Pfizer i Moderna zachowują się jak spekulanci, zarabiając miliardy na koronawirusowym kryzysie

Biznes Pfizera i Moderny kwitnie, a ich ostatnie raporty finansowe potwierdzają, że obydwie zainkasują w tym roku miliardy dolarów w zyskach ze sprzedaży swoich szczepionek na COVID-19. Profesor historii Mark R. Wilson pisze w POLITICO o tym, jak podczas wojen światowych w ubiegłym stuleciu ograniczano zyski wielkich korporacji, które korzystały z nadzwyczajnej kryzysowej koniunktury.

Popyt prawdopodobnie pozostanie wysoki w nadchodzących tygodniach, dzięki niedawnemu dopuszczeniu szczepionek dla młodszych dzieci, szczepionek przypominających dla dorosłych oraz dodatkowej globalnej sprzedaży.

Pod koniec pierwszego roku masowych szczepień mamy wystarczająco dużo dowodów, aby wiedzieć, że nowe szczepionki są niezwykle bezpieczne i skuteczne, a do tego zostały opracowane z nadzwyczajną szybkością. Z tego względu Pfizer i Moderna zasługują na prawdziwe uznanie za dobrze wykonaną pracę.

Jednakże te same firmy należy również postrzegać jako spekulantów. Historia pokazuje, dlaczego zasługują na to miano; sugeruje również, jak Kongres może zadziałać, aby ograniczyć ich nadmierne zyski.

Nie są to spekulanci w potocznym znaczeniu podbijania cen na deficytowe towary. Raczej cieszą się masowo zawyżonymi zyskami z powodu skali kryzysu.

Ile zarabiają Pfizer i Moderna

Pfizer, gigant farmaceutyczny o długiej tradycji, podaje marżę zysku ze sprzedaży szczepionek covid na poziomie „w pobliżu 30 proc. w stosunku do przychodów”. Taka marża mieści się w tym samym przedziale, w jakim Pfizer zarabiał na swojej działalności przed kryzysem związanym z COVID-19.

Ponieważ jednak popyt na nową szczepionkę jest tak wysoki, łączna sprzedaż Pfizera wzrosła niemal dwukrotnie – a wraz z nią zyski w dolarach. Pfizer niedawno ogłosił, że oczekuje, iż przychody ze sprzedaży szczepionki przeciw COVID-19 w 2021 r. wyniosą ok. 36 mld dol. Jeśli więc podana przez firmę liczba „blisko trzydziestu” jest prawdziwa, to zyski firmy ze szczepionki w tym roku wyniosą około 10 mld dol.

Oznacza to, że Pfizer, już przed pandemią bardzo zyskowna firma, dzięki popytowi związanemu z obecną globalną sytuacją kryzysową, odnotuje ogólny wzrost zysków o ok. 60 proc. w stosunku do średniej z poprzedniej dekady.

Wpływ zysków z covid na firmę jest jeszcze bardziej uderzający w przypadku Moderny, która przed kryzysem koronawirusa była stosunkowo małą firmą, ze średnimi rocznymi przychodami wynoszącymi tylko ok. 100 mln dol. W tym roku, zgodnie z jej najnowszym sprawozdaniem, Moderna spodziewa się, że sprzedaż (która prawie cała pochodzi ze szczepionki) wyniesie od 15 do 18 mld dol. – wzrost ponad stukrotny.

W pierwszych trzech kwartałach 2021 roku Moderna osiągnęła 7,3 mld dolarów zysku po opodatkowaniu, przy 11,3 mld dolarów przychodów, co stanowi nadzwyczajną marżę, wynoszącą około 65 proc. Jeśli ta marża utrzyma się przez resztę roku, całkowite zyski Moderny w 2021 r. wyniosą co najmniej 10 mld dol.

Ten zdumiewający skok zysków w stosunku do poprzednich lat spowodował wzrost cen akcji firmy, czyniąc z jej założycieli miliarderów, niemal z dnia na dzień.

Narasta oburzenie

Kiedy zdano sobie sprawę z tych liczb, a także z tego, że globalny kryzys COVID-19 wciąż trwa, zaś mniej zamożne regiony świata nadal nie mają wystarczającej liczby dawek, pojawiły się głosy sprzeciwu wobec korporacyjnej nieodpowiedzialności i spekulacji.

