Zaniedbania i wyzwania polskiej polityki obronnej

Zaniedbania i wyzwania polskiej polityki obronnej

Zespół parlamentarny ds. naprawy Rzeczpospolitej im. A. Frycza Modrzewskiego zorganizował konferencję na temat „Polskiej Polityki Obronnej. Zaniedbania, wyzwania i perspektywy”, w której mocno zabrzmiały sprawy polityki kadrowej oraz szeroko pojętej modernizacji sił zbrojnych. Uczestniczyli w niej szefowie i zastępcy resortu obrony narodowej oraz instytucji wojskowych, w tym Sztabu Generalnego. Choć przeważała krytyka obecnych władz, to również doceniono pozytywne działania koalicji prawicowej. Debatę prowadził dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego prof. gen. dyw. w st. spocz. Bogusław Pacek.

Zdaniem Tomasza Siemoniaka, byłego wicepremiera i szefa MON w rządzie PO-PSL niepokojącym zjawiskiem jest szczególnie brak zaufania między ministrem obrony a szefem Sztabu Generalnego oraz najważniejszymi dowódcami. Było to szczególnie widoczne po objęciu urzędu MON przez Antoniego Macierewicza, który generalnie „walcząc z układem” podchodził nieufnie do niemal wszystkich generałów i pułkowników , zrywając więź między cywilnymi politykami a dowódcami.

W 2016 r. kiedy szefem Sztabu Generalnego WP był gen. rez. Mieczysław Gocuł (od 2013 do 2017 r.) nie doszło do nawet jednego spotkania kolegium dowódców rodzajów sił zbrojnych z ministrem obrony. Niektóre działania kadrowe przypominały obecną politykę stosowaną przez Prokuraturę Krajową. Zdarzył się nawet przypadek wysłania doświadczonego pułkownika, pilota klasy mistrzowskiej do jednostki Wojsk Lądowych na drugi kraniec Polski.

Takie działanie – jak ocenił gen. w st. spocz. Mieczysław Cieniuch, były szef SG WP w latach 2010-2013)- sprzyja upolitycznieniu i upartyjnieniu armii, godzi w spoistość armii. W ten sposób podważa sens służby wojskowej. , a także w zdobywanie wiedzy i doświadczenia, bo inne czynniki decydują o karierze zawodowej. Awanse do stopnia pułkownika powinny w duży stopniu zależeć od dowódców , zaś polityka powinna wkraczać tylko w przypadku mianowania na pierwszy i kolejne stopnie generalskie, ale po konsultacji ze strukturami wojskowymi. Generał nie obawia się, że doprowadzi to do zbyt dużego usamodzielnienia sił zbrojnych, chociaż jest świadomy, że do tej pory w żadnej armii NATO nie znaleziono złotego środka.

Jak podkreślił gen. Gocuł, ważne jest, by zbyt duża liczba doświadczonych dowódców nie odchodziła do cywila, bo mogą być mentorami młodej kadry zawodowej . Wspomniał, że relacje ekipy Białego Domu za późnej prezydentury Baracka Obamy z polskimi władzami i kierownictwem MON nie układały się najlepiej. I nie należy zakładać, że obecnie sytuacja ulegnie poprawie.

