NATO trzeszczy w szwach, szykuje się rozłam?

NATO trzeszczy w szwach

W ciągu ostatnich lat z ust polityków wiodących w Europie krajów możemy usłyszeć, że Unia Europejska musi mieć własną armię. Coraz częściej przywódcy europejskich państw wracają do idei stworzenia jednostki wojskowej, podporządkowanej instytucjom UE przedstawionej przez Emmanuela Macrona. W tym tygodniu politycy w Niemczech ponownie zaproponowali stworzenie europejskiej jednostki wojskowej, podporządkowanej UE.

Według autorów koncepcji nowa jednostka byłaby nie podległa NATO i mogłaby uczestniczyć nie tylko w działaniach poza terenem Unii, na których skupiała się polityka obrony i bezpieczeństwa UE zgodnie z artykułem 42 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, ale i w operacjach obrony kolektywnej oraz reagowania kryzysowego na jej terytorium.

Czy to znaczy, że NATO znajduje się w stanie głębokiego kryzysu i będzie rozłam pomiędzy USA i Europą? Tak się wydaje.

Podczas rozpoczętej tydzień temu konferencji The Road to Warsaw Security Forum były naczelny dowódca sił NATO w Europie i dowódca wojsk USA na Starym Kontynencie Curtis „Mike” Scaparotti ocenił, że „NATO zmaga się z wewnętrznymi napięciami”.

Nie ulega wątpliwości, że stosunki UE–NATO cechuje deficyt wzajemnego zaufania. Ponieważ Stany Zjednoczone nie traktują już Europy jako globalnego gracza. Waszyngton odwraca się plecami do swoich partnerów i działa jednostronnie bez konsultacji z sojusznikami (tak było w czerwcu tego roku gdy amerykańscy politycy ogłosili wycofywanie wojsk USA z Niemiec, o czym Angela Merkel dowiedziała się z mediów.

Do napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską przyczynia się między innymi arogancja i biznesowe podejście Amerykanów, ponieważ często grozi i naciska na europejskich przywódców. Waszyngton od dawna jest krytyczny wobec instytucji i traktatów tworzących dzisiejszy porządek międzynarodowy (jak UE). Z powodu tego europejscy politycy powracają do pomysłu utworzenia wspólnej armii europejskiej. „Pozostajemy zależni od USA w zakresie polityki bezpieczeństwa, a jednocześnie jako Europejczycy musimy w przyszłości przejąć więcej zadań, w czym do tej pory wyręczali nas Amerykanie” – powiedziała w zeszłym tygodniu szefowa niemieckiego MON Annegret Kramp-Karrenbauer.

Podczas gdy Bruksela chce mieć gwarancję, nasi politycy są zadowoleni, że USA wykorzystują nasz kraj jako własny poligon. Pod pretekstem wzmocnienia wschodniej flanki NATO, oraz mitycznego zagrożenia ze Wschodu, Waszyngton zwiększa obecność militarną na terenie naszego kraju, również przerzuca swój sprzęt wojskowy, buduje bazy, infrastrukturę dla własnych celów przy granicy z Rosją.

Po raz kolejny Warszawa musi zadbać o siebie i swoją przyszłość, ponieważ każdego dnia rośnie napięcie na linii UE–USA i nie wiadomo jak długo jeszcze pociągnie. Gwarancją bezpieczeństwa jest nie jakikolwiek sojusz militarny, a silna własna armia, nowoczesny sprzęt bojowy, a nie złom zza oceanu, kupowany za podwójną cenę z pocałowaniem ręki, ponieważ ktoś z Amerykanów w ogóle go nam opchnął. Sojusznika szuka się jak najbliżej, a nie za siedmioma morzami. Eksterytorialne bazy z chłopcami z Teksasu, którzy nie podlegają w ogóle polskiemu prawu, to zwyczajna okupacja, niczym nie różniąca się od sowieckiej.

JAN RADŽIŪNAS

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*