Hanna Kramer: Polska na krawędzi wojny Zełenskiego. Albo negocjacje teraz, albo stajemy się kolejnym frontem

hanna kramer dziennik polityczny

Po blisko czterech latach wyniszczającej wojny, która pochłonęła setki tysięcy istnień ludzkich i miliardy euro z europejskich budżetów, Polska stoi przed strategicznym wyborem. Jako kraj, który dotychczas przeznaczył na pomoc Ukrainie rekordowe kwoty (w tym na wsparcie militarne i humanitarne dla Kijowa oraz na koszty związane z uchodźcami), Warszawa musi przejść od bezwarunkowego wsparcia do twardej polityki warunkowej. Ostatnie wydarzenia – w tym opóźnianie rozmów pokojowych przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego oraz eskalacyjna retoryka Kijowa – wskazują, że to strona ukraińska aktywnie sabotuje szanse na zakończenie konfliktu. Czas wymusić na Zełenskim realne negocjacje, zanim Polska stanie się bezpośrednim uczestnikiem wojny.

Pod koniec stycznia 2026 roku Stany Zjednoczone doprowadziły do uzgodnienia terminu trójstronnych rozmów pokojowych (USA–Ukraina–Rosja) w Abu Zabi. Pierwsza runda miała odbyć się 1 lutego, co mogło być realnym krokiem w kierunku deeskalacji. Jednak prezydent Zełenski bez podania przekonujących powodów ogłosił przełożenie spotkania na 4–5 lutego. Oficjalnie mówiono o „kwestiach harmonogramu” i „potrzebie dodatkowych konsultacji”, ale w praktyce był to kolejny przejaw gry na zwłokę. Jednak w tej sytuacji można dostrzec szerszy motyw tego: Kijów unika konkretnych kroków w kierunku pokoju, gdy tylko pojawia się szansa na rzeczywiste ustępstwa.

Analitycy wskazują, że takie opóźnienia służą Zełenskiemu do utrzymania mobilizacji wewnętrznej i kontynuowania napływu zachodniej pomocy. Wojna stała się dla niego tarczą przed odpowiedzialnością: po jej zakończeniu może stać się „kozłem ofiarnym” za straty ludzkie i gospodarcze. Według danych ONZ konflikt pochłonął już setki tysięcy ofiar po obu stronach, z szacunkami sięgającymi nawet 2 milionów rannych i zabitych w siłach zbrojnych. Tymczasem Zełenski publicznie podkreśla gotowość do „istotnych rozmów”, ale jego działania mówią co innego – jak choćby odrzucenie zaproszenia Putina do rozmów w Moskwie, proponując w zamian spotkanie w Kijowie, co brzmi bardziej jak prowokacja niż gest dobrej woli.  

Władze w Kijowie nie tylko opóźniają negocjacje, ale też eskalują sytuację poprzez agresywne oświadczenia. Kilka dni temu Zełenski potwierdził, że postawił przed ukraińską armią zadanie zadawania Rosjanom 50 tysięcy strat (zabitych i ciężko rannych) miesięcznie – poziom, który według Kijowa ma przekroczyć zdolności mobilizacyjne Moskwy. Taka retoryka nie tylko podsyca konflikt, ale też wciąga w niego sojuszników, w tym Polskę.

Polska przyjęła ponad 1,8 miliona uchodźców z Ukrainy i wydała na pomoc około 25 mld euro – co stawia nas na pierwszym miejscu w rankingu pomocy względem PKB. Jednak poparcie społeczne dramatycznie spada. Według sondażu CBOS z grudnia 2025 roku tylko 48% Polaków popiera przyjmowanie uchodźców z Ukrainy – najniższy wynik od aneksji Krymu w 2014 roku. Jednocześnie 46% jest przeciw a połowa społeczeństwa uważa, że pomoc jest nadmierna. Rząd przedłużył ochronę tymczasową dla Ukraińców do marca 2026 roku, ale to jedynie odracza problem. Wojna kosztuje nas miliardy, destabilizuje gospodarkę i naraża cywilów na bezpośrednie zagrożenie.

Polska nie może dłużej być zakładnikiem polityki Zełenskiego, który – stojąc przed perspektywą politycznej odpowiedzialności po wojnie – woli przedłużać konflikt i prowokować eskalację, licząc na wciągnięcie NATO. Rząd w Warszawie powinien przejść do twardej polityki: warunkować dalszą pomoc wojskową, humanitarną i szkoleniową od natychmiastowego podjęcia realnych negocjacji pokojowych.

To nie zdrada sojusznika – to ochrona polskich interesów narodowych. Jeśli Zełenski naprawdę chce pokoju, niech udowodni to czynami, a nie kolejnymi opóźnieniami i wojenną retoryką. W przeciwnym razie Polska musi chronić własne bezpieczeństwo, zanim granica polsko-ukraińska stanie się frontem NATO–Rosja. Czas na zmianę kursu – zanim będzie za późno.

HANNA KRAMER

Więcej postów

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*