Kilka tygodni temu, na przykład People’s Vaccine Alliance, koalicja grup skupionych wokół kwestii globalnego zdrowia i sprawiedliwości społecznej, potępiła wysokie marże firm wraz z ich niechęcią do bezpłatnego dzielenia się recepturami szczepionek.

Pfizer i Moderna oraz ich obrońcy odpierają taką krytykę, podkreślając swoje prywatne inwestycje w ryzykowne nowe technologie, które w rezultacie przyniosły światu ogromne korzyści. Argumentują przy tym, że przeszłe i przyszłe innowacje napędzane są właśnie przez bodźce zysku oraz obiecują, że w najbliższych miesiącach dostarczą reszcie świata więcej dawek po obniżonych cenach.

Wysokie koszty innowacji są od dawna usprawiedliwieniem wysokich marż zysku przemysłu farmaceutycznego, na które amerykańskie społeczeństwo – słusznie lub nie – godziło się przez dziesięciolecia.

Ale globalna katastrofa zdrowotna to nie jest business as usual.

Jak można w sytuacji kryzysowej rozstrzygnąć, czy obecne zyski producentów szczepionek są zbyt wysokie, zbyt niskie, czy w sam raz? Ekonomiści i etycy mogą udzielić wielu odpowiedzi na to pytanie, ale możemy również odpowiedzieć na nie, sięgając do historii.

W szczególności powinniśmy wziąć pod uwagę okres wojen światowych, kiedy to globalne sytuacje kryzysowe wywołały gwałtowną mobilizację przemysłu, dzięki pilnym zamówieniom rządowym na ogromne ilości nowych produktów, w tym amunicji.

W tych kryzysowych warunkach niektóre firmy – jak dziś Moderna czy Pfizer – znalazły się w sytuacji, w której czerpały wysokie zyski z rozpaczliwie poszukiwanych towarów. Zyski te nie umknęły uwadze opinii publicznej: podczas I wojny światowej słowa „profiteer” i „profiteering” (czyli „spekulant” i „spekulacja”) weszły do powszechnego użycia jako określenia nieuprawnionych zysków w czasie kryzysu.

Jak kiedyś reagowano na spekulację

Rząd Stanów Zjednoczonych zareagował na tę sytuację, nakładając surowe ograniczenia na czerpanie zysków przez firmy realizujące duże zamówienia kryzysowe.

W trakcie I wojny światowej wprowadzono nowe podatki od „nadmiernych zysków” i inne specjalne opłaty, które służyły ograniczeniu zysków korporacji.

Podczas II wojny światowej Kongres i władza wykonawcza stworzyły skomplikowany system kontroli zysków, w którym zastosowano wiele nakładających się na siebie narzędzi, w tym kontrolę cen, wysokie podatki dochodowe od osób prawnych, nowe podatki od nadmiernych zysków i „renegocjację” kontraktów.

To ostatnie narzędzie narzucało to, co niektórzy dziś nazywają „clawback” (w Polsce nazwalibyśmy to „domiar” – red.), czyli przymusowy zwrot zysków powyżej poziomu, który władze państwa uznają za akceptowalny.

Zgodnie ze standardami opracowanymi przez władze USA w XX ., dzisiejsze zyski Pfizera i Moderny są bezsprzecznie nadmierne.

W czasie II wojny światowej władze państwowe oczekiwały od większości firm niższych wskaźników zysku do sprzedaży niż te, jakie osiągały przed kryzysem; z reguły oczekiwały, że marże zysku przed opodatkowaniem na sprzedaży nie będą wyższe niż około 10 proc. Ponieważ podatki dochodowe od osób prawnych i podatki od nadwyżki zysków były wysokie, wiele firm, w tym niektóre z najbardziej innowacyjnych i odnoszących sukcesy dostawców dla wojska, takich jak Boeing, miało marże zysku po opodatkowaniu w stosunku do sprzedaży na poziomie około 3 proc.

Firmy, które przed kryzysem były małe i nierentowne, a których działalność była w dużej mierze możliwa dzięki finansowaniu rządowemu – jak na przykład Moderna – podlegały szczególnie ścisłej kontroli i surowym ograniczeniom zysków.

Ale nawet firmy o najbardziej imponujących wynikach finansowych przed kryzysem, takie jak Chrysler i DuPont – czyli takie, jak Pfizer dzisiaj – nie mogły wykorzystać wielkiego skoku przychodów dzięki popytowi wojennemu jako sposobu na zwiększenie swoich zysków w dolarach.

