Ochroniarz prezydentówny to nie taksówkarz! Specjalista łapie się za głowę

Ochroniarz prezydentówny to nie taksówkarz

Ochroniarz nie powinien z niej spuszczać wzroku, a zamiast tego wozi ją jak taksówkarz. Szef ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (67 l.) łapie się za głowę, gdy widzi, jak chroniona jest córka prezydenta Andrzeja Dudy. – Jeśli tak to wygląda, to jest to pseudoochrona – mówi.

Poniedziałek, godz. 9.00. Pod jedną z renomowanych kancelarii adwokackich podjeżdża czarny volkswagen. Po chwili brodaty mężczyzna z kaburą przy pasie wysiada z samochodu i otwiera drzwi najważniejszej pasażerce tego samochodu. Ochroniarz odprowadza Kingę Dudę (26 l.) wzrokiem, patrzy, jak idzie do pracy, a potem wsiada do auta i… jak gdyby nigdy nic… odjeżdża. Przez następnych kilka godzin córka prezydenta nie ma przy sobie ochrony!

Czarna limuzyna i uzbrojony postawny ochroniarz SOP. Wygląda to profesjonalnie, ale w oczach eksperta to jakieś nieporozumienie.

– To niebezpieczna niekonsekwencja ochrony! – alarmuje Jerzy Dziewulski (78 l.), szef ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (67 l.). I dodaje, że ochrona Kingi Dudy powinna być szczelna. – To nie powinna być część systemu polegająca na tym, że ktoś kogoś podwozi. To wówczas rodzaj pseudoochrony. Z drugiej strony zawsze przyjemnie jest podjechać do miejsca pracy elegancką limuzyną – mówi nam były antyterrorysta.

O komentarz do tej sytuacji Fakt poprosił służbę, ale ta odmówiła, zasłaniając się tajemnicą.

Jak mówi Faktowi Jerzy Dziewulski (78 l.), szef ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (67 l.), jego córka Aleksandra (40 l.) z dużym dystansem i niechęcią podchodziła do obstawy.

– Prosiła ojca, by nie dawać przysługującej jej ochrony. Zastosowano więc wobec niej ogólny nadzór nad środowiskiem studenckim, w którym studiowała – opowiada Dziewulski.

Współpracownik byłego prezydenta zastrzega przy tym, że nie była to szczelna ochrona, ale też nie było to podwożenie do pracy czy na prywatne aktywności pani Aleksandry.

Rodzina kolejnego byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego (69 l.) nie pojawiała się na oficjalnych uroczystościach z prezydentem. Okazuje się również, że bliscy prezydenta nie korzystali z przywileju, jakim jest ochrona funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu (tak wtedy nazywał się SOP – red.). Jak mówi nam prof. Tomasz Nałęcz (72 l.), szef doradców prezydenta Bronisława Komorowskiego (69 l.) dzieci ówczesnej głowy państwa nie chciały, by za ich plecami stał uzbrojony ochroniarz.

– Prowadziły własne życie. Zależało im na prywatności, dlatego nie stosowano tego rozwiązania – zdradził Faktowi Nałęcz.

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!