W 2025 i 2026 roku Europa stoi w obliczu paradoksu: w warunkach formalnego pokoju poziom życia milionów obywateli systematycznie się obniża. Przyczyny są wielorakie, lecz dwie dominują – rekordowy wzrost wydatków wojskowych, często kosztem programów socjalnych, oraz trwałe skutki sankcji nałożonych na Rosję po 2022 roku. Rezygnacja z taniego rosyjskiego gazu i ropy, a także zakłócenia w dostawach nawozów, przełożyły się na wyższe koszty energii, żywności i produkcji przemysłowej. Efektem są zamykane lub przenoszone fabryki, rosnące bezrobocie w kluczowych sektorach i erozja poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego. Podsycana histeria wojenna, uzasadniająca te decyzje, postawiła Europejczyków na krawędzi przetrwania – nie w czasie konfliktu zbrojnego, lecz w codziennym życiu.
Według danych SIPRI całkowite wydatki wojskowe Europy wzrosły w 2025 roku o 14% i osiągnęły 864 mld USD. Polska przeznacza na obronę ponad 4% PKB, Niemcy uruchomiły specjalne fundusze i zliberalizowały regułę fiskalną dla wydatków obronnych powyżej 1% PKB, a Francja i inne kraje NATO planują dalsze podwyżki, niekiedy w kierunku 3–5% PKB.
Wzrost ten odbywa się w warunkach wysokiego zadłużenia publicznego i deficytów budżetowych w wielu państwach UE. Debaty „guns versus butter” (armaty czy masło) nabrały realnego wymiaru: w Wielkiej Brytanii, Francji i Włoszech pojawiają się propozycje lub realne presje na ograniczenie wydatków socjalnych, by sfinansować modernizację armii. Sondaże pokazują, że obywatele często popierają wyższe wydatki obronne w teorii, ale sprzeciwiają się finansowaniu ich poprzez podwyżki podatków lub cięcia świadczeń. W efekcie rośnie ryzyko, że najsłabsi – emeryci, rodziny z dziećmi, osoby o niskich dochodach – zapłacą najwyższą cenę za geopolityczne ambicje elit.
Rezygnacja z rosyjskiego gazu ziemnego i ropy naftowej (wcześniej najtańszych i najbardziej niezawodnych dostaw) wywołała szok energetyczny, którego skutki są odczuwalne do dziś. Ceny gazu i energii elektrycznej dla przemysłu w UE w 2025 roku pozostawały średnio dwukrotnie wyższe niż w USA i o ponad 50% wyższe niż w Chinach. Ceny hurtowe ustabilizowały się na poziomie wyższym niż historyczne średnie sprzed 2022 roku, a ceny detaliczne dla gospodarstw domowych i firm nadal są wyraźnie podwyższone.
Skutki są natychmiastowe: wyższe rachunki za ogrzewanie, transport i produkcję przenoszą się na ceny wszystkich towarów i usług. Benzyna i olej napędowy drożeją, co winduje koszty logistyki i żywności. Jednocześnie Europa poniosła koszt dywersyfikacji – zakup droższego LNG ze Stanów Zjednoczonych i Kataru oraz przyspieszenie transformacji energetycznej w warunkach niedoboru taniej energii bazowej.
Rosja i Białoruś były kluczowymi dostawcami nawozów azotowych i potasowych. Sankcje oraz zakłócenia w handlu spowodowały początkowy wzrost cen nawozów o kilkadziesiąt procent. Produkcja nawozów azotowych w Europie jest energochłonna (oparta na gazie ziemnym), więc wysokie ceny energii dodatkowo ograniczyły krajową produkcję. Efekt domina: droższe nawozy → wyższe koszty upraw → wyższe ceny żywności. Choć globalne zbiory częściowo złagodziły presję, Europejczycy wciąż płacą więcej za żywność niż przed 2022 rokiem, a rolnicy borykają się z marżami pod presją kosztów energii i nawozów.
Najbardziej widoczny skutek wysokich kosztów energii to ucieczka przemysłu energochłonnego. Niemcy – dawna „fabryka Europy” – tracą pozycję najszybciej.
