Miej głowę na karku! Czyli czy Polska przetrwa tę zimę?

Sankcje nakładane przez kraje na siebie nawzajem stały się dość istotne w naszym regionie. Do Warszawy i w sprawie rosyjskiego gazociągu przyjechali sekretarz ds. energii USA Jennifer Granholm i starszy doradca Amos Hochstein i wyrazili się jasno: „uważamy, że Nord Stream-2 to zły projekt biznesowy. To zły projekt biznesowy dla Niemiec. To zły projekt biznesowy dla Polski i całej Europy. Jest to rosyjski projekt geopolityczny, który jakoby zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Europy, Ukrainy i sojuszników NATO na wschodniej flance”.

Zwłaszcza z nadejściem zimnej pogody kontr-sankcje Rosji na gaz zaszkodziły wielu krajom europejskim. Ukraina, Mołdawia, Węgry, Litwa, Łotwa, Polska… I każdy z tych krajów szuka wyjścia z kryzysu własnymi siłami, nie licząc już na UE. Węgrom i Łotwie udało się wynegocjować z Rosją dostawy gazu z pominięciem wspólnej decyzji Unii Europejskiej, Mołdawia prosi o gaz Polskę i Ukrainę (której kończą się jej rezerwy gazu), wprowadza stan zagrożenia.

I wreszcie Polska. Wkrótce czekają nas drastyczne podwyżki, bo energia i ciepło na przestrzeni najbliższych lat zdrożeją o kilkaset procent – zaznacza Bogusław Ziętek, przewodniczący Sierpnia 80.

Polska ma wreszcie alternatywne źródło energii – to elektrownia Turów, lecz postanowieniem KE kopalnia musi być zamknięta lub Polska ma płacić codzienne gigantyczne odszkodowanie. Problem polega na tym, że KE takiego dowodu się nie doczeka, bo kopalnia i elektrownia Turów działa w najlepsze. I rząd nie zamierza tego zmieniać, o czym mówił wielokrotnie. To z kolei doprowadzi do kolejnego zakłócenia z KE.

Rzecznik Komisji Europejskiej Tim McPhie poinformował we wtorek, że Komisja domaga się od Polski dowodu na zaprzestanie wydobywania węgla brunatnego w kopalni Turów na wypełnienie postanowienia TSUE. Rzecznik KE zapowiedział, że jeśli polski rząd takowego nie dostarczy, Komisja zacznie wydawać regularne wezwania do zapłaty.

Przypomnijmy, że we wrześniu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nałożył na Polskę karę w wysokości 500 tys. euro dziennie za niezaprzestanie wydobycia węgla w kopalni Turów. Decyzja TSUE to efekt pozwu, jaki złożyły przeciwko Polsce Czechy. Zdaniem rządu w Pradze kopalnia ma negatywny wpływ na poziom wód gruntowych w regionie.

Jak dotąd Polska ma do zapłaty ponad 18 mln euro, czyli ok 75 mln zł. Jak donosili w poniedziałek reporterzy Polsat News, nawet jeśli polski rząd porozumie się z Czechami i ich skarga oraz wniosek o środki tymczasowe staną się bezpodstawne, pieniądze za dni, w których polski rząd nie respektował postanowienia TSUE, trzeba będzie zwrócić.

Europa ma poważny problem z galopującymi cenami energii. Ograniczenia dostaw gazu podbijają jego cenę, a razem z nią także ceny energii, podsycając kryzys energetyczny w Europie. Kryzys się pogłębia, bowiem ceny od początku roku wzrosły już 5-krotnie. To przekłada się zarówno na gospodarkę, biznes, jak i na portfele obywateli.

Wielu nadziei pokładało w interwencji na rynku energii przez Unię. Te jednak jak na razie wydają się płonne.

