Dlaczego nikt nie reaguje, gdy na wiecach wyborczych łamane są zasady sanitarne? Policja i sanepid przerzucają się odpowiedzialnością

Tłumy ludzi, brak maseczek, niezachowane odległości między osobami – na wiecach wyborczych notorycznie łamane są zasady sanitarne, związane z epidemią koronawirusa. Dlaczego służby nie reagują? – Organem wiodącym w kwestiach związanych z COVID-19 jest Państwowa Inspekcja Sanitarna – tłumaczy policja. – Nie jest rolą Państwowej Inspekcji Sanitarnej monitorowanie życia politycznego w Polsce i kalendarza spotkań polityków – ripostuje sanepid.

Jak czytamy na stronie rządowej gov.pl, w związku z  epidemią koronawirusa w Polsce wciąż aktualny jest obowiązek utrzymania co najmniej 2-metrowej odległości między pieszymi. Konieczne jest noszenia maseczek lub innych elementów odzieży, które zasłaniają usta i nos w sytuacji, gdy nie można zachować wspomnianej 2-metrowej odległości od innych.

„Zasadniczo  zasłanianie ust i nosa w miejscach publicznych jest obowiązkowe  . Z obowiązku tego zwolnione są jedynie osoby, które mają problemy z oddychaniem lub nie mogą zasłaniać ust i nosa z innych powodów zdrowotnych” – czytamy na stronie. Poza tym wciąż jest zakaz zgromadzeń, imprez, spotkań oraz zebrań powyżej 150 osób.

 ZOBACZ TAKŻE :  Groził spaleniem domu, gdy zobaczył plakat z Trzaskowskim. Zatrzymała go policja  

Tymczasem, gdy ogląda się relacje z wieców i spotkań wyborczych z  kandydatami na prezydenta RP  , można odnieść wrażenie, że te zasady już nie obowiązują. Dotyczy to całej kampanii – zarówno przed pierwszą turą, gdy o główny urząd w państwie ubiegało się 11 osób, jak i obecnie, kiedy na placu boju pozostało dwóch rywali. Na wiecach i spotkaniach praktycznie wszystkich kandydatów pojawiały się i nadal pojawiają tłumy, liczone w setkach osób.

 ZOBACZ TAKŻE :  Kwaśniewski: przewiduję, że Jacek Kurski będzie szukał jakichś strasznych rzeczy na Trzaskowskiego  

Ludzie cisną się, by być jak najbliżej swoich faworytów, nie zachowując przy tym żadnych odległości, nie mówiąc już o dwóch metrach. Mimo to wiele osób jest bez maseczek. W wielu przypadkach nie mają ich również sami kandydaci, którzy ponadto chętnie ściskają się ze swoimi wyborcami, przytulają się, robiąc sobie z nimi zdjęcia, witają się przez podanie ręki – co odradzają wszyscy epidemiolodzy i eksperci od zdrowia.

Dlaczego nikt na to nie reaguje? Dlaczego służby, który jeszcze kilka tygodni tak ochoczo wlepiały mandaty za siedzenie w parku czy jeżdżenie rowerem, teraz udają, że nic nie widzą? Zapytaliśmy o to policję. Zwłaszcza, że funkcjonariusze tej formacji są na każdym takim wiecu wyborczym, nie ma więc możliwości, żeby nie widzieli, co się tam dzieje.

– Organem wiodącym w kwestiach związanych z COVID-19 jest Państwowa Inspekcja Sanitarna. Niemniej jednak pragnę przypomnieć, że w pierwszej kolejności odpowiedzialnym za przestrzeganie przepisów i porządku w określonych miejscach, np. w obiektach handlowych, czy podczas organizacji jakiegoś spotkania, są ich właściciele, administratorzy czy organizatorzy. W przypadku, gdy upomniana osoba nie podporządkuje się zaleceniom, ci właściciele, administratorzy czy organizatorzy mogą zawiadomić policję lub straż miejską w celu podjęcia interwencji – mówi Onetowi insp. Mariusz Ciarka, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Gdy pytamy o to, ile mandatów funkcjonariusze wystawili uczestnikom takich wyborczych wieców, słyszymy, że policja nie prowadzi statystyk w tym zakresie. – Policjanci podczas realizacji zadań, w związku z organizacją rożnego rodzaju zgromadzeń, wielokrotnie przypominają ich organizatorom lub przewodniczącym o obowiązku zakrywania ust i nosa. Jednak to inspektorzy sanitarni pełnia wiodąca role w tym zakresie – podkreśla Mariusza Ciarka.