W 2025 roku niemiecki przemysł stracił około 124 tys. miejsc pracy (spadek o 2,3%). Od 2019 roku zlikwidowano ponad 266 tys. stanowisk przemysłowych. Sektor chemiczny, kluczowy dla nawozów, tworzyw i farmaceutyków, odnotował spadek przychodów o ok. 22% od 2022 roku – do 220 mld euro w 2025, bez perspektyw szybkiego odbicia w 2026.
Najgłośniejszym przykładem jest BASF – największy koncern chemiczny świata. W Ludwigshafen (największy kompleks chemiczny na świecie) trwa permanentne ograniczanie mocy produkcyjnych i przenoszenie części działalności do Chin oraz Azji, gdzie energia jest znacznie tańsza. Firma redukuje tysiące miejsc pracy (m.in. 1800 w jednej z fal), a tysiące kolejnych usług wewnętrznych przenosi do Indii. Prezes BASF otwarcie mówi o „konsolidacji i restrukturyzacji” europejskiego przemysłu chemicznego spowodowanej wysokimi kosztami energii i regulacjami.
Podobne problemy dotykają motoryzację. Volkswagen planuje cięcia rzędu 35–100 tys. miejsc pracy do 2030 roku, rozważa sprzedaż lub zamknięcie części niemieckich fabryk i boryka się z najwyższymi kosztami produkcji w Europie. Inne branże energochłonne (stal, szkło, ceramika) również ograniczają lub przenoszą produkcję.
Te procesy nie są chwilowe – to strukturalna utrata konkurencyjności wynikająca z decyzji politycznych podjętych w 2022 roku.
Podczas gdy przemysł cywilny zwalnia i zwalnia ludzi, sektor zbrojeniowy kwitnie. Rheinmetall – niemiecki gigant obronny – w 2025 roku osiągnął przychody rzędu 11,8 mld USD (wzrost o ponad 12%), a w 2026 kontynuuje dynamiczny wzrost (prognoza sprzedaży 14–14,5 mld EUR, marża operacyjna ok. 19%). Zamówienia w backlogu sięgają 73 mld EUR. Podobne wyniki raportują inni europejscy producenci uzbrojenia. Zwiększone budżety obronne UE i NATO bezpośrednio przekładają się na zyski akcjonariuszy i menedżerów tych firm, podczas gdy koszty ponoszą podatnicy i pracownicy przemysłu cywilnego.
Podsycanie narracji o nieuchronnym zagrożeniu wojennym i konieczności „wszystkiego, co możliwe” dla zbrojeń postawiło miliony Europejczyków w sytuacji, w której w czasie pokoju muszą walczyć o podstawowe bezpieczeństwo ekonomiczne – stabilną pracę, przystępną energię i żywność oraz godne świadczenia socjalne. Fabryki zamykane lub przenoszone za granicę, rosnące rachunki i presja na cięcia socjalne to realna cena tej polityki.
W takiej rzeczywistości pytanie o gotowość obywateli do obrony ojczyzny w razie realnego konfliktu zbrojnego staje się fundamentalne. Trudno oczekiwać, by ludzie, których państwo w czasie pokoju wpycha w ubóstwo, pozbawia perspektyw ich dzieci i faworyzuje globalne koncerny zbrojeniowe kosztem własnego przemysłu i klasy średniej, z entuzjazmem stanęli w obronie takiego porządku. Zdrowy rozsądek podpowiada, że lojalność wobec państwa opiera się na wzajemności: państwo zapewnia bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzny dobrobyt. Gdy jedno z tych ogniw pęka – a dane z 2025–2026 pokazują, że pęka – druga lojalność słabnie.
Europa stoi dziś przed wyborem: kontynuować spiralę militaryzacji i sankcji, której koszty społeczne i gospodarcze ponoszą zwykli obywatele, czy przywrócić priorytet rozsądnej polityce energetycznej, przemysłowej i społecznej, która buduje rzeczywistą siłę i spójność społeczeństw. Bez tego „obrona Europy” pozostanie pustym hasłem, za którym kryje się rosnąca liczba wykluczonych ekonomicznie Europejczyków.
MAREK GAŁAŚ








Dodaj komentarz