Projekt „Orka”. Czy Polska doczeka się okrętów podwodnych?

Toczą się dyskusje nad przyszłością Polskiej Marynarki Wojennej. Właściwie co tydzień z MON docierają przecieki dotyczące planów ministerstwa wobec PMW. Za każdym razem są coraz bardziej zaskakujące. Czy Polska doczeka się okrętów podwodnych?

 

Priorytetem dla obecnego szefostwa MON-u jest budowa Narodowej Obrony Terytorialnej, która ma być remedium na wszelkie bolączki Wojska Polskiego.

Projekt nowej formacji był wielokrotnie zmieniany. Obecnie obowiązuje koncepcja, według której obrona terytorialna będzie oparta głównie na ochotnikach i organizacjach proobronnych oraz przedsiębiorstwach. Być może część jednostek zostanie wyposażona w sprzęt ciężki: czołgi (nie wiadomo jeszcze jakie), czy transportery opancerzone, a także broń przeciwpancerną. Nie określono także roli, jaką mają spełniać żołnierze WOT. Mówi się o służbie wartowniczej, walce partyzanckiej, a przede wszystkim ogólnie o wsparciu dla wojsk liniowych.

O ile sam pomysł stworzenia Wojsk Obrony Terytorialnej jest godzien pochwały, to sama koncepcja ich użycia, zmienne plany mobilizacyjne i oderwana od rzeczywistości wizja prowadzenia wojny, rodem z czasów Układu Warszawskiego, jaka pokutuje wśród polityków będących obecnie u władzy powoduje, że Obrona Terytorialna traci wszystkie swe atuty, a w dodatku negatywnie wpływa na budżet MON. Powoduje to, że kolejne projekty modernizacyjne są odkładane ad acta. Najbardziej cierpi na tym zaniedbywana od lat Marynarka Wojenna, której niektóre okręty bardziej nadają się do muzeum, niż do służby liniowej.

Pływające muzeum

Najpilniejszą potrzebą jest zakup nowoczesnych okrętów podwodnych, ponieważ obecnie w miarę nowoczesnym okrętem, jaki posiada Polska można uznać jedynie ORP „Orzeł”. Jest to okręt projektu 877E (Kilo), który został kupiony od ZSRR i wszedł do służby w 1986 roku. Jest to najmłodszy okręt wchodzący w skład Dywizjonu Okrętów Podwodnych, choć nie można o nim powiedzieć, że spełnia w pełni potrzeby operacyjne. Mimo, że jest uznawany za bardzo udaną jednostkę, to przez cały okres służby nie poddano go żadnej (!) poważnej modernizacji. Niestety z pozostałymi jednostkami sprawa ma się znacznie gorzej.

Najgorszą wartość bojową przedstawiają sobą okręty typu Kobben, które Polska otrzymała w darze od Marynarki Norweskiej. Najstarszy z czwórki, pozostającej w służbie (piąty służył jako pływający magazyn części zamiennych, a obecnie stoi jako pomnik), ORP „Kondor” w 2014 roku obchodził 50 urodziny. Pozostała trójka osiągnie ten wiek do końca 2017 roku. Według założeń konstruktorów okręty miały znajdować się w służbie maksymalnie 25 lat… O tym, jak stare są to jednostki, może świadczyć to, że w 2004 roku duński okręt typu Kobben, „Sælen” został przekazany Królewskiemu Muzeum Marynarki, jako eksponat…

Norwegowie swoje niezmodernizowane Kobbeny wycofali w latach 1991-1992, pozostałe używali do szkolenia i ostatecznie przekazali Polsce w latach 2002-2003. Dziś Polska Marynarka Wojenna jest jedynym użytkownikiem okrętów tego typu.

Na początku 2015 roku pisałem, że Kobbeny będą służyć maksymalnie do końca 2016 roku. Podobnego zdania był admirał floty (w st. spocz.) Jędrzej Czajkowski, który twierdził w wywiadzie dla „Polski Zbrojnej”, że:

„Największym problemem jest brak części zamiennych. Norwegowie przekazali wszystkie części zamienne, jakie posiadali, a nikt inny na świecie takich nie ma, więc kupić ich nie można. Części dorabiane są złej jakości, a to w przypadku okrętu podowdnego jest niedopuszczalne. Tu nie ma ważnych i mniej ważnych części. Bo wszystkie zapewniają możliwość operowania pod wodą, szczelność okrętu, możliwości zanurzania i wynurzania, osuszanie, odwadnianie, wentylację, ratownictwo. Ale nigdzie już takich nie ma i nie można ich już nigdzie kupić.”

