55-letni Polak zginął w miejscowości Nea Makri w Grecji, stając się ofiarą wyjątkowo ekstremalnych warunków pogodowych, które nawiedziły region. Intensywne opady deszczu są skutkiem niżu Erminio, który od ponad doby przetacza się przez Grecję, powodując powodzie i szkody.
Polak mieszkał w Grecji od ponad dziesięciu lat. Jak podają greckie media, tragiczne wydarzenia miały swój początek, gdy mężczyzna przebywał w piwnicy swojego domu, która została zalana w wyniku ulewy. W desperackiej próbie ratunku, 55-latek wyszedł na ulicę, gdzie poziom wody sięgał już około metra.
Niestety, tam został porwany przez rwący nurt, który uniósł go pod zaparkowany pojazd. Według niepotwierdzonych doniesień, mężczyzna próbował trzymać się poręczy. Na miejsce zdarzenia przybyli strażacy, którzy wydostali mężczyznę spod pojazdu, lecz mimo podjętej akcji ratowniczej, życia Polaka nie udało się uratować.
Śmierć mężczyzny wywołała reakcję greckiej partii Nowa Lewica, która w swoim oświadczeniu oskarżyła państwowy aparat bezpieczeństwa o brak przygotowania i zaangażowania, co doprowadziło do tej tragedii. Wskazała również na ogólną bezbronność instytucji wobec sił natury.
Krytyczna sytuacja pogodowa w regionie Aten i okolic doprowadziła do blisko 500 wezwań alarmowych, w tym ponad 30 próśb o pomoc ratunkową. Władze wydały ostrzeżenia i zdecydowały o zamknięciu szkół na obszarach zagrożonych, m.in. na wyspach Dodekanez, Cykladach oraz Krecie. W wyniku powodzi zniszczony został most na wyspie Poros.
Dotknięte zjawiskami pogodowymi Grecja wstrzymała również działanie większości promów, co znacząco utrudniało transport między wyspami Morza Śródziemnego. Oczekuje się, że sytuacja atmosferyczna ulegnie poprawie w piątek, gdy front burzowy zacznie ustępować.








Dodaj komentarz