Tomasz Siemoniak: Na wojsku świetnie znam się, bo oglądałem film Rambo

Ciekawe kogo i co ma bronić dziś Polskie Wojsko? Czy obywateli Polski przed agresją i okupacją innych narodów, czy interesów tych grup, które patronują transferowi z Polski kapitałów w ramach skrywanej okupacji gospodarczej?!

 

Unia Europejska nakłada na kraje członkowskie obowiązek znoszenia barier personalnych, jakie istnieją w kulturze europejskiej i to od czasów starożytnej Sparty, w której matka, która powiła kalekie dziecko, miała obowiązek je… uśmiercić, co zwykle przybierało postać rzucenia nieudanego zdrowotnie potomka w przepaść.

No, ale czasy się zmieniły i choć obowiązujący w starożytnej sposób wysławiania się, zwany lakonicznym, ma zastosowanie do dziś, a w dobie różnych Twitterów i Facebooków tudzież SMS-ów tym bardziej, jednak od spartańskich wzorców opieki nad kalekami odeszliśmy i to stanowczo. Dziś w Unii w modzie jest integracja i znoszenie barier dla osobników sprawnych inaczej oraz… kobiet, ale wręcz preferowanie takich osób przy zatrudnianiu, czy przy awansach, bo za taką rutynę można załapać się na solidne dotacje.

Tyle wstępem, bo musi być jakiś w miarę logiczny powód tego, że od 1990 roku rządzą Polską osoby sprawne intelektualnie inaczej, a jeśli się trafi jakaś osoba sprawna intelektualnie normalnie, mamy do czynienia z klasyką wyjątku potwierdzającego istnienie reguły, do tego szybko, jako element nie pasujący do powszechnej polityki kadrowej, stosowanej w Polsce przy obsadzaniu decyzyjnych stanowisk, czyli awansuje zawsze: „mierny ale wierny albo ze znajomościami”, jest taki artefakt usuwany z decyzyjnych kręgów administracji.

Więc, zdaniem Zorra, znoszenie barier dla niepełnosprawnych wymusza obsadzanie najwyższych stanowisk w Polsce osobami odpowiedzialnym a często nawet inteligentnymi, ale inaczej, no bo gdyby im powierzono mniej odpowiedzialne stanowiska, na przykład układania towarów w magazynach, mogłoby dojść do tragedii, albo jeszcze większych strat. A integrować nie tylko wypada, ale i trzeba.

Tak więc, mając przed oczami wyniki kolejnych wyborów, albo Polskę zamieszkują w zdecydowanej większości masochiści, którzy doznają rozkoszy za każdym razem, ilekroć odczują rozkosz zadanego im przez niekompetentnego urzędnika bólu i spowodowanych strat, albo, bez urazy, bezwolne półgłówki, które zamiast pogonić w cholerę etosowo-styropianową sitwę przynajmniej tak skutecznie, jak to uczyniono z partyjnymi kacykami made in PZPR, pozwalają narażać się na straty nieodpowiedzialnym ministrom i ich przydupasom-wazeliniarzom.

A tak się jakoś porobiło, że na fali klinicznej rusofobii, a dokładniej putinofobii, zawiadujący MON-em minister Siemoniak, mający do tego w aktualnym rozdaniu miejsc przy Narodowym Korycie rangę wicepremiera, zaordynował objętych poborem Polakom obligatoryjne szkolenia wojskowe.

No bo tak jakoś absolwentom h`amerykańskich, mierzonych tygodniami laby z wypłacaną w dularach dietą, na koszt polskiego podatnika, dokształtów, że gdyby tak jednak ruskie ruszyli, a nawet odpalili rakiety z głowicami masowego rażenia, to z powodu liczebności Wojska Polskiego, mogliby nawet nie ranić żadnego polskiego żołnierza, o zabiciu nawet nie wspominając! No chyba, co by przycerowali w centrum Warszawy, a w realu h`amerykański system Patriot, co z propagandową pompą obwożą po Polsce, okazałyby się rotacyjnie obwożoną, na przemian z rzeczywistym systemem, atrapą, no to by wyeliminowali z gry 100% kardy dowódczej najwyższych szczebli W.P., która salony „warszawki” stanowczo i zdecydowanie przedkłada nad polowe kwatery! No bo dziś ponad 50% zawodowych szeregów Wojska Polskiego nie ma nic wspólnego z pełnieniem służby woskowej w sensie stricte! Ten korpus wyczynowo dekuje się gdzie tylko można, a w wypadku wojskowego tajniactwa nawet potrafi brać podwójne uposażenia, jedno z „firmy”, drugie z miejsca zatrudnienia. A najlepiej to było widać przy kompletowaniu kolejnych zmian w Afganistanie! Zorro wie o przypadkach, w których z powodu braku specjalistów, na misję do Afganistanu, jakby nie dywagować wojenną, wysłano ubranych w mundury… cywilów, po tygodniowym przeszkoleniu! Często nawet okradanych przez MON, bo jechali na misje jako… szeregowi i otrzymywali wynagrodzenie szeregowców, kiedy z racji tak zwanego etatu wojskowego stanowiska, powinni być wynagradzani jako chorążowie lub oficerowie! To nawet kila tysięcy złotych różnicy.