Następnie dodawał: „Kupując je, zakładaliśmy dziesięcioletni okres eksploatacji. A on już minął. Więcej dodawać już chyba nie trzeba. Może dwa, może trzy lata popływają, przy bardzo ostrożnej eksploatacji. A potem nastąpi koniec. Pływanie OP na powierzchni morza nie ma sensu. Mamy do czynienia więc z takimi samymi kłopotami, jak wtedy, przed zakupem Kobbenów.”

Plany

W styczniu 2015 roku pisałem: „Zgodnie z programem, pierwszy nowy okręt podwodny ma trafić do służby nie później niż w 2020 roku, a trzeci, ostatni, w 2030 roku. Pytanie jedynie, czy polscy podwodnicy do tego czasu jeszcze będą mieli na czym pływać?”. Dziś jest już niemal pewne, że polscy podwodnicy prawdopodobnie będą pływać na wypożyczonym okręcie podwodnym.

Poprzednia ekipa rządząca przedstawiła kilka projektów budowy okrętów podwodnych, z których najrozsądniejsze wydawały się dwa. Wszystkie natomiast zakładały, że okręty podwodne będą uzbrojone w pociski manewrujące i to uzbrojenie wówczas stanowiło największą kość niezgody. W październiku 2015 roku wiceminister Czesław Mroczek zasugerował, że pociski będą pozyskiwane w odrębnym postępowaniu. Co mogłoby spowodować opóźnienie w realizacji projektu i zagrażać spójności projektu modernizacji PMW.

Mimo to obecny zarząd MON poszedł drogą poprzedników. W pewnym momencie sondowano możliwość zakupu pocisków manewrujących w USA, a prowadzono negocjacje w sprawie wspólnej budowy okrętów podwodnych z Norwegami i Holendrami. Przyglądano się także producentom ze Szwecji i Francji. Niestety w ten sposób program „Orka” nabiera kolejnego opóźnienia. Obecnie szacuje się, że opóźnienie wobec pierwotnego planu wynosi około 4 lata, a będzie jeszcze większe.

Na razie swoje zaangażowanie w program „Orka” potwierdzili Francuzi, Szwedzi, Niemcy, a także Norwegowie. Niedawno w Polsce gościł niemiecki okręt, w tym tygodniu przybił szwedzki. Kolejne państwa reklamują swoje produkcje jak tylko mogą. Pytanie tylko, czy uda się zbudować okręt w planowanym terminie. MON w tym niestety nie pomaga.

Co na to MON?

Uczestniczący w Bałtyckich Targach Militarnych BALT-MILITARY-EXPO w Gdańsku sekretarz stanu w MON, Bartosz Kownacki, w wypowiedzi dla Defence24.pl powiedział, że poprzedni rząd niedoszacował projekty, stąd opóźnienie w ich realizacji.

– Wszystkie te programy wcześniej były tak rozdmuchane, że nie było pieniędzy na ich realizację – powiedział Kownacki.

Problem w tym, że programy, które uważa za rozdmuchane są niezbędne dla dalszej egzystencji Polskiej Marynarki Wojennej, której sprzęt najzwyczajniej w świecie zaczyna się rozpadać. Bo czy za fanaberię można uznać wymianę 50-letnich okrętów podwodnych, czy równie wiekowych okrętów pomocniczych i minowych?

Nie bronię poprzedniego rządu, jednak obecny zachowuje się trochę jak rozkapryszona dama, mówiąca „Co z tego, że poprzednia zastawa była niezła, jak ja kupię lepszą”, po czym zrzuca talerze ze stołu, a nowych nie ma za co kupić, bo pieniądze wydała na cukierki.

I tak jest trochę w tym przypadku. MON neguje zasadność zamówienia niszczycieli min, choć będące obecnie w służbie nie przystają do współczesnej wojny morskiej. Zapytacie: Po co nam one? Ano, aby chronić podejścia choćby do gazoportu. Wszystkie poprzednie wojny pokazały, że na niewielkim morzu, jakim jest Bałtyk siły minowe i działające spod wody niewielkie okręty podwodne, potrafią sparaliżować całkowicie linie komunikacyjne przeciwnika.

