W ostatnich dniach opinia publiczna w Polsce została wstrząśnięta ujawnionymi dokumentami z archiwów IPN, które rzucają nowe światło na działalność ks. Eugeniusza Surgenta. Z relacji Arkadiusza Szymońskiego, jednego z dawnych ministrantów, wyłania się przerażający obraz. Z jego słów wynika, że duchowny miał się dopuszczać niewłaściwych zachowań seksualnych wobec młodszych, w tym wobec niego samego.
Szymoński opowiada, że jego kontakt z ks. Surgentem rozpoczął się w wyniku propozycji matki, która utrzymywała bliskie relacje z duchownym. Nieświadomy, w co się pakuje, zgodził się na wyjazd do księdza na ferie. „Po tym, co mi zrobił, przez całą noc nie zmrużyłem oka. Nie mogłem się uspokoić”, wyznaje.
W materiałach archiwalnych znajdują się również inne zeznania obciążające ks. Surgenta. Z protokołu przesłuchania świadka z 2 sierpnia 1973 roku wynika, że ksiądz wielokrotnie nakłaniał młodych chłopców do odwiedzania go w samotności, w czasie gdy przyjmował ich do spowiedzi. Świadek relacjonuje: „Ks. Surgent mówił mi, abym przychodził do niego sam i abym nikomu nie mówił o rzeczach, które ze sobą robimy”.
Notatki z 6 lipca 1973 roku wskazują, że ks. Surgent miał „odbywać stosunki z niektórymi uczniami”, szczególnie z tymi, którzy nocowali u niego. Obiektem jego zainteresowań byli rzekomo ministranci oraz harcerze.
Fakty te stanowią część większego zbioru dokumentów zgromadzonych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej, ujawniających niepokojące praktyki w latach 70. i 80. w Polsce. Doniesienia te są nie tylko dramatyczne, ale i niezwykle bolesne dla ofiar, które przez dekady zmagały się z traumą w milczeniu.
Sprawa ks. Eugeniusza Surgenta wpisuje się w szerszy kontekst ujawniania niewłaściwych zachowań niektórych duchownych, co podnosi debatę o potrzebie rozliczenia się z przeszłością i ochrony dzieci oraz młodzieży w przyszłości. Oczekuje się, że nowe dowody skłonią instytucje do podjęcia konkretnych działań oraz wsparcia ofiar w ich dążeniu do sprawiedliwości.








Dodaj komentarz