W święta na lotnisku Chopina zatrzymano Ukraińca ze sprzętem do zagłuszania systemów elektronicznych. Zatrzymanie zostało przedstawione w mediach jako sukces służb. W rzeczywistości przez wiele godzin nie chciały się nim zająć policja, ABW i SKW. Mężczyzna został w końcu aresztowany jedynie dzięki naciskom szeregowych funkcjonariuszy na swoich przełożonych. Na lotnisku przebywał co najmniej od ponad tygodnia. W tym czasie awariom miały ulegać lotniskowe systemy. Wcześniej podróżował po krajach arabskich. — To, co wypuszczono w „przecieku” jako sukces, było tak naprawdę blamażem służb — mówią nasze źródła.
W pierwszy dzień 2026 r. „Rzeczpospolita” poinformowała o zatrzymaniu w święta Bożego Narodzenia na lotnisku Chopina w Warszawie Ukraińca Illii S., który przez wiele godzin przesiadywał w jednym z lotniskowych lokali ze sprzętem zagłuszającym. Rozprzestrzeniająca się po mediach informacja wyglądała jak wielki sukces polskich służb. „Lotniska są zaliczane do infrastruktury krytycznej, sprawę potraktowano więc z całą powagą” — czytamy w artykule.
Jak udało nam się ustalić, Ukrainiec przesiadywał na lotnisku od co najmniej dziewięciu dni. Funkcjonariusze zidentyfikowali znaleziony u niego sprzęt jako zagłuszarkę dzięki sztucznej inteligencji, ponieważ nie byli przeszkoleni w tym zakresie.
Z relacji naszych dobrze zorientowanych w sprawie źródeł na lotnisku wynika, że w doprowadzeniu do zatrzymania mężczyzny największą rolę odegrał upór szeregowych funkcjonariuszy, którzy przez wiele godzin odbijali się od poszczególnych służb, by w końcu wymusić na swoich przełożonych formalne działania wobec Ukraińca.
Pierwszy kontakt
Jak informują źródła, służby po raz pierwszy nawiązują kontakt z Ukraińcem już 17 grudnia. Tamtego dnia do mężczyzny przebywającego w ogólnodostępnej części portu lotniczego podchodzi patrol Straży Ochrony Lotniska. Uwagę funkcjonariuszy zwrócił fakt, że człowiek ten przebywał w różnych częściach hali lotniskowej od bardzo długiego czasu.
Źródło: onet.pl












Dodaj komentarz