Kręcą film o Ewie Tylman. Szukają statystów

W internecie pojawiło się tajemnicze ogłoszenie, z którego wynika, że poszukiwani są statyści do zagrania w filmie o Ewie Tylman. Kto miałby go zrealizować? Choć reżyser póki co pozostaje w cieniu, brat zaginionej dziewczyny ma pewne podejrzenia co do tego, kto stoi za całym przedsięwzięciem.

 – Poszukujemy statystów do programów dokumentalnych o Ewie Tylman. Piszę scenariusz, już poszukujemy statystów. Praca będzie w centrum Poznania i okolicach. Potrzebujemy jednego zbudowanego mężczyzny. Zapraszamy – ogłoszenie takiej treści pojawiło się na jednym z popularnych serwisów ogłoszeniowych.

Oferowane wynagrodzenie waha się od 299 do 1500 złotych miesięcznie, w zależności od wielkości roli. Kto za tym stoi? Tego jak na razie nie wiadomo, choć Piotr Tylman, brat zaginionej 26-latki, rzucił cień podejrzeń na biuro detektywistyczne K4 Sobolewski-Patrol.

– Totalna bzdura, niech Pan da sobie spokój z tymi swoimi pomysłami i nie wykorzystuje czyjegoś dramatu po to, by sobie zarobić na reklamie swojego biura. To tak pisząc delikatnie. Biuro to nigdy nie miało autoryzacji do przeprowadzenia żadnych czynności dochodzeniowo-śledczych z naszej strony – pisze wzburzony Piotr Tylman.

Nie ma się co dziwić, że informacja o powstaniu filmu wzburzyła mężczyznę. Wspomniany detektyw nakręcił już wcześniej reportaż w tej sprawie, oparty na wizji jednego z jasnowidzów. – Moim zdaniem była to próba zwrócenia na siebie uwagi, chciał wykorzystać osobistą tragedię mojej rodziny do budowy swojego wizerunku. Zresztą nie tylko on – twierdzi Tylman.

Czy film rzeczywiście powstanie? Jeśli tak, jaka wersja wydarzeń zostanie na nim przedstawiona? Na te pytania nie ma jeszcze odpowiedzi. Próbowaliśmy się skontaktować z biurem detektywistycznym, które rzekomo zamieszane jest w całą sprawę. Niestety, jego pracownicy milczą.

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*