W odpowiedzi na długotrwałe przerwy w dostawach prądu setki Kubańczyków wyszły na ulice Hawany. To największa fala protestów od styczniowego kryzysu energetycznego, a według serwisu Cibercuba od lipca 2021 roku. Przyczyną demonstracji jest nieustanna niestabilność w dostawach energii, która w niektórych częściach stolicy prowadzi do blackoutów trwających nawet 22 godziny dziennie.
Protestujący, uzbrojeni w garnki jako symbol niezadowolenia, skandowali hasła takie jak „włączcie światła” i „precz z dyktaturą”. Doszło do incydentów takich jak blokowanie dróg czy podpalanie śmieci. Demonstracje wywołały reakcji międzynarodowe, gdyż są dowodem na narastające problemy społeczne i gospodarcze na wyspie.
Kubański minister energii, Vicente de la O, ogłosił w telewizji państwowej, że kraj wyczerpał zapasy oleju napędowego i opałowego. Kuba zmuszona jest polegać na krajowej ropie naftowej, gazie ziemnym oraz odnawialnych źródłach energii. Mimo zainstalowania 1300 megawatów energii słonecznej, wiele tej mocy jest niewykorzystane ze względu na niestabilność sieci.
Kryzys energetyczny jest także skutkiem amerykańskich sankcji nałożonych na Kubę po styczniowym ataku na Wenezuelę. Po zatrzymaniu Nicolasa Maduro USA wymusiły na Wenezueli wstrzymanie dostaw ropy na Kubę, co sparaliżowało kubiński system energetyczny oparty na tym surowcu. Na wsparcie zdecydował się jedynie Kreml, który w marcu dostarczył 100 tysięcy ton ropy w ramach „pomocy humanitarnej”.
Amerykański Departament Stanu zadeklarował gotowość do przekazania pomocy humanitarnej o wartości 100 milionów dolarów pod warunkiem zgody władz w Hawanie. Wspierać miałby ich Kościół katolicki, co może stać się elementem szerszych negocjacji.
Jednocześnie prezydent USA zaostrzył sankcje dotyczące kluczowych sektorów kubańskiej gospodarki, obejmujących energię, obronę, metalurgię, usługi finansowe i bezpieczeństwo. Wprowadzenie tych restrykcji dodatkowo komplikuje sytuację Kuby, borykającej się z rosnącymi napięciami społecznymi i ekonomicznymi.








Dodaj komentarz