwili głos ojca „nie bij go, k…, nie bij go”. Na nagraniu słychać ciężki oddech mężczyzny oraz odgłosy kaszlu różnych osób, być może była to reakcja na gaz pieprzowy rozpalony przez policjantów. Słychać było także głos: „ten człowiek jest zagrożeniem dla ludzi” – najpewniej to sformułowanie miało uzasadnić brutalność funkcjonariuszy.

Jak wskazuje „Wyborcza”, istotne są relacje sąsiadów, z których wynika, że nigdy się nie obawiali Łukasza. Dom, w którym mieszkali, jest nowy, nie zdarzyli się jeszcze wszyscy poznać. 29-latek nigdy nikomu nie przeszkadzał, nie imprezował oraz nie był agresywny. Nigdy nie podejrzewali go o używanie narkotyków. Mieszkańcy wspominają, jak chodził z małym psem na spacery, a dzieci go głaskały.

Gdy policja weszła do mieszkania, to 29-latek wymachiwał nożem w ich kierunku i był pobudzony. Funkcjonariusze obezwładnili go i przekazali służbom medycznym. Rzecznik wrocławskiej policji nie tłumaczy, w jaki sposób interweniujący policjanci obezwładnili mężczyznę. Podkreśla jedynie: „Zagrożenie, jakie stwarzał dla siebie i otoczenia nie pozostawiło policjantom żadnego wyboru”. Na szczegółowe pytania nie odpowiada. Odsyła do oświadczenia.

„Zależy nam na dokładnym wyjaśnieniu okoliczności tej sprawy. Śledztwo w tym zakresie prowadzi Prokuratura Rejonowa Wrocław Psie Pole. Oczekujemy na informację o jego wynikach. Do tego czasu prosimy o powstrzymanie się w formułowaniu opinii i wniosków” – czytamy w oświadczeniu.

Policjanci, którzy jako pierwsi weszli do środka, byli nieumundurowani. Łukasz nie wiedział, że to policja. „Kur.. na glebę”, „Kur.., nie szarp się” usłyszał, a następnie zosytał pobity pałkami, aż do krwi. Skrępowali mu ręce i nogi oraz porazili go gazem, dodatkowo jeden z policjantów usiadł na niego. Bliscy nie widzą, aby Łukasz miał w ręku nóż. Widzieli za to kolano na jego szyi. Krzyczą: „Zdejmij tę nogę!”. Policjant po chwili cofnął kolano. Łukasz próbował się wyswobodzić, szarpał się. Wołał: „Pomocy!”.

– On już leżał, a oni dalej okładali go pałkami. Byli strasznie brutalni. Nie wierzę, że są tak uzdolnieni, że patrzyli, gdzie biją. Przez moment nawiązałam z nim kontakt wzrokowy. Prosiłam: „Łukasz, uspokój się”. Chciałam, żeby to się już skończyło — wspomina siostra Łukasza.

Z relacji wynika, że potem policjanci wywlekli go na klatkę, rzucali nim i przyciskali go do ziemi. Policjantka butami stała mu na kostkach u nóg. Ktoś inny zakładał mu kajdanki. Nieumundurowany policjant dwa razy uderzył Łukasza pięścią w głowę. Pałki nadal były w ruchu. „Kur.., nie ruszaj się, kur.., leż spokojnie”.

Chwilę potem, gdy Łukasz leżał na ziemi i nie miał już sił walczyć, policjanci odsunęli się, a ratownicy podali mu zastrzyk. Położyli go na nosze i zabrali do karetki, gdzie po raz pierwszy doszło do zatrzymania akcji serca. Kolejny raz serce stanęło w szpitalu.

– Potraktowali go jak bandytę – mówi Wojciech Kasprzyk, jeden z pełnomocników rodziny Łukasza.

 Dalsza część tekstu pod materiałem wideo… 

– Nie miałem możliwości zapoznania się z tymi nagraniami, ponieważ prokuratura nie udostępniła nam jeszcze tych ścieżek dźwiękowych – mówi nam mecenas Wojciech Kasprzyk, jeden z pełnomocników rodziny Łukasza. – Decyzja funkcjonariuszy o szturmie była przedwczesna i nieprawidłowa. Należało wezwać mediatora. Ewidentnie można stwierdzić, iż Łukasz miał problemy z oddychaniem – co jest potwierdzeniem relacji ojca i siostry Łukasza.

– To nagranie potwierdza również fakt, iż ojciec i siostra próbowali reagować, gdy Łukasz był bity pałką policyjną – dodaje mecenas Kasprzyk. – W naszej ocenie było to skandaliczne posunięcie funkcjonariuszy. Przecież Łukasz był obezwładniony. Proszę zwrócić uwagę na fakt, iż Łukasz wołał pomocy oraz wydawał dźwięki wprost wskazujące na duszenie. Prawdopodobnie wtedy funkcjonariusze klęczeli na nim – dodaje mecenas.

Rodzina obwinia się na śmierć Łukasza, żałują, że wezwali policję i prosili funkcjonariuszy o pomoc… – To ja podsunęłam ojcu pomysł, żeby zadzwonił na policję. Teraz pluję sobie w brodę i obwiniam o jego śmierć – wskazuje siostra. Kiedy Wiktoria podeszła do nieumundurowanego policjanta, ten powiedział jej, że to była „standardowa akcja”.

Nie wiadomo, co było przyczyną śmierci Łukasza. Wyniki sekcji mają być znane do 15 września. W jego mieszkaniu nie znaleziono narkotyków. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Łukasza.

Źródło: Gazeta Wyborcza

 Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści  

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!