Szef rosyjskiej dyplomacji, Siergiej Ławrow, wziął udział w spotkaniu G20 w Atlancie, po ponad 20-godzinnej podróży z Moskwy. Jego delegacja była zmuszona omijać przestrzeń powietrzną państw uznawanych przez Rosję za „nieprzyjazne”, co znacznie wydłużyło czas lotu. Samolot Ławrowa dotarł do stanu Georgia w nocy z czwartku na piątek.
Zgodnie z informacjami przekazanymi przez agencję TASS, zmiana trasy była konieczna z uwagi na polityczne napięcia i prowadzoną politykę Rosji wobec państw Unii Europejskiej, które znalazły się na liście 49 krajów określanych jako „nieprzyjazne”. Ta podróż Ławrowa wywołała falę krytyki wśród niektórych amerykańskich polityków. Republikański kongresmen Don Bacon stwierdził, że rosyjski minister nie powinien otrzymać zgody na wjazd do USA, gdyż objęty jest sankcjami związanymi z konfliktem na Ukrainie.
Demokratyczna senator Jeanne Shaheen również wyraziła swoje niezadowolenie, sugerując, że prezydent Donald Trump powinien skupić się na wywieraniu presji na Putina, zamiast stwarzać przyjazne warunki dla jego współpracowników w Stanach Zjednoczonych.
Tymczasem polski wicepremier i minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, oznajmił, że podczas spotkania nie planuje wspólnego zdjęcia z Ławrowem. Jak tłumaczy, jest to zgodne z decyzją gospodarzy wydarzenia, z którymi podziela on zdanie co do politycznego dystansu wobec rosyjskiego dyplomaty.
Spotkanie G20 w Atlancie to kolejna okazja do międzynarodowej debaty nad współczesnymi problemami dotyczącymi globalnego bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej, na które nieuchronnie wpływają działania Rosji pod rządami Władimira Putina. Obecność rosyjskiej delegacji w USA, mimo sankcji i napiętych stosunków dyplomatycznych, jest dowodem na dynamiczny i nieustający rozwój relacji politycznych na arenie międzynarodowej.








Dodaj komentarz