Prof. Bogdan Góralczyk: Orban porzuci Morawieckiego? [WYWIAD]

To Polska i Węgry grożą wetem, więc powinny ze sobą rozmawiać. Ale nie wygląda na to, by pozostałe 25 państw podzielało choćby w skromnym stopniu zdanie Polski i Węgier. Te dwa kraje nie mogą nawet liczyć na wsparcie pozostałych dwóch państw z Grupy Wyszehradzkiej, czyli Słowacji i Czech. Z tego rząd powinien wyciągnąć wnioski – mówi w rozmowie z Faktem prof. Bogdan Góralczyk, były dyrektor Centrum Europejskiego UW, dyplomata.

 Fakt: W czwartek premier Mateusz Morawiecki ma spotkać się w Budapeszcie z szefem rządu Węgier Viktorem Orbanem. Czy ta błyskawicznie zorganizowana wizyta nie jest objawem zaniepokojenia polskich władz ostatnimi wypowiedziami Orbana, łagodzącymi jego wcześniejsze zapowiedzi, że zawetuje unijny budżet?    Prof. Bogdan Góralczyk: Sytuacja jest dynamiczna. W Ameryce Trump jednak przegrał. Pozostałe państwa UE najwyraźniej groźby polskiego i węgierskiego weta się nie przestraszyły. Jeśli robimy ze sobą wspólny front, trzeba rozmawiać.    Pod koniec ubiegłego tygodnia w cotygodniowej swojej audycji radiowej Orban zaczął wycofywać się z retoryki, którą stosował jeszcze latem. Natomiast w Polsce są politycy, opowiadający się za twardym wetem. Choćby Ziobro, który grozi premierowi daleko idącymi konsekwencjami. Czy pod wpływem rozmowy z Orbanem Morawiecki może pójść w stronę kompromisu z UE?  – Może Morawiecki otrzyma kilka argumentów od Orbana przeciwko Ziobrze. Ale wiadomo, że u nas ani Morawiecki, ani nawet pan Ziobro nie podejmują decyzji, tylko polityk zwany naczelnikiem z Żoliborza.

