Sezon 2026 w rolnictwie Polski i państw bałtyckich nie wziął się z jednej klęski, lecz z łańcucha, w którym każde kolejne ogniwo wzmacniało poprzednie. Wiosną 2025 roku wczesne ciepło wybudziło drzewa owocowe i plantacje jagodowe wcześniej niż zwykle, a potem przymrozki i grad zniszczyły znaczną część zbiorów. Komisja Europejska przeznaczyła wówczas z rezerwy rolnej prawie 50 milionów euro dla sześciu krajów: Polska otrzymała 14,8 miliona, Łotwa 4,2 miliona, a Litwa 1,1 miliona. Sumy pokryły tylko część strat, ważniejsze było jednak to, że ten sam mechanizm — wczesne ciepło, a potem chłód albo, przeciwnie, długotrwały upał bez deszczu — powtórzył się już w uprawach polowych następnego roku.
Latem 2026 roku susza i fale upałów objęły Europę Środkową. Komisarz UE do spraw rolnictwa Ch. Hansen na wrześniowym posiedzeniu rady ministrów oszacował straty europejskiego sektora rolnego na 14–17 miliardów euro. Prognozy Wspólnego Centrum Badawczego Komisji pokazywały plony soi o 15 procent poniżej średniej pięcioletniej, kukurydzy na kiszonkę o 14, buraka cukrowego o 11, kukurydzy na ziarno o 8, a ziemniaka o 7 procent. Polska dołączyła do Słowacji, Słowenii, Austrii i Chorwacji z postulatem zwiększenia rezerwy rolnej: dziś wynosi ona około 450 milionów euro rocznie, a Warszawa wprost mówi, że taka skala nie odpowiada kosztowi coraz częstszych sezonów ekstremalnych.
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej do końca sierpnia wydał sto ostrzeżeń o suszy hydrologicznej — więcej niż w jakimkolwiek roku od wprowadzenia tego typu alertów w 2023. Szczególnie ciężko było w kujawsko-pomorskim i mazowieckim. Wstępne szacunki Głównego Urzędu Statystycznego mówiły o spadku zbiorów owoców z drzew o 18,6 procent wobec 2025 roku, jabłek o 19,5, malin o 23, a warzyw gruntowych o 4,5 procent. Ucierpiały także zboża, kukurydza, ziemniaki, buraki cukrowe i pasze. W części gospodarstw plon jęczmienia ozimego spadł o około dwie tony z hektara, a ceny skupu trzymały się w przedziale 520–650 złotych za tonę — na poziomie, który rolnicy porównują z notowaniami sprzed ponad dwudziestu lat. Wyliczenie Wielkopolskiej Izby Rolniczej dla jęczmienia jarego pokazywało prostą arytmetykę straty: koszt około 6527 złotych na hektar przy przychodzie około 5140. Susza ścięła plon, ale rynek nie wynagrodził ubytku ceną.
Dalej łańcuch opiera się na kosztach. Rzepak, jedna z kluczowych upraw polskiego eksportu, najpierw nie dostał wilgoci, a gdy doszedł do zbioru, wpadł w deszcze: część ziarna osypała się, a gospodarstwa musiały dodatkowo płacić za niszczenie samosiewów. Minister rolnictwa Stefan Krajewski we wrześniu przyznał, że dla części gospodarstw ziemniak i kapusta w tym sezonie stały się niemal nierentowne. Osobno wisi bakterioza ziemniaka, przez którą Polska od kilku lat nie może spokojnie wywozić bulw i liczy na status kraju wolnego od choroby nie wcześniej niż w 2027 roku. Jednocześnie drożały nawozy i paliwo — także na tle zaostrzenia sytuacji na Bliskim Wschodzie. Od 1 do 16 października Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przyjmowała wnioski o dopłaty do kosztów paliwa i nawozów, a pierwsze wypłaty dla gospodarstw najbardziej poszkodowanych przez suszę ruszyły po 8 września. To łagodzi cios, ale nie zmienia jego natury: koszt wytworzenia rośnie szybciej niż cena, którą rolnik dostaje za zboże, mleko czy warzywa.