W części dotyczącej modernizacji przemysłu obronnego wypowiedział się gen. bryg. rez. Adam Duda, były szef Inspektoratu Uzbrojenia, który odszedł do cywila pod koniec 2016 r. Zwrócił uwagę , że nigdy przez 30 lat służby nie było tak źle traktowane jak w pierwszym roku rządów PIS. A mimo to docenił pozytywne zmiany dokonane przez koalicję prawicową. Należy do nich m.in. wzrost finansowania sił zbrojnych, zwiększenie dodatku motywacyjnego dla pracowników zajmujących się przetargami czy też wydłużenie okresu planowania w siłach zbrojnych z 10 do 15 lat. Bolączką zaś były czystki wśród doświadczonych pracowników Inspektora Uzbrojenia czy też zakupy sprzętu i uzbrojenia z pominięciem obowiązujących procedur. Niepokojący jest także brak własnych, krajowych i perspektywicznych produktów oraz rozdrabnianie zakupów , czyli – jak np. w przypadku programu „Wisła” – zakup dwóch baterii zamiast planowanych ośmiu, a także „amerykanizacja sprzętu” , który nas uzależnia w przypadku części zamiennych i usług od dostawcy zza oceanu. Co prawda, sami nie zbudujemy systemu „Patriot”, ale zupełnie nie uczestniczymy w europejskich programach obronnych, ani też w systemie dostaw. Generał przypomniał, że Europejski Fundusz Obronny dysponuje budżetem do wydania w wysokości 8 miliardów euro. Ponadto wypisaliśmy się z wielu programów europejskich, które są najkorzystniejszą formą pozyskania nowoczesnego sprzętu, przewyższającą licencje czy też offset. A nawet wypisaliśmy się z europejskich projektów, które pozwalają m.in. nabyć doświadczenie i umiejętności zarządzania dużymi przedsięwzięciami obronnymi.

Z kolei Janusz Zemke, były eurodeputowany i wiceminister obrony narodowej w latach 2001-2005, odpowiedzialny za kontrakty m.in. na samoloty wielozadaniowe F-16 i transportery Rosomak zwrócił uwagę na brak racjonalności w działaniach obecnych władz. Praktycznie zaprzestano kupowania sprzętu w procedurach przetargowych, co przejawia się tym, że MON płaci za identyczny sprzęt wojskowy nawet o połowę więcej niż inne państwa. Zakup samolotów F-35 przyrównał do nabycia bolidu formuły F1 w sytuacji, gdy nie mamy odpowiedniej infrastruktury. Ponadto analizy przeprowadzone przez Amerykanów wykazały, że zdolności jakie posiadają samoloty F-35 do zmodernizowanych F-16 nie są nadzwyczajne .

– Nie możemy stać tylko na jednej nodze i kupować sprzęt wyłącznie amerykański – dodał Zemke. Należy także uczestniczyć w programach europejskich m.in. w zakresie pozyskania nowoczesnych śmigłowców wielozadaniowych czy też korwet, bowiem polski przemysł nie ma takich zdolności. Jego zdaniem, remontowanie starych F-72 to bezsensowne wydawanie pieniędzy , podobnie –podobnie jak sprowadzanie amerykańskich czołgów Abrams, które w znacznym stopniu skomplikują logistykę i zwiększą koszty utrzymania sprzętu pancernego.

Zdaniem Czesława Mroczka, byłego wiceszefa MON, od 2015 nastąpiło zerwanie ciągłości kadrowej, modernizacji oraz konsensusu wokół obrony i bezpieczeństwa. Te sprawy nie powinny być przedmiotem politycznych targów . Kiedy koalicja PO-PSL obejmowała władzę, żaden prawie gotowy do podpisania kontrakt nie został anulowany. Tymczasem za PiS lekką ręką zrezygnowano z zakupu 50 szt. śmigłowców wielozadaniowych Caracal, bo offset w wysokości 3,5 mld zł był za mały i nie zabezpieczał interesu ekonomicznego kraju. Ale za to pozyskanie 32 samolotów F-35 za ok. 3,5 mld dolarów i bez offsetu oraz przy utajnieniu wszelkich procedur i analizy rynku przed opinią publiczną, a także braku uzgodnień z parlamentem ma być rozwiązaniem dobrym dla polskiej armii? – pytał się były wiceminister obrony narodowej. Ważne, by trzymać się planu i konsekwentnie go realizować – dodał. Dzięki temu mamy w polskim wojsku armatoahaubice KRAB, samobieżny moździerz RAK czy też przeciwlotniczy zestaw rakietowo-artyleryjski PILICA.

W podsumowaniu gen. Duda stwierdził, że konieczna jest informatyzacja procesów zakupów w resorcie obrony narodowej oraz przyjęcie m.in. ustawy o Agencji Uzbrojenia oraz o potencjale obronnym.
portal-mundurowy.pl

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*