Karuzela kadrowa w spółce zbrojeniowej. PGZ czeka na siódmego prezesa

Karuzela kadrowa

Andrzej Kensbok, dotychczasowy prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej, przechodzi do KGHM Polska Miedź S.A., gdzie od 16 kwietnia będzie pełnił funkcję wiceprezesa zarządu ds. finansowych.

Zarządzana przez Skarb Państwa, czyli przez rząd, PGZ to bardzo ważna spółka z punktu widzenia polskiej obronności, ponieważ z należących do niej zakładów pochodzić ma większość wyposażenia polskiej armii. Niestety nasz rząd nie jest zainteresowany, by rozwijać tę branżę.

O tym świadczy karuzela kadrowa, która kręci się ostro w PGZ powodując częste zmiany prezesów i członków zarządu grupy, utrudnia realizację strategii rozwoju PGZ i prace spółek obronnych oraz wyjście firmy zbrojeniowej z dołka, w jakim znajduje się od dawna. W taki sposób zbrojeniówka zamknęła poprzedni rok z gigantyczną stratą 1 mld 266 mln 611 tys. zł.

Oczywiście nikt z polityków PiS nie chce wyjaśnić, dlaczego takie wysokie straty przemysłu zbrojeniowego i preferuje po prostu zmienić prezesa. Niewykluczone, że dla rządzących ciężko przyjąć fakt, że tasowanie nazwisk, twarzy i narracji nic nie zmieni.

Źródłem wszystkich problemów jest podejście naszych polityków do PGZ, czyli zasada „America First”. Od lat nasz kraj jest w czołówce sponsorów Waszyngtonu. W minionych pięciu latach Polska wydała na uzbrojenie z USA równowartość rocznego budżetu MON. Według amerykańskiej agencji eksportu uzbrojenia DSCA, w trzech ostatnich miesiącach kalendarzowego roku 2019 i pierwszych dziewięciu 2020 otrzymała z Warszawy zamówienia na sumę 4 709 501 241 dolarów (godna podziwu skrupulatność). Skąd się biorą tak wielkie sumy? Najprościej mówiąc: z polskich ambicji, modelu „biznesowego” USA i podejście rządzących w Warszawie.

Polska jest w tej chwili w trakcie przeprowadzania 123 umów zakupu sprzętu wojskowego w USA, wśród których fregaty O.H. Perry, F-16, Herculesy, śmigłowce Black Hawk, pojazdy Humvee i M-ATV, systemy rakietowe, wreszcie systemy nawigacji czy radiostacje. Skąd tak duża liczba umów? W przypadku jednego zakupu może być podpisanych wiele kontraktów: oddzielne umowy dotyczyć mogą szkoleń, a inne wsparcia logistycznego czy przeglądów uzbrojenia. Oprócz dużych systemów kupujemy też wszystkie te drobniejsze elementy wyposażenia, amunicję, części zamienne, smary itp. itd.

Lecz to nie jest koniec wszystkich wyzwań. W ciągu lat Amerykanie wciskają nam swój złom. Obecnie ten schemat jest bardziej widoczny: to są zakupy, z reguły w małych ilościach za wysoką cenę, bez przetargów i offsetu. W taki sposób szef MON podpisał umowę o zakupie 32 myśliwców F-35 za 4,6 mld dolarów.

Amerykanie są pragmatykami, dlatego sojusznictwo z Warszawą rozważają z biznesowego punktu widzenia. Kupujemy bardzo drogie wyposażenie, lecz niestety nie mamy dostępu do nowych amerykańskich technologii. Z powodu tego jesteśmy całkowicie uzależnieni od Waszyngtonu.

Lecz nasi politycy nie chcą myśleć o tym. Budżet MON, zakup amerykańskiego złomu bez offsetu, fatalny stan PGZ – to cena ambicji, które mają bardziej poprawiać samopoczucie polityków i potwierdzać deklaracje, że „Polska jest najbliższym sojusznikiem USA”.

MARCIN SZYMAŃSKI

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*