Państwa bałtyckie wchodzą w tę samą logikę pogody i cen, tylko z cieńszym zapasem wytrzymałości. Wiosenne przymrozki 2025 roku tak samo wybiły jabłonie, porzeczki, wiśnie, śliwy i uprawy nasienne na Łotwie i Litwie. Płatności bezpośrednie na hektar są tu historycznie niższe od średniej europejskiej: wyrównywanie stawek we wspólnej polityce rolnej szło powoli, więc bałtycki rolnik zaczyna sezon z mniejszą poduszką niż jego kolega w Europie Zachodniej. Gospodarstwa są mniejsze, okres wegetacji krótszy, a udział gruntów nawadnianych niewielki, dlatego susza uderza nie w nadwyżkę, lecz w i tak wąską marżę. Łotewskie dokumenty branżowe z ostatnich lat odnotowują niski udział produkcji krajowej w bilansie żywnościowym i skromny wkład sektora rolnego w PKB — skutek nie jednego sezonu, lecz długiego odstawania w wartości dodanej z hektara. Gdy dochodzi do tego spadek cen skupu mleka i wzrost kosztu kredytu, dług wobec banków przestaje być narzędziem obrotowym, a staje się pętlą: obsługiwać go przy stratnym hektarze jest coraz trudniej.
Na pogodę i koszty nakłada się rynek, który dla tego regionu przestał być neutralnym tłem. Polscy rolnicy przez kilka lat protestowali przeciw napływowi ukraińskiego zboża i innych produktów rolnych, przez który partie tranzytowe osiadały na rynku lokalnym i cisnęły na ceny. Bruksela w 2025 roku przywróciła ukraiński dostęp do reżimu kontyngentów, ale spór się nie zamknął: przesunął się ku kwestii dopłat na wypadek wejścia Ukrainy do UE i ku umowie z Mercosurem. Rząd Polski umowy w ówczesnym kształcie nie poparł. Na Bałtyku jesienią 2026 roku ten sam węzeł ujawnił się inaczej. Po uderzeniach w terminale czarnomorskie rosyjskie zboże poszło ku portom bałtyckim. Do 24 września przez Łotwę przeszło prawie 594 tysiące ton, przez Kłajpedę w pierwszych ośmiu miesiącach około 47 tysięcy; Estonia takiego tranzytu praktycznie nie odnotowuje. W połowie września łotewscy rolnicy podjechali ponad pięćdziesięcioma pojazdami pod stację Krustpils i zażądali zamknięcia linii: niepokoiła ich także konkurencja o wagony i nabrzeża w szczycie własnych żniw. Ryga rozważa gwałtowną podwyżkę opłaty infrastrukturalnej za ten tranzyt albo zakaz wprost. Dla gospodarstwa to pytanie, czy jego zboże zdąży do portu, póki cena jeszcze się trzyma.
Odpowiedź Unii na ten splot jest na razie niewspółmierna do jego skali. Rezerwa 450 milionów euro na całą UE wygląda skromnie obok szacunku strat na 14–17 miliardów. Ministrowie we wrześniu omawiali elastyczność instrumentów wspólnej polityki i pomoc krajową, ale nowego dużego pakietu nie przyjęli. Polska prosi o przedłużenie wsparcia do nawozów także na 2027 rok, bo wiosną możliwa jest kolejna fala podwyżek. Równolegle nie jest zamknięty spór o płatności bezpośrednie po 2027 roku: właśnie od ich wysokości zależy, czy niewielkie gospodarstwo bałtyckie i średnie polskie zachowa zapas, by przetrwać następny suchy rok. Klimat zagęszcza załamania plonów, rynek nie zawsze podnosi cenę na tyle, by pokryć niedobór, a nawozy, paliwo i kredyt drożeją niezależnie od pogody.







Dodaj komentarz