 Czy po powrocie z Budapesztu Morawiecki przekaże prezesowi PiS opinię, że jednak weto się nie opłaca?  – Powinien. Jak rozumiem jedzie do stolicy Węgier po to, by skonsultować się z Orbanem. Uważam, że akurat teraz taka rozmowa jest potrzebna, bo to przeciwko Polsce i Węgrom prowadzone są procedury z artykułu 7.1 Traktatu Europejskiego. To Polska i Węgry grożą wetem, więc powinny ze sobą rozmawiać. Ale nie wygląda na to, by pozostałe 25 państw podzielało choćby w skromnym stopniu zdanie Polski i Węgier. Te dwa kraje nie mogą nawet liczyć na wsparcie pozostałych dwóch państw z Grupy Wyszehradzkiej, czyli Słowacji i Czech. Z tego rząd powinien wyciągnąć wnioski.    Można więc przypuszczać, że jednak Polska i Węgry ustąpią i nie zawetują unijnego budżetu?  – To pytanie proszę skierować do naczelnika.    Dlaczego Orban zmienia zdanie w sprawie weta?  – Do Viktora Orbana dotarło w ostatnich dniach bardzo silne przesłanie i to nie z Brukseli, lecz z Waszyngtonu. Nominacja Anthony’ego Blinkena na sekretarza stanu w rządzie Joe Bidena wywołała trwogę w Budapeszcie. Matka nowego szefa amerykańskiej dyplomacji była Węgierką, a jego ojczym pochodził z Polski. Cała jego rodzina, szczególnie matka, byli bardzo mocno zaangażowani w obronę praw demokratycznych na Węgrzach. Ojciec Blinkena był ambasadorem USA w Budapeszcie. Na Węgrzech o tym wiedzą. Orban to sprawny polityk. Na pewno będzie musiał i potrafił przystosować się do tego, że w USA wybory wygrał jednak Joe Biden. Przypomnę, że Orban był pierwszym i długo jedynym premierem państwa członkowskiego w Unii Europejskiej, który postawił na Donalda Trumpa i dodawał, że nie ma „planu B”. A teraz musi ten plan B szybko wypracować. Wie również, że nowa administracja amerykańska zajmie się odbudową więzi transatlantyckich, a nie będzie prowadzić polityki zmierzającej do rozpadu Unii Europejskiej na co stawiał Trump.    Relacje Węgier z Ameryką to jedno, a drugie to…  – … stosunki z Niemcami. Orban ma specyficzne relacje z elitami niemieckimi, szczególnie bawarskimi. Na Węgrzech są montownie wszystkich największych niemieckich firm samochodowych od Mercedesa po Audi. Gdyby Niemcy nacisnęli na tę dźwignię, to gospodarka węgierska leży. O czym i Orban, i Niemcy dobrze wiedzą. Dlatego Orban mówi teraz o negocjacjach wokół unijnego budżetu i przyznaje, że muszą one trwać.    Z tego wynika, że dla Orbana ważne są przede wszystkim pieniądze, a nie wartości, na których zbudowana jest UE.  – Jakie wartości mogą być istotne dla człowieka, który zaczynał w polityce jako przekonany liberał i był nawet wiceprzewodniczącym Międzynarodówki Liberalnej, a teraz jest liderem krucjaty antyliberalnej. Jego interesują przede wszystkim interesy.    Robienie szumu wokół przestrzegania praworządności było więc przykrywką, a naprawdę chodzi Orbanowi o otrzymanie jak największych funduszy.  – Inaczej. Robienie szumu było wtedy, gdy w Białym Domu rządził jeszcze Donald Trump. Ale sytuacja się zmienia. Za Trumpa była naga gra interesów. Wszyscy robili deale. Począwszy od Donalda Trumpa, który w ogóle nie interesował się takimi sprawami, jak prawa człowieka, wartości demokratyczne, kryteria kopenhaskie, o których pewnie w ogóle nie słyszał. One nic dla niego nie znaczyły. Natomiast teraz one wrócą, podobnie jak relacje transatlantyckie, chociaż po stronie UE nie będzie już Brytyjczyków. Powstała więc nowa sytuacja. A Orban, niezależnie od tego, co byśmy o nim mówili, potrafi się dostosowywać do nowych okoliczności i zapewne tak będzie obecnie.    Krytycy Orbana wytykają mu, że jego rodzina, znajomi zarabiają na funduszach unijnych…  – Nie krytycy, to są fakty, stwierdzone, udowodnione na tysiąc sposobów. Fakt, że trzeba by znać język węgierski, żeby się w tym rozeznać. Ja akurat węgierski znam i od wielu lat na ten temat mówiłem. Sprawa stała się ostatnio głośna ze względu na powiązanie budżetu z praworządnością.    Polski czytelnik niekoniecznie musi być wciągnięty w szczegóły. Może je uporządkujemy. Wokół Orbana powstała grupa trzymająca władzę i kasę, płynącą z UE. Nieprzypadkowo Węgry są tym krajem UE, w którym te fundusze są przejmowane przez związaną z rządem i premierem grupę osób. Jaskrawym tego przykładem jest zięć Orbana, który zaczął opływać w miliony.  – Ciekawe, że człowiek nieco ponad trzydziestoletni, jedyny dotychczas zięć Orbana, który ma piątkę dzieci,  mąż najstarszej córki premiera Racheli, wokół której też jest sporo szumu, 34-letni István Tiborcz, stał się jednym z najbogatszych ludzi w państwie. Podobnie jak kiedyś sołtys i inkasent gazowy we wsi Felcsútk, Lőrincz Mészáros, który stał się najbogatszym człowiekiem na Węgrzech. To bizensowa kariera, jaką można sobie wyobrazić. Nadaje się na dobry, hollywódzki film.  Z prof. Bogdanem Góralczykiem rozmawiał Andrzej Kaniewski    Zbigniew Ziobro o praworządności: Daje ogromną władzę Unii Europejskiej     Polacy nie chcą Polexitu        

Prof. Bogdan Góralczyk, były szef Centrum Europejskiego UW

Prof. Bogdan Góralczyk, ekspert od spraw węgierskich

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*