Tyle tylko, że wredny Putin takowego rozkazu nie wyda, bo gdyby wyeliminował zblazowanych generałów i pułkowników oraz ich politycznych mentorów, to wówczas pozbawione nieudolnego dowództwa, Wojsko Polskie mogłoby być naprawdę… groźne!

Jakie pojęcie o wojskowości ma obecny szef MON, Tomasz Siemoniak lepiej nie pytać, a zdaniem nie tylko Zorra, to klasyczny przykład politruka (komisarza politycznego), zaś najlepiej do jego kwalifikacji, jako szefa MON pasuje kuplet satyryka Kryszaka, który, kiedyś pod adresem znanego polskiego polityka, „na odcinek” wojny w Bałkanach swego czasu rzuconego, powiedział ku uciesze widowni: „Na wojsku świetnie znam się, bo oglądałem film Rambo (i to dwa razy)!

Został ministrem w rządzie Tuska, bo „haratał w gałę”, jak donoszą mole z IPN, coś na jego temat przekąsiły w zasobach Indeksu Zastrzeżonego (zawierającego dorobek pamiętnikarski i akta współpracowników przeflancowanych do politycznie właściwych służb wyadomych), w czasie kiedy kierując strukturami NZS na SGPiS, „obalał”. Dla przypomnienia, SGPiS była kuźnią kadr operacyjnych dla służb wywiadu w czasach LWP! Wiarygodna pogłoska mówiła nawet 90% absolwentów w czasach PRL było zarejestrowanymi współpracownikami tajnych służb wojskowych LWP, a najlepiej o jej prawdziwości niech świadczy fakt, że okres PRL jest praktycznie dziś przemilczany w dziejach tej uczelni. Jedno jest pewnym a to Zorro zna z autopsji, na SGPiS ot, tak „z ulicy”, mało kogo przyjmowano, bo w czasach PRL na „modnych kierunkach”, a SGPiS była atrakcyjną, bo otwierała szeroko wrota służbowych wyjazdów w obszary dewizowe, osoby uznane za politycznie niepewne, uwalano formułką: „egzamin zdano, ale nie przyjęto z powodu braku miejsc”, a jak ktoś miał odpowiednio rozbudowane „plecy”, nawet jak taki egzamin zdał ledwo co, zawsze miejsce się znalazło.

Znaczy się polski fachura, jak raz na ministra się nadający i basta! A sądząc po ścieżce kariery, jak raz pasujący do wzorca „resortowego dziecka”. Wprawdzie strach byłoby obecnemu szefowi MON powierzyć pilnowania telefonu przy stoliku podoficera dyżurnego kompanii, ale na ministra to się nadaje, że głowa mała!

Zdaniem Zorra, wycieczka w personalia ministra i wicepremiera Siemoniaka jest konieczna, aby lepiej zrozumieć skalę i szkodliwość maniany, jaka pod szyldem MON i kierownictwem ministra Siemoniaka jest aktualnie odstawiana. „Zatem przejdźmy do adrema”, jak to mawiał kol. Kierownik z kultowej audycji: „60 minut na godzinę”.

Choć mamy dziś rok 2015 i po kilku „zmianach na szczycie władzy” w PRL-u oraz odesłaniu do lamusa PRL, obowiązujące przepisy regulujące pobór do wojska są równie stare, co minister Siemoniak, bo też urodziły się w 1967 roku!

Jakby kto nie pamiętał, w 1967 roku rządził towarzysz Gomułka, a szefem MON został dotychczasowy szef Głównego Zarządu Politycznego LWP, natenczas gen. brygady Wojciech Jaruzelski, TEN Wojciech Jaruzelski, który dość skutecznie i to w niedługim czasie, odesłał do lamusa panującą w LWP, a przeniesioną z czasów sanacyjnych, pogardę dla godności szeregowego żołnierza, a tym bardziej poborowego. W 1967 roku panowała gospodarka centralnie sterowana, a zakłady pracy, w 95% państwowe lub spółdzielcze, zatrudniające poniżej 100 pracowników, występowały jedynie na obszarach bardzo słabo zaludnionych, na przykład w Bieszczadach.

