To trapiło Lecha Wałęsę. W końcu wyznał prawdę o zdradzie. To zmienia postać rzeczy!

To trapiło Lecha Wałęsę

Lech Wałęsa bez dwóch zdań ma tyle samo wrogów, co i zwolenników. Dla jednych jest on legendą „Solidarności”, ikoną walki o wolną Polskę, dla innych zdrajcą, który poszedł na współpracę z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa. Tymczasem w sprawie swej przeszłości głos postanowił zabrać teraz właśnie sam Wałęsa. Jego szczere wyznanie na temat zdrady może wielu osobom zmienić perspektywę. Wygląda na to, że ta sprawa naprawdę go trapiła.

Lech Wałęsa nagrał specjalny film na Facebooku, w którym postanowił rozprawić się z demonami przeszłości. Oj, nie ma wątpliwości, że to bardzo go trapiło, bo przez całą sprawę nie mógł w novy zasnąć! – Dzisiejszej nocy źle mi się spało. Przejrzałem więc trochę informacji z YouTube. Te informacje mówiły, że zdradziłem Solidarność. Dlatego postanowiłem przejrzeć to i odszukać zdradę. Ale poza tytułem, że jestem zdrajcą, nie znalazłem żadnej argumentacji popierającej ten pomysł. Nawet gdybyśmy założyli, że w latach 70. było coś nie tak – co nie jest prawdą, nie zdradziłem, nie złamano mnie, nie współpracowałem. No, ale załóżmy… Jeśli to ma być zdrada, proszę precyzyjnie. Właściwie do wstąpienia do wolnych związków zawodowych wybrzeża, ja walczyłem prywatnie. Bez żadnych zobowiązań. Walczyłem tylko jako Lech Wałęsa. Dopiero można rozpatrywać wątpliwości, gdy byłem w jakiejś grupie – związku zawodowym, Solidarności – zaczął Wałęsa.

– Tłumaczyłem państwu w jaki sposób ze mną walczono. Komuniści przez lata nauczyli się sztuki walki z opozycją. Ze mną po roku 70. zawalczono, by mnie pokonać. Założono wszędzie, gdzie przebywałem podsłuchy. Ja byłem zielony wtedy i nie przypuszczałem, że oni mogą to zrobić. Jak nas załatwiono? Otóż materiały z tych podsłuchów musieli przepisać na kartki, które musieli przeczytać różni ludzie. Szczególnie ci, którzy wzywali nas na przesłuchania. Oni wybierali fragmenty tych naszych dyskusji i wtedy po kolei nas wzywano. Na przesłuchaniach pytali mnie o to, o czym rozmawiałem z danym panem, czy panią. Przesłuchiwali w taki sposób, że oczywiste było, że mieli informacje z moich rozmów. Co ja wtedy pomyślałem zielony? Ta pani, ten pan kablują. To jest agent, agentka. Tym sposobem moją dobrą grupę rozwalono. Wszyscy wzajemnie zaczęliśmy się podejrzewać – dodawał były prezydent. – Dajcie mi miejsca, momenty gdzie jest moja zdrada. Chyba, że za zdradę uważamy upadek komunizmu i zakładów – skwitował.

SE.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!