Wiceminister Kownacki zapewnił, że „nie istnieje zagrożenie dla realizacji” programu modernizacji PMW.

– Natomiast trzeba go tak rozłożyć w czasie, aby ten program był realny do wykonania i aby był z korzyścią dla polskich zakładów, aby one się rozwijały, a nie żeby one się wystrzelały, a później nie miały na dalszym etapie zleceń – powiedział.

Dodał także, że:

– Musimy odbudować własny przemysł morski. Nie uczynimy tego bez współpracy międzynarodowej, ale ona musi być nastawiona na korzyści dla tych miejsc pracy, które są zlokalizowane w kraju.

Mam nadzieję, że ministerstwo wyciągnie wnioski z budowy korwety „Gawron”, która miała być chlubą Polskiej Marynarki Wojennej. Miało powstać w sumie 7 nowoczesnych jednostek. Dzisiaj, po 15 latach, ledwie udaje się skończyć jeden okręt. I to praktycznie ogołocony z uzbrojenia, bowiem ORP „Ślązak”, zwany szumnie patrolowcem, skończył jako kanonierka uzbrojona  w jedną armatę morską OTO-Melara kal. 76 mm, dwa rosyjskie działka przeciwlotnicze kalibru 30 mm AK-630M, które zostały zdemontowane z wycofanych okrętów typu Tarantul-I, cztery ręczne wyrzutnie rakiet krótkiego zasięgu i cztery karabiny maszynowe.

Mam nadzieję, że projekt budowy okrętów podwodnych przy znacznym udziale polskich stoczni nie skończy się równie spektakularną katastrofą. Tym bardziej, że okrętów podwodnych Polska nigdy nie budowała.

Wiceminister zaznaczył, że na pewno planowany okręt podwodny zostanie uzbrojony w pociski manewrujące. To bardzo dobry znak, gdyż poprzednie szefostwo MON-u nie mogło dojść do porozumienia w tej sprawie i dyskusje przeciągały proces decyzyjny. Nadal jednak nie wiadomo, czy pociski będą kupione w tym samym, czy w odrębnym postępowaniu. Martwić może również plan zakupu jedynie od 24 do 48 pocisków na 3 okręty. Zakładając wybuch konfliktu zbrojnego, taka ilość pocisków manewrujących jest niewystarczająca.

Pożyczka

Zakładając, co jest mało realne, że do końca roku zostanie rozpisany przetarg na nowe jednostki, to i tak najpóźniej za dwa lata trzeba będzie wycofać z użycia stare Kobbeny, co wówczas?

– Musimy mieć zdolności pomostowe, nie możemy utracić tych zdolności w okresie, kiedy nie będziemy dysponowali okrętami podwodnymi – powiedział Kownacki w Gdańsku.

Już 17 marca 2016 roku, szef Inspektoratu Uzbrojenia gen. Adam Duda powiedział, że prócz prowadzenia zaawansowanych rozmów z Norwegami w sprawie wspólnego pozyskania nowych okrętów podwodnych, Norwegowie są gotowi pomóc Polsce w okresie przejściowym wyporzyczając lub szkoląc polskich podwodników na własnych okrętach.

Rok temu adm. Czajkowski mówił:

– Póki co w Akademii Marynarki Wojennej zbudowaliśmy symulator okrętu podwodnego we wnętrzu Kobbena. Na tym symulatorze będziemy w tym czasie szkolili załogi, ale symulator jest tylko symulatorem. Jeśli nie możemy przyspieszyć zakupu nowych okrętów, trzeba pomyśleć nad jakąś protezą: leasingu czy dzierżawie, żeby podtrzymać kondycję załóg okrętów podwodnych. A taka propozycja leasingu już była wysunięta ze strony Niemiec.

Aktualnie Inspektorat Uzbrojenia zakończył fazę analityczno-koncepcyjną na okręt podwodny projektu „Orka”. Wniosek o zakup nowych jednostek został przedłożony do akceptacji Ministrowi Obrony Narodowej. Teraz trzeba czekać na decyzję ministra Macierewicza, który zdecyduje, czy okręty będą budowane razem z zagranicznym partnerem (Norwegowie, Szwedzi lub Francuzi), czy też samodzielnie, siłami polskich stoczni.

Zgodnie z obecnym planem nowe okręty mają wejść do służby w latach 2024-2026. Oby tylko nie podzieliły losu „Gawrona”.

SŁAWEK ZAGÓRSKI

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*