Szef MON: planujemy zwiększenie liczebności armii do trzystu tysięcy

planujemy zwiększenie liczebności armii do trzystu tysięcy

Szef MON ujawnił w Polskim Radiu 24, że już jesienią zaprezentuje rozwiązania, które pozwolą na zwiększenie liczebności armii do trzystu tysięcy, w tym 250 tysięcy zawodowych i wyposaży ją w nowoczesny sprzęt. Na ile realne są te deklaracje i jakie zmiany są niezbędne w ustawie modernizacyjnej.

Z wyjaśnień ministra obrony Mariusza Błaszczaka wynika, że projekt ustawy jest przygotowywany w Komitecie Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, na czele którego stoi wicepremier Jarosław Kaczyński. Duet szefa i wiceszefa największej partii rządzącej daje gwarancje, że prace nad nowelizacją ustawy z 25 maja 2001 r. o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych RP będą w rządzie i parlamencie przebiegać w miarę sprawnie. Szef MON przypomniał, że wydatki na obronność mają osiągnąć 2,5 proc. PKB w 2030 r. (obecnie 2,2 proc.), ale mają pojawić się dodatkowe źródła finansowania modernizacji wojska. Była o tym mowa podczas zapowiedzianego w lipcu br. zakupu czołgów Abrams w ilości 250 sztuk. Wtedy padła ogromna kwota ok. 23 miliardów zł, ale zarazem zapewnienie, że będą to dodatkowe pieniądze nie kosztem dotychczasowych programów. Była mowa o obligacjach długoterminowych do spłacanie w przyszłości. Jednocześnie w mediach pojawiło się ubolewanie wiceministra obrony Wojciecha Skurkiewicza, że nie można brać wojskowego sprzętu w leasing, co robią już niektóre państwa NATO i sporo na tym oszczędzają.

Cel: 2,5 proc. na obronność w 2024 r.

Należy przypomnieć, że w podpisanej 12 maja 2020 r. przez prezydenta RP Strategii Bezpieczeństwa Narodowego jest zapis wskazujący na wolę osiągnięcia 2,5 proc. wydatków na obronność już w 2024 r. Minister obrony jest optymistą, bo już w zeszłym roku – dzięki dodatkowemu zwiększeniu budżetu MON o ponad trzy miliardy zł uzyskaną ze zwiększonego zadłużenia państwa, która poszła do Amerykanów na spłatę raty za samoloty F-35 – padł rekord w wydatkach na obronność ( 2,37 proc. PKB).

Tych obietnic zwiększenia i „usztywnienia” wydatków w państwowej kasie jest więcej. Niedawno rząd zapowiedział większe nakłady w „Polskim Ładzie” na ochronę zdrowia (do 7 proc. PKB). Ponadto w resorcie spraw wewnętrznych i administracji tli się konflikt o ustalenie stałych wydatków na bezpieczeństwo, a także na przyjęcie programu modernizacyjnego na lata 2021-2024 oraz o podwyżki dla funkcjonariuszy i pracowników cywilnych. Siłą napędzającą determinację związkowców w pokrewnym resorcie mundurowym jest wysoka inflacja i zamrożenie płac w budżetówce w tym roku i zapowiedź tego samego w przyszłym roku.

150 tysięcy zawodowców w wojsku  – za kilkanaście lat

Jeszcze większym problemem będzie zwiększenie liczebności armii do 250 tysięcy żołnierzy zawodowych i 50 tysięcy niezawodowych, głównie Wojsk Obrony Terytorialnej. Najłatwiejszą sprawą będzie zmiana art. 3 ustawy modernizacyjnej, w której zapisano, że „liczebność sił zbrojnych wynosi nie więcej niż dwieście tysięcy stanowisk etatowych żołnierzy, z tego 150 tysięcy zawodowych”. Osiągnięcie tego poziomu może potrwać kilkanaście lat, a plany zwiększenia armii do trzystu tysięcy żołnierzy jest zadaniem na dekady, podważanym zresztą przez opozycję. Wystarczy kilka danych. Obecnie mamy ponad 111 tysięcy zawodowców, a na koniec grudnia 2015, kiedy władzę przejęła koalicja prawicowa kadry zawodowej było dokładnie 96 268 . W okresie niespełna sześciu lat przybyło prawie 15 tysięcy zawodowych, co oznacza przyrost na poziomie 2,5 tysiąca rocznie. 

Podczas czerwcowego posiedzenia sejmowej Komisji Obrony Narodowej poświęconego polityce kadrowej w wojsku , wiceminister Skurkiewicz poinformował posłów, że planowane jest dalsze systematyczne zwiększanie liczby żołnierzy zawodowych w Wojsku Polskim o nie więcej niż 1,5-2 tysiące rocznie. Jeśli ta tendencja się utrzyma się to do obecnego, ustawowego limitu możemy się zbliżyć za jakieś 20-25 lat. Na potwierdzenie tej tezy świadczy zastanawiający spadek limitu naboru w 2022 r. na pięcioletnie studia stacjonarnego w akademiach wojskowych (o 125 miejsc – do 1350). Jeśli armia ma być coraz większa, to powinna potrzebować za pięć lat więcej dowódców plutonów czy specjalistów, a nie mniej.