Poborowy, a także rezerwista, był chroniony ustawowo przed utratą pracy, wynikłą z obowiązku służby wojskowej, podobnie jak zakład pracy, który mógł sobie odpisać z planu straty spowodowane powszechnym obowiązkiem obrony. W ostateczności dyrektor, któremu mógł się w wyniku „wezwania w kamasze” kluczowego pracownika, „zawalić plan”, wzywał na herbatkę lub kawkę sekretarza POP PZPR i polecał mu pytajne zadanie, aby ten przymówił do rozsądku szefowi miejscowego WKU, i przekonał, aby znalazł sobie kogoś innego za kluczowego dla zakładu pracownika. Na przykład Zorra nie było wolno okresowo powołać „w kamasze” na dłużej, niż 3 dni. A za czas powołania na ćwiczenia płacono tak, jak za urlop wypoczynkowy.

Tak więc z wyjątkiem formacji OTK, a potem OC, które zwykle mobilizowano tylko po to, aby je „rzucić na trudny odcinek inwestycji”, ćwiczenia rezerwy powszechnie traktowano jak czas wyrwania się z domowych rygorów i oddania się „typowo męskim” formom spędzania czasu wolnego. Takie wczasy, tylko bez gderającej żony i zawracających głowę dzieci.

Ale czasy się zmieniły, nastał kapitalizm, a dokładniej okres neoniewolnictwa dla większości Polaków, mający z kapitalizmem tyle wspólnego, co „realny socjalizm” wymyślony przez Lenina, z ideami socjalizmu, czyli tylko nazwę.

Pojawiło się silne lobby, wspierające polityczną sitwę, mające za cel uwolnienie mafii kanalii-wyzyskiwaczy od jakiejkolwiek powinności wobec państwa, którego obywateli tak bezpardonowo wyzyskują, a zawłaszczone, bo niewypłacone pracownikom zyski, transferującej do rajów podatkowych. A najlepiej problem związany z kosztami powszechnego obowiązku obrony, usuwa dokładnie armia w pełni zawodowa!

No bo jak to wie nawet przedszkolak, armia jest utrzymywana z budżetu państwa, a budżet państwa tworzą podatki. Jeśli więc można wytransferować zyski do rajów podatkowych, to koszt utrzymania polskiej armii spada na „jeleni”, którzy są tak wielkimi głupcami, że te podatki w Polsce płacą, skoro można gdzie indziej, na przykład na Cyprze, czy innej Malcie, o Wyspie Jersey nie wspominając. Do armii zawodowej wcielani są ochotnicy, więc odpada kłopot z poborowymi i rezerwistami, których w normalnych warunkach musi częściowo utrzymywać pracodawca, choćby w postaci strat, jaki niesie absencja tych osób przy wypracowywaniu wartości dodanej przedsiębiorstwa.

Sytuacja się stała jeszcze ciekawsza, od kiedy, zwłaszcza wśród młodych osób, na polskim rynku pracy zaczęły dominować „śmieciówki”, a starców raczej nikt w „kamasze” nie powołuje, raczej osoby młode. Po prostu takie osoby powołane do wojska, są pozbawione ochrony i do tego narażone na szykany!

Osoba zatrudniona na „śmieciówce” ustawowo nie podlega ochronie Kodeksu Pracy, jedynie Kodeksowi Cywilnemu, który zezwala na zawieranie nawet skrajnie niekorzystnych dla jednej z umawiających się stron umów cywilno-prawnych. Jeśli wcześniej nie odbyła szkolenia unitarnego i nie złożyła przysięgi, pełnoprawnym żołnierzem nie jest, de facto do złożenia przysięgi jest więźniem, bo identyczne co więzień ma obowiązki i prawa! Czyli musi słuchać przełożonego i poddać się rygorom regulaminu obowiązującego w koszarach, poza które NIE WONO mu samemu wychodzić, do czasu złożenia przysięgi. Zatem praktycznie nie otrzyma wynagrodzenia, poza śladowej wysokości żołdem, nadal, jak w 1967 roku, mierzonym ceną najtańszych papierosów, najtańszych przyborów do golenia i środków czystości. Równowartość 10 szt. papierosów na dzień, 2 żyletki, tubka pasty do zębów, kremu do golenia i 2 kostki mydła na miesiąc. Do tego, jeśli zawali kontrakt opisany w „śmieciówce”, poniesie koszt gęsto serwowanych kar umownych, za wszelkie wady w realizacji kontraktu.

No ale skąd o tym miał wiedzieć minister Siemoniak, skoro ostatni raz miał do czynienia z PRAWDZIWYM wojskiem 11 listopada zeszłego roku i to tylko na defiladzie?! Dla niego liczy się tylko efekt medialny, kreujący Tomasza Siemoniaka jako wręcz męża opatrznościowego i wybawcę Rzeczpospolitej, który, w ostatniej chwili, powoławszy 500 rezerwistów i objaśniwszy im obsługę kałacha, nawet musztry zaniedbawszy, inwazję Putina powstrzymał, niczym taki komendant Piłsudski zagon Tuchaczewskiego na rogatkach Warszawy.