Różnica między dniem dzisiejszym a tamtym jest wyraźna. Dziś, nie regulując zysków ze szczepionek, Kongres milcząco aprobuje astronomiczne zyski firm Pfizer i Moderna, w tym współczynniki zysku po opodatkowaniu do sprzedaży wynoszące 30 proc. lub więcej i roczne zyski w dolarach przekraczające 10 mld dol. na firmę.

Dla kontrastu, w czasie II wojny światowej Kongres i władze wojskowe oczekiwały od producentów, w tym od wiodących firm krajowych, aby marże po opodatkowaniu na sprzedaży utrzymywały się na poziomie jednocyfrowym, a roczne zyski w dolarach ograniczały się do dziesiątek milionów.

Aby posłużyć się skrajnym, ale wymownym przykładem, Boeingowi ograniczono zyski do około 5 mln dol. rocznie, co stanowiło około 1 proc. jego sprzedaży.

Według standardów pokolenia wojennego, zyski Moderny i Pfizera wyglądają na 10 razy większe niż powinny być. Gdybyśmy mogli przenieść wehikułem czasu garstkę umiarkowanych politycznie członków Kongresu i urzędników władzy wykonawczej z lat 40. do dziś, byliby oni przerażeni ostatnimi raportami finansowymi tych firm i nie zawahaliby się nazwać ich spekulantami.

Co można zrobić dzisiaj

Historia sugeruje, że rząd jest w pełni zdolny do skorygowania dzisiejszego problemu spekulacji.

Podobnie jak w przeszłości, Kongres mógłby uchwalić specjalne podatki na ten cel lub zastosować inne środki. Nie muszą to być surowe, uniwersalne zasady, lecz mogą uwzględniać szereg czynników, w tym wyniki przed kryzysem, poziom inwestycji prywatnych przeznaczonych na rozwój szczepionek i nowe projekty badawczo-rozwojowe, zakres pracy pro bono na rzecz klientów globalnych oraz wysokość pomocy rządowej.

Takie subtelności prawdopodobnie faworyzowałyby Pfizera w stosunku do Moderny, która w większym stopniu opierała się na pomocy publicznej, ale zyski obu tych firm zostałyby znacznie ograniczone, co zmniejszyłoby przewagę w zyskach z lat kryzysowych, jaką mają nad konkurentami, którzy zrezygnowali ze znacznych zysków ze sprzedaży szczepionek na COVID-19, takimi jak Johnson & Johnson (a w Europie, AstraZeneca – red.).

Czy ograniczenie zysków ze szczepionek byłoby niebezpieczną, nieamerykańską polityką, która zakłóciłaby obecną produkcję i zdławiła przyszłe innowacje w przemyśle farmaceutycznym i innych sektorach?

Z pewnością firmy Pfizer, Moderna i ich sojusznicy chcieliby, abyśmy uwierzyli, że tak właśnie jest. Faworyzują oni takie rozumienie ludzkiego zachowania, ekonomii i zmian technologicznych, w którym sektor prywatny, napędzany motywem zysku, jest jedynym źródłem innowacji i wzrostu.

Jest wiele powodów, by kwestionować tę egoistyczną narrację, ale jednym z nich jest bilans II wojny światowej. Wówczas duże nakłady inwestycji publicznych i regulacji – w tym ścisłe limity zysków – uzupełniły energiczne działania firm prywatnych w sposób, który podtrzymał szybkie innowacje i udaną mobilizację kryzysową.

Impas w Kongresie może sprawić, że trudno będzie wyobrazić sobie uchwalenie ukierunkowanej ustawy antyspekulacyjnej, która bez wątpienia spotkałaby się ze zdecydowanym oporem lobbystów.

Ale spekulacja nie powinna być obiektem sporów partyjnych, bo jest to raczej kwestia podstawowej sprawiedliwości i zdrowego rozsądku, która powinna być przyjęta przez szerokie grono wyborców i ich przedstawicieli.

Tak było przez większą część ubiegłego wieku, kiedy to spekulacje kryzysowe były powszechnie potępiane przez szeroką koalicję Republikanów i Demokratów oraz media głównego nurtu, a także członków grup weteranów, związków zawodowych i stowarzyszeń biznesowych.

Większości z tych ludzi nie ma już wśród nas, ale możemy się uczyć na ich przykładzie. Czerpanie zysków na koszt ogółu w czasach kryzysu nie jest dziś bardziej akceptowalne niż sto lat temu.

POLITICO.COM

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!