Siedmioletni chłopiec zmarł po tym, jak utonął podczas wakacyjnego kursu pływania. Chłopiec był przez wiele dni w ciężkim stanie w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki, gdzie stwierdzono u niego śmierć mózgu. Rodzice zdecydowali się na pośmiertne oddanie organów syna. Śledztwo prowadzone przez prokuraturę ma na celu wyjaśnienie, czy osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo dzieci dopuściły się zaniedbań, które doprowadziły do tragedii.
Dramatyczne wydarzenie miało miejsce podczas kursu pływania organizowanego przez zewnętrzną firmę. W zajęciach uczestniczyło dwanaścioro dzieci, które, zgodnie z zapewnieniami organizatorów, znajdowały się pod opieką opiekunów i ratowników. Niestety, chwilę nieuwagi zakończyły się tragicznie.
Według ustaleń, 7-letni chłopiec przez około trzy minuty walczył o utrzymanie się na powierzchni wody, a następnie przebywał pod wodą przez około sześć minut, nie otrzymując pomocy. Zauważył go dopiero mężczyzna obecny na pływalni, który wyciągnął dziecko z basenu i podjął reanimację. Mimo ponad półgodzinnej akcji udało się przywrócić funkcje życiowe chłopca, jednak jego stan pozostał krytyczny.
Po stwierdzeniu śmierci mózgu prokuratura zastanawia się nad zmianą kwalifikacji prawnej prowadzonego postępowania. Dotychczas śledztwo dotyczyło narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia, ale teraz może być prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci.
Badane są przede wszystkim zaniedbania ratowników. Dwaj z nich, obecni na miejscu, mieli możliwość zauważenia tonącego dziecka. We wrześniu planowany jest eksperyment procesowy, który ma pomóc ustalić, czy opiekunowie i ratownicy mogli szybciej zareagować na zaistniałe zagrożenie.
Sprawa ma jeszcze jeden wątek. Kontrola Kuratorium Oświaty wykazała, że półkolonie, w ramach których organizowano zajęcia, nie zostały zgłoszone do obowiązkowej bazy Ministerstwa Edukacji Narodowej. Fakt ten dodatkowo komplikuje sytuację organizatorów kursu.








Dodaj komentarz