Czekając na Fort Trump

Powstaje wrażenie, że w wojsku panuje chaos.

Rządy Macierewicza w MON opozycja określała jako czasy szaleństwa, a Błaszczakowi zarzuca stagnację. Czy słusznie?

Bilansu trzech lat rządu PiS w MON nie można skwitować w jednoznaczny sposób, ale trudno go zaliczyć do sukcesów tego i poprzedniego rządu. Z jednej strony zapadły decyzje o zwiększeniu wydatków obronnych i utworzeniu Wojsk Obrony Terytorialnej, z drugiej leżą programy modernizacyjne sił zbrojnych.

Czy zatem swoistym wyjściem do przodu i próbą przykrycia porażek przez MON nie jest szczególne akcentowanie konieczności zwiększenia obecności amerykańskiej w Polsce, pod mitycznym hasłem tworzenia Fortu Trump?

Aby poznać kontekst dzisiaj zapadających decyzji, trzeba przypomnieć bilans ostatnich trzech lat. Antoni Macierewicz – pierwszy szef MON w rządzie PiS urzędowanie rozpoczął od dymisji oficerów. Pierwsze tygodnie jego rządzenia można z powodzeniem określić czasem czystek. Zresztą proces ten trwał w nieco łagodniejszej formie przez cały okres jego urzędowania. Z armii odeszło kilkudziesięciu generałów, w tym szefowie Sztabu Generalnego WP.

Po objęciu władzy Macierewicz – niejako dla uzasadnienia swoich kroków – ostro krytykował stan polskiej armii. Gdy raz twierdził, że nie jest i nie była ona zdolna do obrony Polski, w chwilę potem przekonywał, że od momentu objęcia przez niego urzędu w listopadzie 2015 roku jej stan nagle się poprawił.

Przemodelował on jednocześnie cały system zakupów dla wojska. Kilka miesięcy zajęło mu obejrzenie kontraktów na dostawy broni. Efekt był taki, że część z nich trafiła do kosza, a inne zostały znacznie opóźnione.

Przez kilka miesięcy na przykład Macierewicz tworzył gruntu w mediach do ogłoszenia decyzji o odrzuceniu oferty Francuzów na zakup śmigłowców. Uznał, że plany zakupu caracali są niekorzystne dla polskiego przemysłu, budżetu i wojska. Równocześnie obiecywał zamówienie śmigłowców w firmach, które są zlokalizowane w Polsce, a nawet budowę nowego razem z Ukraińcami. Gdyby na poważnie brać jego obietnice, dzisiaj śmigłowce Black Hawk miałyby Wojska Specjalne, kolejne służyłyby na Wybrzeżu, a śmigłowce uderzeniowe armia właśnie by odbierała.

Tymczasem do dzisiaj armia nie otrzymała ani jednego wiropłata, a używane maszyny są na nowo malowane, ich resursy są zaś wydłużane. Tak samo zakończyły się obietnice zakupu przez Macierewicza dla wojska „tysięcy” bezzałogowców.

Wstrzymanie niektórych decyzji zakupowych odbiło się na zwykłych żołnierzach, wyczerpały się zapasy mundurów, butów, sięgnięto do magazynów ze starymi pamiętającymi czasy PRL – hełmów, które postanowiono odmalować.

Dlaczego rządy Błaszczaka można określić stagnacją? Być może to wynika z tego, że zastąpił on Macierewicza, głównie po to, aby wyciszyć trwający od wielu miesięcy spór szefa MON z ośrodkiem prezydenckim. Błaszczak nie jest też tak wyrazistym politykiem jak Macierewicz, ale bardziej zdolnym do realizacji konkretnych zadań. Teraz jego priorytetem jest przekonanie Amerykanów do zwiększenia swojej obecności w naszym kraju.

Być może właśnie to powoduje, że tak trudno podjąć mu decyzje, jaką broń należy kupić dla wojska, i czy będzie nas stać na uzbrojenie oferowane przez Amerykanów. Nie ma bowiem wątpliwości, że rząd robi wszystko, aby wciągnąć żołnierzy amerykańskich do naszego kraju, wykorzystując także argument zakupu ich uzbrojenia.

