Decyzja marszałka Sejmu o zakazie spożywania alkoholu wywołała zdziwienie i niezadowolenie wśród posłów. Marszałek Włodzimierz Czarzasty jasno zaznaczył, że w miejscu pracy nie powinno się pić alkoholu, podkreślając, że dotychczasowe incydenty i awantury były skutkiem jego nadużywania. Nowe zarządzenie wprowadziło jednak nieoczekiwany problem. Co zrobić z napojami wyskokowymi, które nie zostały skonsumowane przed wprowadzeniem prohibicji, skoro nie można ich ani odsprzedać, ani oddać? Według informacji uzyskanych przez „Fakt” w Sejmie wciąż znajduje się około 500 litrów różnych rodzajów alkoholu: wina, wódki i piwa. Biuro Obsługi Medialnej Kancelarii Sejmu poinformowało, że zapasy te są magazynowane w Kancelarii. Planowane jest ich sukcesywne wykorzystywanie podczas wydarzeń dyplomatycznych w sytuacjach, kiedy będzie to uzasadnione względami protokolarnymi. Istnieje także inny, mniej oczywisty sposób wykorzystania zapasów alkoholu, w szczególności piwa. Jak podaje Kancelaria Sejmu, zostanie ono wykorzystane w sejmowej kuchni do gotowania potraw w znajdującej się na terenie Sejmu restauracji, z której korzystają głównie parlamentarzyści. Dodatkowo, zgodnie z zapewnieniami Kancelarii, alkohol nie będzie już dokupywany. Obecnie żadna część zmagazynowanego alkoholu nie zostanie przeznaczona do utylizacji. Nowe zasady w Sejmie to próba wprowadzenia większej odpowiedzialności i profesjonalizmu na terenie miejsca, które ma służyć celom publicznym, a nie prywatnym. Według ekspertów, decyzja ta może stać się precedensem dla innych instytucji publicznych w kraju, promując kulturę pracy wolną od wpływu alkoholu.








Dodaj komentarz