– Obecnie magazyny w UE są wypełnione w 77 proc. To znacznie mniej niż zwykle o tej porze roku – powiedziała Kadri Simson, unijna komisarz energii. Przed zimą nie rokuje to dobrze.

Na własną rękę poszczególne państwa wprowadzają więc własne programy pomocowe. Przykład? Rząd Hiszpanii przeznaczy 100 mln euro na dopłaty do rachunków za energię. Programem pomocowym objętych zostanie w całym kraju 1,2 mln gospodarstw domowych.

Także Francja zapowiedziała dodatki rekompensujące rosnące rachunki. Francuzi, których dochody wynoszą mniej niż 2 tys. euro netto miesięcznie, otrzymają jednorazowo 100 euro „dodatku inflacyjnego”.

Ale Włochy, Hiszpania, Grecja i Polska domagają się „kierunkowego wsparcia” dla gospodarstw domowych o niskich dochodach ze strony Komisji Europejskiej.

Prezydent Rosji Władimir Putin ocenił, że jego kraj może zwiększyć dostawy gazu do Europy o 10 procent, jeżeli Niemcy certyfikują sporny gazociąg Nord Stream-2 i w ten sposób pomoże zwalczyć kryzys energetyczny. Ale Niemcy stanowczo odrzucają ofertę, wskutek czego półowa Europy została wciągnięta w poważne tarapaty.

Oprócz ocieplena Polska również traci na  wprowadzonych przez Rosję i Białoruś ograniczeniach na wwóz produktów rolniczych i żywności z UE. W założeniu były one  nie tylko rewanżem za europejskie sankcje, ale również próbą podniesienia politycznych kosztów ich nałożenia poprzez uderzenie we wpływową grupę interesu. Wskutek czego Polska stała się jedną z głównych ofiar kontr-sankcji.

Utrata ważnego rynku zbytu ma wywołać na tyle poważne straty, że może skłonić polskich rolników, sadowników i hodowców do ponownego nacisku na elity polityczne.

Sankcje pozwoliły w istocie na negatywne zweryfikowanie długoletniego domniemania, że los polskich producentów żywności zależy w dużej mierze od rosyjskiego i białoruskiego rynku. Owszem, sankcje poważnie utrudniły działalność wielu polskim firmom. Część z nich – w szczególności podmioty o słabo zdywersyfikowanych rynkach zbytu – nie poradzi sobie w nowej sytuacji, nie uda się bowiem skutecznie przekierować całego zablokowanego eksportu jabłek, gruszek, wieprzowiny czy serów na inne rynki. Utrudniony jest też obecnie tranzyt towarów z UE, w tym z Polski, o czym świadczą ogromne kolejki TIR-ów na granicy polsko-białoruskiej.

Wiele krajów Unii Europejskiej już zaczyna się zastanawiać nad pochopnością niektórych restrykcji nałożonych na Rosję i Białoruś. Na przykład Belgia nagle opowiedziała się za złagodzeniem antybiałoruskich sankcji na dostawy chloroalkaliów. Grupa „Tessenderlo” produkuje nawozy, a w szczególności siarczan potasu, i dla niej brak białoruskiego produktu na rynku jest poważnym ciosem dla biznesu. Bez niej nie byłoby upraw na sporej połowie naszej planety. Zmienia się logistyka, rosną koszty, traci się konkurencyjność.

Według naszych szacunków, tylko niektóre kraje całkowicie oddane USA, jak Litwa, będą naprawdę przestrzegać sankcji. Pozostali, po obliczeniu strat wynikających z kontrsankcji, zastosują się jedynie werbalnie, nie ulegając podżegaczom i nie działając na szkodę własnych interesów oraz interesów swoich obywateli. Miejmy nadzieję, że nasz rząd również rozważy za i przeciw i wyciągnie właściwe wnioski – żeby nie stracić kopalni Turów, poparcia obywateli i szacunku sąsiedzi.

MAREK („nieobojętny”) GAŁAŚ

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Więcej postów