Dzisiaj w zasadzie poza podpisaniem umowy przez Błaszczaka na realizację I fazy zakupu amerykańskich baterii Patriot (za 4,76 mld dolarów) trudno znaleźć inny kontrakt w istotny sposób poprawiające stan Sił Zbrojnych.

Błaszczak powtarza wprawdzie, że jego celem jest to, aby wojsko było liczniejsze, dysponowało nowoczesnym sprzętem oraz było lepiej osadzone w strukturach NATO, ale jednocześnie niewiele zrobił, aby przyspieszyć działania związane z ustaleniem Planu Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych na lata 2017–2022 roku. Nie wiadomo, kiedy i od kogo zostaną kupione nowe śmigłowce, okręty, samoloty bojowe.

Gdy zatem powstaje wrażenie, że zarządzanie armią przypomina chaos, jedynym trwałem elementem jest fakt, że stopniowo wzrasta liczba żołnierzy wojsk amerykańskich i innych krajów NATO w naszym kraju. Ich obecność wzmacnia nasze bezpieczeństwo.

W Polsce jest już też stała baza wojsk amerykańskich w Redzikowie, w której stacjonuje kilkuset żołnierzy. Od kilkunastu miesięcy stacjonuje wielonarodowy batalion NATO (Orzysz). Na zachodzie kraju jest amerykańska brygada pancerna (Żagań, Skwierzyna), w Poznaniu znajduje się wysunięte dowództwo szczebla dywizyjnego, a w Powidzu amerykańska jednostka lotnicza. Każdego dnia w Polsce jest kilka tysięcy sojuszniczych żołnierzy.

Plany resortu obrony narodowej są bardziej ambitne i wydaje się nadmiernie propagandowo rozdmuchane. MON zakłada, że w Polsce powinna zostać wybudowana stała baza wojsk amerykańskich. Prezydent Andrzej Duda w trakcie wizyty w Waszyngtonie nazwał ją Fort Trump. I takie określenie poszło w świat, budząc wściekłość na Kremlu.

Polska obiecuje wsparcie w wysokości 2 mld dolarów na stałe rozmieszczenia wojska USA. Błaszczak na ten temat prowadzi rozmowy z Amerykanami, i niewykluczone, że ostatecznie uda się zwiększyć obecność wojsk amerykańskich.

Wątpliwe jest jednak, że zdecydują się oni na zbudowanie bazy z kilkunastoma tysiącami żołnierzy na wzór tych, które w czasie zimnej wojny tworzono w RFN. Bardziej prawdopodobna jest zmiana formuły obecności wojsk amerykańskiej z umowy terminowej, na stałą, i budowa przyczółków np. dowództwa dywizji, magazynów broni.

RP.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

2 Komentarze

  1. Czytam m. in. „Po objęciu władzy Macierewicz – niejako dla uzasadnienia swoich kroków – ostro krytykował stan polskiej armii. Gdy raz twierdził, że nie jest i nie była ona zdolna do obrony Polski, w chwilę potem przekonywał, że od momentu objęcia przez niego urzędu w listopadzie 2015 roku jej stan nagle się poprawił.” A no poprawił się… Podczas audytu Macierewicz mówił o moździerzach do których wojsko nie miało amunicji. Otóż Siemoniak wyjaśniał: Ponieważ zagraniczni producenci wystawili za wysokie ceny, Siemoniak zlecił ich produkcję naszym, Polskim producentom. W chwili kiedy Macierewicz prawie płakał nad stanem Polskiej armii, pociski te już produkowano. Po dwóch miesiącach Macierewicz uroczyście oznajmił, że Polska jest już bezpieczna a armia ma pociski do moździerzy… Stary oszust nawet słowem nie wspomniał, że produkcję zlecił naszym, rodzimym zakładom poprzedni Minister Obrony Tomasz Siemoniak. Ciemny PIS-owsli lud uwierzył, że Antoni uzdrowił naszą armię…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*