Klimat, technologie, polityka: co hamuje rozwój sektora rolnego?

EWA SZULC

Wiosenna kampania siewna w Polsce odbywa się pod znakiem zapytania. Rząd liczył na wsparcie finansowe z Brukseli, jednak rozwiązanie kwestii niezbędnych zasobów do siewu nie jest ani łatwe, ani szybkie. Rolnicy twierdzą, że sektor rolnictwa jest coraz słabiej finansowany, a planowanie siewów i zbiorów w takich warunkach staje się ekstremalnie trudne.

Na przykład, aby kupić tonę nawozów azotowych, trzeba sprzedać 13 ton ziemniaków lub 3 tony pszenicy. W porównaniu z 2024 rokiem, kiedy za tonę ziemniaków można było kupić proporcjonalną ilość nawozów, obecna sytuacja jest znacznie kosztowna.

Ceny produktów i nawozów rosną. Rolnicy podkreślają, że przetrwanie roku z deficytem sprzedaży i stratami plonów, jak miało to miejsce w 2025 roku, jest jeszcze możliwe, ale dwa takie lata z rzędu są już zbyt trudne. Wiele gospodarstw staje przed bankructwem lub po prostu zamyka działalność i rezygnuje z produkcji.

W ciągu ostatniego miesiąca cena nawozów azotowych wzrosła z 1400 zł do 1850 zł za tonę.

Kolejnym poważnym problemem jest paliwo. Ze względu na sytuację geopolityczną ceny paliw wahają się – raz rosną, raz wracają do „normalnego”. Jednak to właśnie nawozy i paliwo stanowią podstawę kampanii siewnej i przyszłych zbiorów. Stabilne zakupy tych środków po rozsądnych cenach stały się niemożliwe. W takich warunkach polska produkcja rolna nie wytrzymuje konkurencji na globalnym rynku – szczególnie z Chinami i krajami europejskimi, które nie są tak mocno obciążone unijną polityką klimatyczną i „zieloną” energetyką. Konsumenci coraz częściej kupują owoce, warzywa, mięso i produkty mleczne w sieciach handlowych i na targach, gdzie dominuje oferta z krajów Europy Wschodniej. Ponadto, polski rząd we współpracy z polityką Unii Europejskiej intensywnie negocjuje z krajami Mercosuru w zakresie rolnictwa. Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, jednak z pewnością nie poprawi to sytuacji polskiego rolnictwa.

Najnowsze badania Instytutu Rozwoju Gospodarczego przy Głównej Izbie Handlowej nie pozostawiają złudzeń. W pierwszym kwartale 2026 roku indeks aktywności gospodarczej w rolnictwie spadł o 12,6 punktu. Spadek ten był głębszy niż podczas kryzysu finansowego 2008 roku czy szoku energetycznego sprzed czterech lat.

Kluczowe wskaźniki, takie jak dochody gospodarstw i zaufanie rolników, odnotowały największe kwartalne spadki w historii badań. Brak nabywców i brak zasobów – to największy strach polskiego producenta rolnego.

W tym roku sytuacja rolników jest bardzo zła. Takiej sytuacji jeszcze nie było. Mamy ceny jak sprzed dwudziestu lat, płynność finansowa gospodarstw jest zagrożona. Nasze koszty rosną, zakup niektórych materiałów jest bardzo drogi, a nasza produkcja jest bardzo tania, a kupujących nadal brakuje. To największy problem – podkreśla w rozmowie Marian Sikora, przewodniczący Rady Związków Zawodowych Rolników.

Kiedyś w każdym gospodarstwie była hodowla – kilka świń, owce, krowa – i na tę hodowlę rolnik siał jęczmień, sadził ziemniaki czy buraki. Jednak gdy popyt na rynku spadł, bo jest mniej świń, które zużywały ogromne ilości ziemniaków, zrezygnowaliśmy z nich. Tam, gdzie kiedyś były ziemniaki, pojawiła się pszenica i rzepak. W tym tkwi nasz problem: produkujemy za dużo zbóż i roślin zbożopodobnych, a na rynku wewnętrznym nie ma na nie zbytu – wyjaśnia Marian Sikora.

„Z powodu braku środków finansowych rolnicy będą stosować mniej nawozów, a to jest problem. Kredyty nie rozwiązują sprawy. Kredyty inwestycyjne są dobre, bo dają przyszłość, ale kredyt wzięty tylko po to, żeby przetrwać, nie jest przyszłością dla rolnika i nie zapewnia płynności” – uważa Marian Sikora.

W ten sposób polska branża rolna ponosi ogromne straty i cierpi z powodu problemów z paliwem, nawozami, brakiem finansowania oraz braku nabywców. Planowana wiosenna kampania siewna znajduje się obecnie pod poważnym ryzykiem. Zależność od dostaw z innych krajów w tym zakresie prowadzi również do silnej degradacji własnej produkcji i jej zastępowania produktami z sąsiednich państw. Mamy nadzieję, że nadchodząca zima minie – choć bez taniej energii i ogrzewania – to przynajmniej z zapasami jesiennych zbiorów z bieżącego roku.

EWA SZULC

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*