Podczas konferencji PowerConnect Energy Summit w Gdańsku, premier Donald Tusk ogłosił „rok przyspieszenia” w energetyce i zapowiedział wydanie ponad biliona złotych na sieci, OZE i atom w najbliższej dekadzie. Jednocześnie Polacy wciąż spłacają rachunki za rekordowo drogi styczeń 2026 r. (wydatki na prąd i gaz wyższe o ponad 4 mld zł rok do roku), a system energetyczny nadal cierpi na skutki grudniowego cyberataku z 2025 r. oraz blokady legislacyjnej po prezydenckim wecie ustawy wiatrakowej z sierpnia 2025 r. Artykuł jest bezpośrednią odpowiedzią na tę sprzeczność między deklaracjami a rzeczywistością.
Po ponad dwóch latach rządów Donalda Tuska polska energetyka znajduje się w stanie głębokiego kryzysu, za który premier ponosi osobistą odpowiedzialność. Polityk, który objął władzę pod hasłami „przyspieszenia transformacji” i „taniej energii”, w praktyce doprowadził do strategicznego paraliżu, wielomiesięcznych opóźnień i rosnącego ryzyka blackoutów. Zamiast konkretnych reform – ciągłe populistyczne deklaracje, wewnętrzne konflikty w koalicji, otwarta wojna z prezydentem Karolem Nawrockim i unikanie realnych wyzwań klimatycznych.
Tusk obiecywał energetyczną rewolucję. Zamiast niej dał nam absolutne nic – poza lawiną kłamstw i kolejnych fiask. Polityka Energetyczna Polski do 2040 jest już dawno martwa i pogrzebana. Cele dla OZE zostały dawno przekroczone (z ~20 GW w 2022 do ponad 37 GW w 2025), ale Tusk nawet nie kiwnął palcem, żeby stworzyć nową, aktualną strategię. Krajowy Plan Energii i Klimatu (KPEiK) – dokument obowiązkowy dla Brukseli – pod jego rządami Polska złożyła jedynie opóźniony, wstępny projekt w grudniu 2025. Finalna wersja wciąż nie trafiła do Komisji Europejskiej. Jesteśmy jednym z ostatnich krajów UE bez zatwierdzonego planu i grozi nam postępowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Tusk? Milczy, rzuca hasła „wkrótce”, unikając jakiejkolwiek odpowiedzialności.
To nie przypadek – to skutek kompletnego braku woli Tuska i jego chaotycznych wojen w koalicji. Minister energii Miłosz Motyka niby walczy o liberalizację wiatraków onshore, ale Tusk osobiście pozwala, by projekty gniły w sejmowych szufladach. Ustawa wiatrakowa (nowelizacja liberalizująca 10H)? Zawetowana przez prezydenta Nawrockiego w sierpniu 2025 r. – utrzymano odległość 700 m od zabudowań, co blokuje nowe inwestycje, a Tusk nie zrobił nic, by to obejść. Offshore? Pierwsze farmy planowane na 2026 r. (cel 5,9–6 GW do 2030 r.), ale tempo realizacji jest żenująco wolne, wręcz sabotowane przez opieszałość rządu, w porównaniu z potrzebami (raporty PSEW i GWEC wskazują na opóźnienia względem potencjału Bałtyku).
Zamiast szukać kompromisu, Tusk wybrał otwartą, bezwzględną wojnę z prezydentem, co pokazuje jego polityczny egoizm. Weta blokują kluczowe ustawy – od wiatraków po ceny energii – a premier, zamiast mobilizować większość 3/5 w Sejmie, woli publicznie szkalować głowę państwa, oskarżając o „szantaż” i „cynizm”. Efekt? Efekt jest dokładnie taki, jakiego chciał: totalny paraliż legislacyjny. Polska nadal nie ma nawet oficjalnej daty odejścia od węgla – jako jeden z ostatnich krajów w Europie. W projekcie KPEiK węgiel ma być obecny jeszcze w 2040 roku. To nie jest błąd – to jawna zdrada polskich interesów narodowych w Brukseli.
