Bliski współpracownik Dudy odchodzi. Znamy powód

Marcin Kędryna z prezydentem zna się od 40 lat, ale ich drogi właśnie się rozchodzą. Przyjaciel Andrzeja Dudy i dyrektor w Kancelarii Prezydenta odchodzi. Formalnie wciąż jeszcze pracuje, ale wykorzystuje zaległy urlop.

Informację o tym, że Kędryna odchodzi podał portal gazeta.pl. Kędryna dyrektorem Biura Prasowego KPRP został w kwietniu 2019 r. Współtworzył kampanie Dudy w 2015 i 2020 r. Jaki jest powód jego rezygnacji ze stanowiska? Jak podaje WP, w Pałacu Prezydenckim miał się nie spodobać niedawny wywiad.

Urzędnik, który zna się z prezydentem Dudą od czasów podstawówki, w rozmowie z Tygodnikiem polsatnews.pl w cyklu „Rozmowy #BezUników” wspominał czasy szkolne, ale też odsłonił kulisy pracy w Kancelarii.

Wypowiedział się również krytycznie o podjęciu przez prezydenta Dudę kwestii LGBT w kampanii. –  Nie podobało mi się. Dobrze go znam i wiem, że mówi trochę coś innego, niż wielu rozumie  – odpowiedział Kędryna w rozmowie z Polsat News.

 Przypominamy fragmenty wywiadu: 

– Uczyliśmy się w specyficznym miejscu, gdzie raczej nie było mordobić. To się nazywało Szkoła Laboratorium Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie.  Tam były dwie grupy dzieci: rejonowe i te wpychane przez świadomych rodziców. My z Andrzejem należeliśmy do tej dopchanej grupy  – opowiadał w rozmowie z Piotrem Witwickim Kędryna.

Kluczowe dla ich relacji było jednak harcerstwo. Współpracownik Dudy opowiedział o przykrym doświadczeniu, jakie było udziałem jego i prezydenta. – Pewnego dnia wracamy wymęczeni do obozu, a nasz namiot – duży, wojskowy – leży w błocie. Wszystkie nasze rzeczy też. Komenda stwierdziła, że zostawiliśmy bałagan i postanowiła dać nam nauczkę. Widziałem to na zdjęciach. Dorośli ludzie. Pracownicy naukowi krakowskich uczelni. Z dziką radością.  Dziś za to, co nam robiono, wsadzano by do więzienia. Tych kujonów tak potraktowano. Takie doświadczenia budują jednak pewien rodzaj łączności  – mówił.

Wiele lat później Kędryna został asystentem Dudy w europarlamencie. – Myślę, że byliśmy z Bożeną dla niego oknem na innego rodzaju świat. Dla Andrzeja ważne było to, jak ja widzę media i to, co się dzieje w stolicy.  Mówił, że najgorsze w byciu eurodeputowanym jest to, że człowiek odcina się od Warszawy i traci kontakt z polską polityką. Mnie to można nawet nazwać kontaktem na „warszawkę”  – wspominał tamten okres przyjaciel prezydenta.

W kampanii 2015 r., Duda wysłał go na Nowogrodzką, by spotkał się z Pawłem Szefernakerem. –  Tak się złożyło, że już zostałem tam i rozpoczął się najlepszy czas mojego życia. Dostałem na Nowogrodzkiej krzesło i kabel do Internetu . Jako taki stary dziad siedziałem sobie i wbijałem coś w komputer albo oni mnie o coś pytali, a ja im odpowiadałem – opowiadał.

Miał tłumaczyć współpracownikom prezesa PiS „wiele oczywistych rzeczy”. – Na przykład to, że jak dzwoni dziennikarz, to przede wszystkim należy odebrać telefon. Powiedzieć: „tak, oczywiście” i odłożyć słuchawkę, by przemyśleć o co mu chodziło. W zasadzie wszystko, co im tłumaczyłem, było w kontrze do zasad działania ich biura prasowego. Oni funkcjonowali w pewnym getcie. Poprosiłem kiedyś w biurze prasowym klubu PiS-u o kontakt do jednego z ważnych dziennikarzy. Usłyszałem, że mają tylko kontakty do „naszych dziennikarzy” – zdradził.

Gdy Witwicki zasugerował, że mury kancelarii odmieniają, Kędryna przytoczył taką anegdotę: – Niektórych tak. Ale wolałbym o tym nie mówić. No dobra, o jednym opowiem.  Już chyba się cała Warszawa nabija z człowieka, któremu kawę muszą przynosić kelnerzy. Co prawda, ma ekspres obok siebie. Ale woli, by kelner niósł ją ze sto metrów. Choć może chodzi o to, że lubi zimne espresso .

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*