Gen. dyw. pil. dr Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ujawnił nieznane szczegóły incydentu z 30 lipca, kiedy to rosyjska rakieta manewrująca CH-101 naruszyła polską przestrzeń powietrzną, uderzając w miejscowość Tarnawa-Kolonia. W tym czasie w trybie alarmowym pełniła służbę dyżurna para polskich myśliwców. Jeden z F-16 tankował w powietrzu, a drugi operował w pobliżu granicy polsko-ukraińskiej. Generał Nowak podkreślił, że sytuacja była niezwykle dynamiczna, co utrudniało identyfikację obiektów w pobliżu granicy.
W pobliżu polskiej granicy działał także ukraiński MiG-29, śledzony przez polskie systemy obronne i myśliwce F-16. Generał wskazał na ryzyko bratobójczego ognia, które mogło pojawić się, gdyby ukraiński pilot naruszył polską przestrzeń powietrzną. Sytuacja wymagała szybkiej reakcji – drugi z polskich myśliwców w przeciągu dwóch minut był gotowy do interwencji wobec rosyjskiego pocisku manewrującego.
Po incydencie, Dowództwo Operacyjne skierowało prośbę do władz ukraińskich o informowanie o ruchach lotniczych w pobliżu polskich granic. Do tej pory Ukraińcy udzielali informacji jedynie o zagrożeniach ze strony rosyjskich pocisków balistycznych, ale nie o swoich samolotach. Generał Nowak wskazał na wrażliwość takich informacji dla Ukrainy ze względu na rosyjskie zainteresowanie tymi samolotami.
Generał Nowak ujawnił także, że 30 lipca rosyjska rakieta została prawdopodobnie zaprogramowana na uderzenie w Polsce, co ocenia na 80 procent jako intencjonalne działanie ze strony Rosji. W ramach wywiadu poruszono również kwestie dotyczące systemów obrony przeciwdronowej i zmian filozofii identyfikacji celów.
Pełny wywiad z generałem Nowakiem zostanie opublikowany na stronie rp.pl.








Dodaj komentarz