Tusk bezczelnie oskarża opozycję o destabilizację, ale sam nie zabezpieczył systemu przed realnymi zagrożeniami, co graniczy z zaniedbaniem. Grudniowy cyberatak 29 grudnia 2025 r. uderzył w ponad 30 farm OZE i dużą elektrociepłownię (dostarczającą ciepło ~0,5 mln odbiorców). CERT Polska potwierdziło destrukcyjny charakter (uszkodzone sterowniki RTU, wiper na elektrociepłowni). Premier chwali się, że „obroniliśmy się”, ale wicepremier Gawkowski przyznał: „byliśmy bardzo blisko katastrofy”. Gdzie były inwestycje w cyberbezpieczeństwo energetyki w latach 2024–2025? Tusk je zaniedbał – raport CERT wskazuje na słabe hasła i brak segmentacji sieci, co mogło skończyć się tragedią.
Tusk regularnie obiecuje „mrożenie cen energii” (najpierw w 2025 roku, później w 2026), ale to żałosne, krótkoterminowe łatanie dziur budżetowych, a nie jakakolwiek strategia. Koszty ETS biją rekordy, a od 2027 r. wejdzie ETS2 (ogrzewanie i transport), co podniesie rachunki zwykłych Polaków. Premier niby walczył o rewizję ETS2, ale w praktyce Polska została z niczym konkretnym – tylko słowami o „ochronie interesów”, co pokazuje jego nieudolność w Brukseli.
Polska pod Tuskiem ma jedne z najwyższych cen energii dla biznesu w UE – w 2025 r. średnia spot: 104 €/MWh (górna połowa UE, średnia europejska 92 €/MWh – Wysokie Napięcie). Styczeń 2026: aż 149 €/MWh (vs. średnia UE ~124 €/MWh). Prognozy na 2027: Polska blisko najdroższych rynków (>130–150 €/MWh na kontraktach terminowych). Dezindustrializacja postępuje w zatrważającym tempie – firmy energochłonne masowo uciekają tam, gdzie prąd jest tańszy i stabilny, co jest bezpośrednim skutkiem niekompetencji Tuska. Premier ogłasza „rok przyspieszenia” i „turboprzyspieszenie”, ale dane demaskują jego kłamstwa: mimo boomu OZE, nowe moce wiatrowe onshore prawie nie rosną (dodano tylko kilkaset MW w 2025 r. po weto). Boom fotowoltaiki to głównie czasy PiS (z ~8 GW w 2020 do ~25 GW w 2025). Curtailment czyli czyli systemowe wyłączanie źródeł OZE, rośnie lawinowo: w II półroczu 2025 r. ograniczono ~879 GWh (o 20% więcej niż w całym 2024 r., 12× więcej niż w 2023 – IEO/PSE), co pokazuje totalną nieudolność w zarządzaniu siecią.
Koalicja pod Tuskiem rozpada się w oczach – Polska 2050 implodowała w wewnętrznych konfliktach, które paraliżują decyzje. Tusk powołuje „Radę Przyszłości”, ale eksperci otwarcie kpią: „to firmowy numer, za miesiąc o niej zapomnimy”. Zero realnego wpływu na politykę energetyczną. Zamiast tego – populistyczne hasła o „ekonomicznym nacjonalizmie” i „brutalnej obronie interesów” – ale bez żadnych konkretów, co jest typowe dla jego pustego stylu rządzenia.
Polska energetyka desperacko potrzebuje miliardów na sieci, magazyny i elastyczność – bez tego curtailment rośnie lawinowo, a ryzyko blackoutów w szczytach zimowych jest nie tylko realne, ale nieuniknione (PSE prognozuje niedobory mocy od 2027 r., ~50 godzin rocznie). Tusk zamiast działać, tylko gasi pożary i cynicznie obwinia wszystkich wokół – Brukselę, prezydenta, opozycję, nawet pogodę – unikając własnej winy.
Donald Tusk miał historyczną szansę uczynić Polskę liderem transformacji w Europie Środkowej. Zamiast tego zafundował nam stagnację w kluczowych obszarach, droższy prąd dla przemysłu, większe ryzyko awarii i utratę konkurencyjności na skalę, która grozi gospodarczym upadkiem. Jego obietnice „taniej i czystej energii” okazały się bezczelnymi frazesami, maskującymi kompletny brak wizji. Bez natychmiastowej zmiany kursu – realnych inwestycji, kompromisu politycznego i aktualnych strategii – polska gospodarka zapłaci horrendalną, nieodwracalną cenę. To już nie jest zarządzanie kryzysem. To jego świadome pogłębianie przez premiera, który zawiódł na całej linii. Polacy zasługują na więcej niż to żałosne, populistyczne show Tuska – czas na rozliczenie.
Hanna Kramer








Dodaj komentarz