Unia Europejska planuje zaprosić influencerów do relacjonowania wydarzeń w Brukseli, stawiając jednak określone warunki. Według dokumentu rozesłanego przez Radę UE, twórcy internetowi będą mile widziani, o ile nie podważają unijnych wartości. Kryteria zaproszenia wykluczają kandydatów pełniących funkcje polityczne, ubiegających się o mandaty oraz tych, którzy mają długoterminowe związki z podmiotami komercyjnymi.
Najwięcej kontrowersji wzbudza zapis dotyczący poglądów. Rada UE wskazuje, że osoby publikujące treści sprzeczne z „wartościami Unii Europejskiej” są niepożądane. Brakuje jednak jasnych definicji, które poglądy uznawane są za sprzeczne, oraz kto miałby oceniać ich zgodność. Krytycy wskazują, że istnieje ryzyko, iż zamiast pluralizmu, zobaczymy starannie wyselekcjonowane przekazy.
Decyzja ta spotkała się z krytyką środowiska dziennikarskiego. Dotychczas filmowanie wewnątrz budynków Rady UE było zarezerwowane dla akredytowanych mediów, które zobowiązane są do przestrzegania standardów etycznych i ujawniania potencjalnych konfliktów interesów. Istnieje obawa, że inclusion influencerów, którzy nie podlegają takim zasadom, może utrudnić odbiorcom ocenę, kto i w jakim celu finansuje publikowane materiały.
Program ma wystartować w lipcu, a decyzje dotyczące ostatecznej listy zaproszonych influencerów należeć będą do państw członkowskich. Pomysł ten odzwierciedla coraz poważniejsze podejście instytucji europejskich do mediów społecznościowych jako narzędzia wpływu na opinię publiczną.
Chociaż dyrektywa nie jest wiążąca, już teraz stawia pytania o przejrzystość procesu oraz rzeczywistą różnorodność reprezentowanych opinii. Część komentatorów apeluje o włączenie także krytyków UE, argumentując, że zapewniłoby to demokratyczną różnorodność. Otwartą kwestią pozostaje, czy inicjatywa ta rzeczywiście poszerzy przestrzeń debaty, czy stanie się narzędziem kreowania określonego przekazu.








Dodaj komentarz