Szerokim echem odbił się incydent nad Morskim Okiem, gdzie ukraiński turysta Andriy Gavryliv wjechał sportowym samochodem na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego, łamiąc w ten sposób obowiązujący zakaz. W piątek Gavryliv opublikował na Instagramie zdjęcia na tle gór i jeziora, stojąc z dziewczyną i samochodem, którym dotarł na miejsce.
Zgodnie z regulaminem Tatrzańskiego Parku Narodowego, do schroniska nad Morskie Oko mogą dojeżdżać jedynie pojazdy uprzywilejowane oraz techniczne. Prywatne auta muszą zatrzymać się na parkingu na Palenicy Białczyńskiej.
Dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego, Szymon Ziobrowski, w rozmowie z Wirtualną Polską, poinformował, że służby TPN są w kontakcie z policją w celu zidentyfikowania Gavryliwa oraz ustalenia jego statusu w Polsce. Za złamanie zakazu grozi mandat do 1000 zł.
Na fali oburzenia turysta opublikował post, w którym próbował tłumaczyć swoje postępowanie, twierdząc, że „przeoczył znak” zakazujący wjazdu i „nie wiedział o zakazie”. Dyrektor parku komentuje jednak te tłumaczenia z rezerwą, ironizując o możliwych problemach ze wzrokiem turysty. Wskazuje także na fakt, że ruch pojazdu po zmroku mógł być łatwo zauważony, a sportowy samochód generuje dodatkowy hałas.
W odniesieniu do doniesień, jakoby Gavryliv miał już otrzymać mandat od policji o wartości 100 zł i 8 punktów karnych za inne wykroczenie, Ziobrowski odesłał po szczegóły do zakopiańskiej komendy.
Zdarzenie zwraca uwagę na potrzebę przestrzegania regulaminów parków narodowych, które mają na celu ochronę tego wyjątkowego środowiska. Nieodpowiedzialne zachowanie turystów może mieć poważne konsekwencje nie tylko dla przyrody, ale i prawnych obostrzeń, których łamanie niejednokrotnie kończy się karami finansowymi.








Dodaj komentarz