Kolejne obniżenie wieku emerytalnego. Kto wygra tę wojnę?

dziennik polityczny
Prezydent Andrzej Duda ma swój pomysł na wcześniejsze emerytury. Premier Mateusz Morawiecki jest przeciw. Kto wygra tę wojnę?

Prezydent już w grudniu wysłał do Sejmu swój projekt o wcześniejszych emeryturach stażowych. Andrzej Duda chce, aby Polacy na emeryturę mogli odchodzić po 39 (kobiety) i 44 (mężczyźni) latach pracy. To oznacza, że jeśli ktoś rozpoczął pracę, mając 18 lat, na emeryturę mógłby odejść po skończeniu 57 lat (kobiety) lub 62 lat (mężczyźni). Przypomnijmy, że dziś ustawowy wiek to odpowiednio 60 i 65 lat.

W Sejmie jest też projekt obywatelski związkowców z “Solidarności”, którzy proponują, aby prawo do emerytury przysługiwało jeszcze wcześniej, bo po 35 (kobiety) i 40 (mężczyźni) latach pracy.

Projekty w zamrażarce

Oba projekty oznaczają większe wydatki z budżetu państwa. Gdyby przeszedł projekt “Solidarności”, to w 2022 r. wydatki zwiększyłyby się o 7,4 mld zł, a w 2023 r. aż o 13,2 mld zł. Pomysł prezydenta byłby tańszy. Wzrost wydatków na emerytury wyniósłby w pierwszym roku obowiązywania ustawy 2,47 mld zł, a w drugim –  4,4 mld zł.

Jakie są szanse na realizację tych pomysłów? Według naszych ustaleń premier Morawiecki zażądał, aby projekt prezydenta pozostał w sejmowej zamrażarce, a ten autorstwa “Solidarności” nigdy z Sejmu nie wyszedł.

– Premier uważa, że nie ma pieniędzy na takie pomysły. Mamy zachęcać ludzi do pracy, a nie wysyłać na wcześniejsze emerytury – mówi nam poseł PiS.

ZUS nie ma pieniędzy

ZUS przyznaje, że w ciągu najbliższych pięciu lat na wypłatę emerytur może mu zabraknąć nawet 300 mld zł.

Poza tym wydatki ZUS nie ograniczają się do emerytur. Państwo co roku przeznacza ok. 15 mld zł na dofinansowanie rolniczego KRUS, kolejne kilkanaście miliardów złotych idzie na emerytury mundurowych z wojska i policji.

Aby emeryci dostawali pieniądze na czas, konieczna jest kroplówka z budżetu państwa.

Państwo nie ma jednak z czego dokładać, w szczególności w sytuacji, gdy prognozy demograficzne mówią, że coraz więcej będzie osób w wieku poprodukcyjnym, a coraz mniej w produkcyjnym.

Z najnowszego spisu powszechnego GUS wynika, że w 2011 r. osób w wieku emerytalnym było 6,5 mln, podczas gdy w 2021 r. – już prawie 8,5 mln. W ciągu 10 lat przybyło prawie 2 mln osób w wieku poprodukcyjnym. W tym samym okresie zmniejszyła się liczba osób w wieku produkcyjnym (spadek o 2,2 mln osób) oraz dzieci i młodzieży (7 mln wobec 7,2 mln przed dekadą).

Wiek emerytalny do poprawki

Dr Antoni Kolek, szef Instytutu Emerytalnego, przyznaje, że emerytury stażowe są wskazane w państwach, gdzie jest wysoki wiek emerytalny.

– Jeśli wraz z wprowadzeniem stażowych emerytur doszłoby do stopniowego podnoszenia wieku emerytalnego, to można by uznać takie rozwiązanie za właściwe. Natomiast jeśli mówimy tylko o dodaniu emerytur stażowych do obecnego systemu, jest to dalsze obniżanie wieku emerytalnego i to jest złe rozwiązanie, na które nas nie stać – mówi Kolek.

Podobne zdanie ma Oskar Sobolewski z kancelarii Wojewódka i Wspólnicy.

– Emerytury stażowe warto rozważyć jako element szerszej reformy systemu emerytalnego. Możemy je wdrożyć w momencie, kiedy wiek emerytalny zostanie wyrównany i podwyższony do 67. roku życia. W takiej sytuacji przy 45-letnim stażu pracy dla każdej płci możemy wdrożyć emerytury stażowe jako alternatywę dla osób, które wcześniej zaczynają aktywność zawodową – tłumaczy. 

wyborcza.pl