Zawodowy żołnierz udusił Tomka pod dyskoteką

W 2015 roku pod jedną z zielonogórskich dyskotek odnaleziono nieprzytomnego 35-letniego Tomasza. Mimo starań lekarzy mężczyzna zmarł w szpitalu. 35-latek został uduszony przez zawodowego żołnierza – Ariela W., który twierdzi, że nie chciał zabić swojej ofiary.

– To już dwa lata bez syna, ale dla nas ten czas stoi w miejscu. Nie ma Tomka i nikt i nic nam go już nie zwróci – mówi Elżbieta Kikoła, matka Tomka uduszonego przez zawodowego żołnierza – Ariela W. z elitarnej jednostki kawalerii powietrznej w Tomaszowie Mazowieckim.

Oskarżony przyznaje, że brał udział w zdarzeniu, ale nie do tego, że chciał zabić 35-latka. Tragedia rozegrała się w noc andrzejkową w 2015 roku. Nieprzytomnego Tomka znaleziono leżącego na placu koło dyskoteki w centrum Zielonej Góry. Mimo hospitalizacji, 35-latek zmarł nie odzyskując przytomności. Okoliczności śmierci były tajemnicze. Na ciele mężczyzny nie znaleziono żadnych konkretnych śladów świadczących o pobiciu. Dopiero sekcja zwłok wykazała, że był on duszony, czego efektem był śmiertelny obrzęk mózgu.

Kilka godzin wcześniej Tomek bawił się w dyskotece ze swoimi koleżankami 29-letnią Anią i 42-letnią Wiolettą ze Zgorzelca. Był tam też Ariel W. z kolegą. Żołnierze przebywali na kursie oficerskim we Wrocławiu, a do Zielonej Góry przyjechali się zabawiać. Ania i Wioletta zaczęły bawić się z żołnierzami. Choć rodzina Tomka zapewnia, że Ania była jego partnerką to dziewczyna temu zaprzeczyła. Wygląda na to, że Tomek był zazdrosny o Anię, która bawiła się z innymi mężczyznami. To dlatego doszło do nieszczęścia.

Około godziny 5.00 Tomek miał kilkakrotnie uderzyć w twarz Ariela W., siedzącego z kobietami w taksówce nieopodal dyskoteki. Żołnierz rzucił się w pogoń za uciekającym Tomkiem. Dogonił go, prawdopodobnie podciął mu nogi i wskoczył na plecy. – Szamotaliśmy się – zeznawał Ariel W.. Wojskowy założył Tomkowi chwyt duszący i poddusił tak, że 35-latek stracił przytomność. Wstając kopnął jeszcze leżącego Tomka w głowę, a następnie przeszukał jego kieszenie, zabrał kartę autobusową z danymi i uciekł. W mieszkaniu umył się i wyprał ubrania. Twierdzi, że zapomniał o zdarzeniu, a o śmierci Tomka dowiedział się dopiero od policji.

– Przyznaję się do udziału w zdarzeniu – mówił przed sądem Ariel W. Zapewniał, że nie chciał zabić Tomka i nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji bójki. Twierdził, że nie posiada umiejętności w zakresie samoobrony, choć uczestniczył w misji w Afganistanie. Jak zapewniał, do wyjazdu takie umiejętności nie są od żołnierza wymagane, a w akademii wojskowej nauka samoobrony to „fikcja”. Ariel W. zapewniał też, że podczas patrolowania prowincji Ghazni, nosił broń ale nie od razu gotową do strzału. Twierdził, że w razie potyczki nie strzelałby, a ograniczył do kierowania ludźmi. Rodzice Tomka nie mogą pogodzić się ze stratą. Nie potrafią zrozumieć, dlaczego żołnierz tak brutalnie potraktował ich syn.

– To tragedia, świat nam się zawalił – płacze Elżbieta Kikoła, mama Tomka. – Wiedział jaki jest silny, zdawał sobie sprawę z tego co umie, po co biegł za Tomkiem – mówi z kolei Leszek Kikoła, ojciec Tomka. Rodzice Tomka twierdzą, że żołnierz kłamie mówiąc, iż w wojsku nie uczą technik samoobrony. – Nie chce się przyznać do swoich umiejętności, woli kłamać – mówi L. Kikoła. Do sądu przynieśli zdjęcie Tomka z jego 11-letnim synkiem. Przyszła też siostra i dziadek. 90-letni pan płakał na korytarzu. – To cały czas tak bardzo boli nas wszystkich. Tego się nie da zapomnieć – mówią rodzice Tomka i dziwią się zachowaniu oskarżonego w sądzie. – On co jakiś czas się uśmiecha, normalnie się śmieje – mówi pan Leszek. Ariel W. odpowiada z wolnej stopy.

MMM

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*