O brak reakcji wobec łamania przepisów sanitarnych na wiecach wyborczych pytamy więc również sanepid. – Nie jest rolą Państwowej Inspekcji Sanitarnej monitorowanie życia politycznego w Polsce i kalendarza spotkań polityków. Państwowi powiatowi inspektorzy sanitarni reagują na przypadki zgłoszeń o nieprzestrzeganiu przepisów, związanych ze zwalczaniem COVID-19. O pomoc w ustaleniu stanu faktycznego czy też danych osób mogących naruszać ww. przepisy, zwracają się do policji. Niestety, nie mogę się odnosić do informacji o postępowaniach administracyjnych prowadzonych w sprawach konkretnych osób, gdyż naruszałoby to zasadę ochrony prywatności tych osób – mówi Onetowi Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego.

– Wirus jest prawdziwie ponadpartyjny. Dlatego wielokrotnie apelowaliśmy o przestrzeganie zasady dystansu społecznego, a gdy to nie jest możliwe, zakładanie maseczek. Warto zauważyć, że przestrzeganie tych zasad jest w interesie kandydata, którego popiera dany wyborca, choćby z sympatii do niego – tłumaczy Jan Bondar i dodaje, że dotychczas wydano 353 decyzje administracyjne, dotyczące ukarania za niezachowania dystansu społecznego.

Warto zwrócić uwagę, że wbrew tłumaczeniu służb, w wielu wcześniejszych przypadkach policja i sanepid nie przerzucały się odpowiedzialnością za karanie osób, które nie przestrzegają zasad sanitarnych, a wręcz przy tym współpracowały. Wystarczy przypomnieć majowe protesty przedsiębiorców w Warszawie.  Policjanci wystawili wówczas kilkaset mandatów za brak maseczek i nieprzestrzeganie dystansu społecznego i skierowali kilkaset wniosków o ukaranie do sanepidu.

– Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w m.st. Warszawie, działając w oparciu o obowiązujące przepisy z zakresu zapobiegania i zwalczania zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, uwzględniając otrzymane informacje, wydał kilkanaście decyzji nakładających na winnych naruszeń prawa administracyjne kary pieniężne. Kary wynosiły od pięciu do 10 tysięcy zł, w zależności od oceny ryzyka związanego z naruszeniem nakazów, zakazów i ograniczeń związanych z przeciwdziałaniem pandemii. Były osoby, które zostały ukarane dwoma karami za różne przewinienia – informowała nas wówczas Joanna Narożniak, rzeczniczka WSSE w Warszawie.

 ZOBACZ TAKŻE :  Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania ws. koncertu Kasi Kowalskiej w Ciechanowie. „Nie stwierdzono znamion przestępstwa”  

Pięć tys. zł kary administracyjnej otrzymał wówczas również Paweł Tanajno, jeden z kandydatów na prezydenta RP, który był jednym z liderów protestów przedsiębiorców. Służby nie miały również obiekcji, gdy karały uczestników i organizatorów koncertów plenerowych w Ciechanowie, w tym koncertu Kasi Kowalskiej. Policja skierowała kilkanaście wniosków o ukaranie, a sanepid nałożył też 30 tys. zł kary na Urząd Miasta w Ciechanowie, za zorganizowanie, wbrew zakazowi, imprezy masowej.

Na wiecach wyborczych ludzi jest jeszcze więcej. A maseczek coraz mniej. – Na każdym niemal wiecu obserwujemy łamanie podstawowych zasad reżimu sanitarnego. Tłumy ściśniętych ludzi bez maseczek, skandujący nazwiska swoich liderów, w tym osoby starsze, znajdujące się w grupie ryzyka. Ale jak mają się zachowywać, skoro taki przykład dają im sami rządzący? –  pyta w rozmowie z PAP Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.  

– Mamy wrażenie, że wszystko przestało się liczyć. Wszystko, z wyjątkiem jednego. Żeby iść do urn. W tym przypadku brzmi to złowieszczo, ale naprawdę obawiamy się, że już za dwa, trzy tygodnie za naszą nieostrożność zapłacimy najwyższą cenę, jaką jest zdrowie, a nawet życie – ostrzega prezes PPOZ.

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*