Amerykańska baza w Polsce wywoła III Wojnę Światową?

W latach 50. XX wieku natowscy planiści zastanawiali się, jak obronić powstający wówczas sojusz przed sowiecką machiną wojenną. W teorii problem zdawał się przytłaczać swoją skalą, zaś w praktyce okazało się, że siły brytyjskie i amerykańskie nie byłyby w stanie powstrzymać radzieckiej inwazji na wschodzie. Wobec tego, najlepszym rozwiązaniem mogłoby być skupienie tych drugich na plażach w Normandii, dokąd siły alianckie przybyły już w roku 1944, oraz gruntowne umocnienie ich pozycji przed wkroczeniem oddziałów sowieckich.

Plan ten jednak odrzucono. Jaki bowiem naród zawiązałby sojusz, który następnie skazałby całe jego terytorium lub jego większość na łaskę bądź niełaskę obcych najeźdźców? Jednakże, eksperci z NATO orzekli, że należy postawić na wysunięty model obrony, obsadzając żołnierzami linie frontu sojuszu. Taka decyzja służyła dwóm celom. Po pierwsze, odparła sowiecką agresję, dając Moskwie do zrozumienia, że cały sojusz jest gotów bronić terytoriów zrzeszonych w nim państw; po drugie zaś, zmusiła członków paktu do dalszego rozwijania infrastruktury oraz logistyki niezbędnej do wsparcia oddziałów frontowych.

Takie rozwiązanie okazało się skuteczne. W czasach zimnej wojny NATO dysponowało wystarczającymi siłami konwencjonalnymi (okręty, samoloty oraz wojska), by powstrzymać Związek Radziecki przed przekroczeniem granicy. Stany Zjednoczone powinny wyciągnąć wnioski z tego doświadczenia, tym bardziej, że obecnie rozważają prośbę polskich władz o stałe rozmieszczenie amerykańskich sił zbrojnych na terytorium kraju. Prawdę mówiąc, jest też szereg argumentów przeciwko bazie Fort Trump, słynnej propozycji Prezydenta RP Andrzeja Dudy, jaka padła podczas wrześniowego spotkania głów obydwu państw.
Emerytowany generał armii USA Ben Hodges zwrócił uwagę na ryzyko obrony i wspierania oddziałów stacjonujących w pobliżu rosyjskiej granicy. Jak dodał, utworzenie bazy wymagałoby wybudowania infrastruktury niezbędnej do przyjęcia amerykańskich żołnierzy i ich rodzin.

„Istnieją inne sposoby odstraszenia Rosji niż lokowanie stałych baz” – zaznaczył generał.
Ocena Hodgesa zdaje się mieć sens, podobnie jak wstępne szacunki dokonane przez natowskich planistów w latach 50. ubiegłego wieku. Fort Trump wiązałby się z kosztownym spowolnieniem rosyjskiej agresji. Niemniej jednak, jeśli celem jest odbudowanie wiarygodności NATO jako prawdziwego gwaranta bezpieczeństwa transatlantyckiego, baza może okazać się kluczem do jego realizacji.
Należy szczerze przedyskutować formę obecności NATO, ale nie ma wątpliwości, że sojusz musi przesunąć swoje siły do przodu.
Sam fakt zaangażowania Stanów w obronę Polski, będącej jednym z jej najsilniejszych i najbardziej zaufanych sojuszników, skutecznie powstrzymałby Władimira Putina przed zbrojną inwazją.

Ponadto, aby NATO mogło w pełni zapewnić, że jest w stanie bronić Europy Środkowej, członkowie paktu będą zobowiązani rozważyć, w jaki sposób rozszerzyć dotychczasowy parasol obrony powietrznej i przeciwrakietowej. Dodatkowo, powinni oni wykazać zdolności kontrolowania przestrzeni powietrznej, ochrony systemów cybernetycznych i kosmicznych, a także szybkiego przerzucenia dostaw sprzętu oraz dodatkowych oddziałów w sytuacjach kryzysowych.

Potencjalna baza wojskowa w Polsce raczej prędzej niż później zmusiłaby sojusz do zajęcia się tymi kwestiami, co samo w sobie stanowi dobrą wiadomość. Co więcej, administracja Trumpa zyska większy autorytet, naciskając sojuszników, by ci zwiększyli wydatki obronne do około 2 procent PKB, co zadecyduje o wysuniętej obecności sił NATO. Rzecz jasna, baza Fort Trump nie jest w stanie sama zagwarantować pokoju w Europie. Rosja niedawno rozlokowała rakietowe pociski balistyczne średniego zasięgu, które mogłyby uderzyć w każdą europejską stolicę.

Wysoce nieprawdopodobne jest także by Stany rozmieściły własną broń tego typu w celu zneutralizowania zagrożenia. Zamiast tego, Pentagon może użyć śmiercionośnej broni konwencjonalnej mogącej zagrozić kluczowym rosyjskim celom. Wysunięte wojska sojusznicze skorzystałyby z ochrony gwarantowanej przez rozszerzony parasol bezpieczeństwa, dzięki czemu siły takie jak Fort Trump miałyby większe szanse na przetrwanie. Krótko mówiąc, wysunięta obrona daje przewagę Amerykanom i ich sprzymierzeńcom, wysyłając tym samym silniejszy sygnał do Władimira Putina, że powinien trzymać ręce z dala od Europy Zachodniej.

JAMES JAY CARAFANO

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*