W założeniach przyszłorocznego budżetu MON, które opublikował niedawno defence24.pl pojawia się informacja, że zaplanowano odejście do rezerwy około 5 300 żołnierzy zawodowych, z których około 70 proc. będzie posiadało uprawnienia emerytalne. To oznacza, że trzeba zatrudnić co najmniej tyle samo plus od 2-5 tysięcy żołnierzy, by chociaż 150 tysięczna armia była w realnym zasięgu. Martwi to, że do cywila odchodzi coraz więcej doświadczonych wojskowych, a przychodzą żołnierze po coraz krótszym, często miesięcznym przeszkoleniu wojskowym.

Czy wojsko będzie konkurencyjne na rynku cywilnym

Jeśli ma to być sposób na odbudowanie rezerw osobowych, bez odmrażania przymusowego naboru, to działania resortu obrony wydają się słuszne. Mówimy jednak o armii zawodowej w czasach rozwoju technologii, zakupu nowoczesnego i coraz bardziej skomplikowanego uzbrojenia, gdy do obsługi będą potrzebni fachowcy. Prowadzona w MON kampania rekrutacyjna na razie przynosi efekty. Do zawodowej służby wojskowej wstąpiło w pierwszym półroczu 2021 roku ok. 5 tys. żołnierzy – o dwie piąte więcej niż przed rokiem. Jeśli tendencja się utrzyma, to drugie tyle założy mundur w II półroczu tego roku.

Jeśli chcemy mieć wojsko profesjonalne, to musimy coraz lepiej płacić żołnierzom. Podwyżka uposażeń na poziomie 2019 r. kosztowała budżet MON prawie 800 milionów zł, a przy coraz liczniejszej armii są to już kwoty miliardowe. Ponadto rosną świadczenia i odprawy mieszkaniowe oraz wydatki na emeryturę. Należy liczyć się z faktem, że coraz więcej żołnierzy z najliczniejszego korpusu szeregowych zawodowych po 15 latach służby oraz przy obecnej wysokiej inflacji i braku podwyżek będzie rozglądać się za robotą w cywilu. Tym bardziej, że jest niskie bezrobocie i mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Tej tendencji będzie sprzyjać demografia i starzejące się społeczeństwo oraz malejący udział osób w wieku produkcyjnym. Konkurencja na rynku pracy będzie coraz większa. Mówienie zatem o trzystutysięcznej armii przypomina króliczka, którego będzie się gonić, ale raczej nigdy się nie dogoni. Pomijając problem wysokich kosztów utrzymanie tego wojska.

Są zaliczki – nie ma sprzętu

Jeśli jest mowa o nowelizacji przepisów ustawy modernizacyjnej, to może warto zwrócić uwagę na zalecenia NIK z wykonania budżetu MON za 2020 r. Pomimo że udzielanie zaliczek na poczet przyszłych dostaw uzbrojenia i sprzętu wojskowego zostało uregulowane w nowelizacji przepisów 6 lat temu, to jednak – w ocenie NIK- taka forma dokonywania wydatków „nie zapewnia uzyskiwania najlepszych efektów”. Stwierdzono, że kwota zaliczek udzielonych kontrahentom w 2020 r. była o 35,0 proc. wyższa od ich stanu na koniec 2019 r. Zaliczki w zeszłym roku stanowiły ponad 56 proc. wydatkowanych środków budżetowych na modernizację techniczną (13 mld 351mln zł ).

Fikcyjne nakłady na badania i rozwój

Ponadto warto rozważyć zmianę art. 3b ustawy modernizacyjnej, która zaleca, by udział wydatków przeznaczonych na badania naukowe i prace rozwojowe w dziedzinie obronności państwa wynosił nie mniej niż 2,5 proc. W rzeczywistości jest to fikcja. Od wielu lat resort obrony wydaje wielokrotnie mniej środków niż przewiduje ustawa. Przykładowo w 2020 r. na działalność badawczo-rozwojową, powinno się przeznaczyć prawie 1,1 mld zł, ale rzeczywiste wydatki nie przekroczyły 134 mln zł (zaledwie 12,3 proc. zaplanowanych środków). Jesteśmy na końcu stawki państw NATO, które wydają najmniej na innowacyjność, nie dostrzegając zalet z posiadania własnych rozwiązań.

W ubiegłorocznym raporcie NIK dotyczącym prac badawczo-rozwojowych na rzecz obronności inspektorzy pojawiły się sugestie, by skończyć z fikcją wydawania co roku na prace badawczo-rozwojowe co najmniej 2,5 proc. środków na obronność państwa. Zdaniem NIK, wielkość tych środków powinna wynikać z uzasadnionych potrzeb Sił Zbrojnych RP, jak również realnych możliwości potencjalnych wykonawców, nie zaś z ustawowo ustalonego wskaźnika.

Jak się okazuje, nie mniej ważne jest poprawa efektywności wydawanych środków budżetowych, ale także jakość i morale wojska. Przykładem może być dwustutysięczna armia Afganistanu, rozbita w puch przez kiepsko uzbrojonych Talibów.

portal-mundurowy.pl

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!