Rzeszów w żałobie. Los Faustyny rozdziera serce. Nawet ksiądz nie umiał powstrzymać łez

została potrącona

– Jej życie było jak płomyk. Zgasło, zanim zaczęło palić się prawdziwym ogniem. Jak trudno znaleźć słowa pocieszenia, kiedy tak wielki ból przeszywa nasze serca – mówił ksiądz nad trumną 20-letniej Faustyny. Dziewczyna studiowała w Rzeszowie dziennikarstwo. W pobliżu swojej uczelni została potrącona na przejściu. Była niewinną ofiarą nieuwagi kierowcy. Tak samo jak jej rodzice, którzy 16 lat wcześniej także zginęli w wypadku drogowym.

W minioną niedzielę Faustyna obchodziłaby swoje urodziny. Dzień wcześniej w rodzinnym Zgórsku koło Mielca odbył się jej pogrzeb – jeden z największych, a zarazem najsmutniejszych w historii parafii.

Ksiądz prałat na koniec żałobnej mszy powiedział kilka słów od siebie. Przywołał obrazek sprzed 16 lat. Wtedy przed ołtarzem stały dwie trumny, a przy nich mająca wówczas niespełna 5 lat Faustynka i jej dwaj niewiele starsi bracia. Rodzeństwo żegnało swoich rodziców, którzy zginęli w wypadku w pobliskim Piątkowcu. 13 listopada 2002 r. małżeństwo tylko na chwilę pojechało do gospodarza po mięso. Wracali już do domu, kiedy na leśnej drodze ich maluch został staranowany przez nissana, którym kierował trener siatkarek Muszynianki. Razem z czterema zawodniczkami spieszyli się na mecz. Sportowcy zostali niegroźnie ranni. Rodzice trójki małych dzieci – Jan († 37 l.) i Marta (†30 l.) zginęli na miejscu.

– Wydawało się, że Faustynka najlepiej poradzi sobie z tą straszliwą traumą. Uśmiechała się, ale był to zawsze uśmiech, za którym kryły się tęsknota i smutek – wspominał na pogrzebie ks. prałat. Przypomniał I komunię, która była wtedy dla dziewczynki jedną z trudniejszych chwil. – Mamy tu zwyczaj, że dzieci na koniec uroczystości w podzięce wręczają kwiaty rodzicom. Faustynka była tego dnia niebiańsko piękna i ściskała w dłoniach dwa bukiety. Poprosiłem ją do ołtarza i zapytałem komu je dasz? „Jeden mam dla cioci i wujka, a drugi zaniosę na cmentarz” odparła z uśmiechem i lekko wilgotnymi oczami. Ile trzeba było siły, aby zapanować wtedy nad emocjami, a i tak łzy same się cisnęły… – mówił łamiącym się głosem ksiądz, powodując że teraz także nie było osoby, która potrafiłaby opanować płaczu.

Osieroconym rodzeństwem zaopiekowała się najbliższa rodzina – wujek i ciocia. Faustyna świetnie radziła sobie w szkole. Skończyła liceum w Mielcu i zamieszkała w Rzeszowie, gdzie studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Rzeszowskim. Wydawało się, że czas zaleczył wielką ranę z dzieciństwa. – Była zakochana i taka szczęśliwa – opowiada jej koleżanka.

Los okazał się jednak okrutny. 22 listopada, zaledwie kilka dni po rocznicy śmierci rodziców, 20-latka znalazła się pod kołami toyoty. Została potrącona na przejściu dla pieszych na ul. Rejtana, tuż obok swojej uczelni. 60-letni kierowca z Przemyśla wyprzedził samochód, który zatrzymał się, aby przepuścić pieszą.

Dziewczyna w krytycznym stanie trafiła do szpitala. Była w śpiączce. Lekarze walczyli o jej życie, ale bezskutecznie. Faustyna zmarła 4 grudnia. Teraz pochowano ją w grobie rodziców.

– Nie odeszła od nas, tylko zniknęła sprzed oczu. Została w naszej pamięci i w naszych sercach… – mówił podczas ostatniego pożegnania proboszcz.

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

  1. Straszna tragedia , nie potrafie opisac tego co czuje , sam sie poplakalem , dzieci sa takie kochane i daja Nam Rodzicom najpiekniejszy dar w postaci usmiechu , przytulania czy zabawy z Nimi. dzisiaj Fustynka jest z Rodzicami, mam nadzieje ze lepszym swiecie …nigdy nie odejdzie od Nas gdy bedziemy o Niej pamietac…Faustynko spoczywaj w pokoju [*]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.