Sumując, Zorro niedawno, kierowany namiarami jednego z komentujących, wszedł na blog pewnego generała w stanie spoczynku. Z wielki zdziwieniem przeczytał tam, że generał ów, ma zbieżne zdanie z tym co zamieszcza Zorro, mało tego nikt go nawet nie śmie wyzywać od „ruskich kacapów”, czy „agentów Putina”! Zaś całą chucpę (wedle Starozakonnych hucpę), jaką odstawia na antyputinowskiej fali histerii minister Siemoniak, delikatnie pisząc, wyśmiewa, twierdząc, iż trudno za pomocą naprędce doszkolonego ogólnowojskowego batalionu piechoty powstrzymać siły, jakie mógłby uruchomić Putin, gdyby naszła go ochota na wojnę z Polską.

Ale cóż, rzeczony generał, choć z dwoma gwiazdkami, dziś będąc w stanie spoczynku wylewa frustracje, widząc to, co jego koledzy z generalicji wywijają. Pisząc to, co pisze, raczej nie może nawet marzyć o karierze „sioguna” Kozieja, który po drawskiej niestrawności teraz odreagowuje odstawkę u boku „z wielkim bulem” nam panującego prezydenta z Komorowskich, szpanując, niczym marszałkowską buławą (której go w porę niepodniesiona ręka, na zawołanie oberstfeldkurata gen. dyw, j.e, biskupa polowego WP Głódzia pozbawiła), osobiście przez małżonkę prezydenta udrapowanym kotylionem w barwach patriotycznych i przy wtórze pieśni patriotycznych drapowanego. A to z jego strony brak myślenia strategicznego, twierdzi Zorro. Wyraźnie ów generał nie wyczuwa klimatu!

Na nos Zorra, minister Siemoniak po to odstawia dętą chucpę, ostentacyjnie wygrażając prezydentowi Putinowi i pobrzękując rapciami od dawno pozbawionej szabli pochwy, zadaje się czynić „przygotowanie bojem” do skoku na posadę prezydenta Polski.

Ostatecznie Bronisław Komorowski również zaatakował fuchę „strażnika żyrandola” z posady szefa MON, a będące pod teoretyczną kontrola szefa MON wo0jskowe służby specjalne, to polityczna potęga, która od zarania II RP w 1990 roku, skutecznie moderuje dostęp do dokładnie wszystkich organów władzy w Polsce! Jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, za 5 lat Tomasz Siemoniak będzie miał 53 lata, więc będzie w optymalnym wieku w pełni sił politycznych, aby realnie o fuchę prezydenta RP zawalczyć. Zaś jak ważne jest wsparcie wojskowego tajniactwa najlepiej pokazuje kazus Włodzimierza Cimoszewicza, któren nie posłuchawszy „rad osób życzliwych”, musiał się salwować wręcz paniczną ucieczką z wyborczych plakatów i osiąść na politycznym zachowku w odludnej puszczy. Na razie, niczym patentowy celebryta, nawet zanim pierdnie, zleca rzecznikowi prasowemu MON zwołać konferencje prasową, aby na niej, potęgę sił witalnych ministra i wicepremiera Siemoniaka Tomasza zademonstrować. Zorro tedy obawia się, że Tomasza Siemoniaka, jako męża opatrznościowego polskiej armii będzie coraz więcej w mediach, ale już w samych szeregach Wojska Polskiego, będzie się pogłębiał stan, jako to się w koszarowym żargonie mówi, pardon, rozpiździelu, w którym głos decydujący będą mieli jak nie kapelani, to komisarze polityczni… (wróć!) politycy zajmujący się Wojskiem Polskim. Co do okazania było, Spooczniiij! Amen.

Wojciech Brożek

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

9 Komentarze

  1. to ja jestem komando foka ogladalem wszystkie cz??ci Rambo poza tym Predatora Pluton i z dziesi?? innych chyba powinienem pracowa? w jakim? CIA

  2. Je?li kto? sw? wiedz? o wojsku opiera na filmie Rambo to warto go zrobi? dyrektorem w wariatkowie bo tam by?by w?ród ludzi o podobnej inteligencji a przy okazji nie mia? szans na wprowadzanie w wojsku idiotycznych posuni??.

  3. Zacznijmy od tego jak zwyk?y cywil mo?e by? ministrem MONu? Nawet na logik? bior?c powinien by? to jaki? specjalista od wojska,genera? czy ktokolwiek kto wie cokolwiek nt wojska.

Komentowanie jest wyłączone.