Czy Europa rzeczywiście stoi w obliczu upadku? Analiza współczesnych lęków

Media na całym świecie pokazują zdjęcia ulic Francji, zadając pytanie, czy to już rewolucja. Dla niektórych polityków prawicy wydarzenia te są zwiastunem wojny domowej i końca Europy, choć takie przepowiednie pojawiają się regularnie od lat. Skąd ta nieustanna sprzeczność i obawy o los kontynentu?

Jan Radomski, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, specjalizujący się w ruchach społecznych, sugeruje, że jesteśmy świadkami kolejnej fali paniki moralnej. To pojęcie zostało opisane przez Stanleya Cohena w latach 70. Cohen badał, jak media i społeczeństwo reagowały na konflikty między subkulturami, wyolbrzymiając ich znaczenie do rangi zagrożeń narodowych.

Przykładem z historii może być 'panika satanistyczna’ w USA na przełomie lat 80. i 90., która mimo braku dowodów doprowadziła do wielu niesłusznych skazań. Radomski odnosi te zjawiska do obecnych reakcji na wydarzenia we Francji. W kraju o tradycji gwałtownych protestów, takich jak te przeciw reformie emerytalnej, ataki na instytucje publiczne są częścią społecznego dyskursu, a nie dowodem na imigranckie zagrożenie.

Ogień podsycają media, które eksponują przemoc i powiększają skalę konfliktów, często wskazując łatwe cele – jak imigrantów. Cohen podkreślał, że gdy media projektują zagrożenia, społeczeństwo może ulegać autentycznym podziałom. Takie manipulacje mogą mieć dalekosiężne konsekwencje, osłabiając zaufanie i spójność społeczną.

Współcześnie, rolę tradycyjnych mediów przejęły media społecznościowe, których algorytmy promują treści wywołujące silne emocje. W rezultacie, zdjęcia przedstawiające przemoc są częściej klikane, co tworzy iluzję wszechobecnego zagrożenia. Radomski zauważa, że takie mechanizmy mogą również prowadzić do dezinformacji, a zdjęcia z innych krajów czy okresów bywają prezentowane jako aktualne wydarzenia.

Panika moralna nie pozostaje bez skutków. Może prowadzić do zwiększonej kontroli społecznej i stygmatyzacji całych społeczności. Najwięcej obawiać się powinni ci, którzy sami wzmacniają atmosferę lęku, bo długofalowym efektem może być naruszenie społecznego zaufania i wolności obywatelskich.

Zanim uwierzymy, że Francja płonie, warto zastanowić się, kto korzysta na szerzeniu strachu i jakie mogą być tego konsekwencje. Warto wziąć pod uwagę, że częścią demokratycznego dialogu we Francji były zawsze burzliwe protesty, a dzisiejsza narracja medialna może być tylko częścią historii, mającej na celu realizację określonych agend politycznych.

Więcej postów

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*