Rodzina organizatora słynnej orgii w Brukseli zabiera głos. „Chyba coś mu odbiło”

Organizator gejowskiej orgii w Brukseli, podający się za Davida Manzheleya to tak naprawdę Przemysław P., pochodzący z Wadowic syn emerytowanego policjanta i wnuk popularnego piekarza i cukiernika. Rodzina mężczyzny, poszukiwanego przez małopolską policję, w rozmowie z portalem wadowice.naszemiasto.pl przyznaje, że Przemek już wcześniej sprawiał wiele problemów i od lat nie ma z nim kontaktu. – Potem mu chyba coś odbiło, bo za dobrze go traktowaliśmy – mówi Stanisław Zguda, jego dziadek.

Kilka dni temu  opublikowaliśmy w Onecie opowieść Davida Manzheleya  , gospodarza gejowskiej seksimprezy w Brukseli, w której uczestniczył węgierski europoseł Jozsef Szajer. Manzheley twierdzi, że regularnie organizuje tego typu orgie, a uczestniczą w nich osoby publiczne z wielu krajów, w tym politycy PiS.

Tymczasem  okazało się, że wadowicka policja od 2019 r. poszukuje   osoby o niemal identycznym imieniu i nazwisku – Dawida Manzheleya. Mężczyzna jest podejrzany o oszustwo i według policyjnych danych był zameldowany w Wadowicach.

Onet dotarł do źródeł w Polsce, które znają poszukiwanego Dawida Manzheleya. Potwierdzają one, że jest to ten sam mężczyzna, który był organizatorem seksimprezy z udziałem węgierskiego europosła w Brukseli. Z naszych informacji wynika, że jest poszukiwany w Polsce przez komorników, a w jego sprawach toczy się kilkanaście postępowań w krakowskich sądach. Nie skończył nawet liceum wbrew podawanym przez niego informacjom, że zrobił w Belgii doktorat z ekonomii.

Sam Manzheley w rozmowie z nami zaprzeczał wcześniej, że to on jest poszukiwaną osobą. Twierdził, że był w Polsce w ostatnich latach tylko dwukrotnie – w 2011 i 2013 r. w Konstancinie, gdzie odwiedzał znajomych.

  Reszta tekstu pod materiałem wideo.  

Rozmówcy Onetu potwierdzają, że z poszukiwanym mężczyzną nie mają kontaktu od lat, a on sam przysporzył rodzinie wiele kłopotów. Informacje te potwierdza także dziadek Davida Manzheleya w rozmowie z portalem wadowice.naszemiasto.pl. Co więcej, okazuje się, że organizator głośnej orgii w Brukseli tak naprawdę ma na imię Przemysław i jest synem emerytowanego policjanta i wnukiem znanego wadowickiego cukiernika.

– Tak, to on! Poznaliśmy go od razu, jak zobaczyliśmy twarz w wiadomościach. Nie dość, że ukrywał przed nami, że jest gejem, to jeszcze na dodatek przybrał fałszywe nazwisko. Naprawdę na imię ma Przemek – mówi portalowi wadowice.naszemiasto.pl Stanisław Zguda, dziadek mężczyzny podającego się za Davida Manzheleya.

Stanisław Zguda to właściciel sieci piekarni znanej w Wadowicach i Krakowie. – Ludzie mnie znają i szanują, dlatego to, co wyprawia mój wnuk, nie powinno mi zaszkodzić. Nie mam nic do ukrycia – mówi Zguda.

Z opowieści Stanisława Zgudy wynika, że w młodości Przemysław był ulubieńcem rodziny, która chciała zapewnić mu dobrą przyszłość, jednak już jako nastolatek zaczął sprawiać problemu. Najświeższa afera załamała jego ojca, który jest znanym w Wadowicach emerytowanym policjantem.

– Był oczkiem w głowie mojej świętej pamięci pierwszej żony. Uczył się w szkole przy ulicy Wojska Polskiego. Potem mu chyba coś odbiło, bo za dobrze go traktowaliśmy. Miał wszystko, co chciał. Mógł przejąć po mnie piekarnię, ale w wieku 16 lat podrobił pieczątkę i bez mojej zgody zwalniał pracowników. Potem było coraz gorzej – mówi na łamach wadowice.naszemiasto.pl Zguda.

– Szkoły nie skończył. Wpadł w złe towarzystwo. Dostał majątek, który przepuścił, a mimo to nadal sądził się z nami o spadek. Teraz widzę, jak w telewizji kłamie dziennikarzom w żywe oczy, że on to nie on. Jego ojciec, znany w Wadowicach emerytowany policjant, jest załamany tym, co się teraz dzieje i całą tą aferę z orgią – dodaje dziadek mężczyzny podającego się za Davida Manzheleya.

W poniedziałek media na całym świecie obiegła informacja o piątkowej interwencji policji na  gejowskiej seksimprezie w stolicy Belgii  . Funkcjonariusze, którzy przybyli na miejsce w związku z łamaniem przez zgromadzonych koronawirusowych restrykcji, odkryli, że wśród gości jest węgierski  eurodeputowany Fideszu Jozsef Szajer  . Konserwatywny polityk zrezygnował ze stanowiska i członkostwa w partii w atmosferze obyczajowego skandalu.

– To, co zrobił nasz przedstawiciel József Szájer, nie mieści się w systemie wartości naszej wspólnoty partyjnej. Nie zapomnimy o 30 latach jego pracy i nie wyprzemy się jej, ale jego czyn jest nie do przyjęcia i nie do obrony” – powiedział Viktor Orban dziennikowi „Magyar Nemzet” przez telefon w przerwie posiedzenia rządu.

Szájer, jeden z założycieli Fideszu, wydał oświadczenie, w którym przyznał się do uczestnictwa w spotkaniu. „Przepraszam moją rodzinę, moich kolegów, moich wyborców. Proszę, aby ocenili mój błąd na tle 30 lat poświęcenia i ciężkiej pracy. Błąd jest ściśle osobisty, jestem jedynym, który ponosi za niego odpowiedzialność” – zaznaczył.

Węgierska Partia Socjalistyczna w reakcji na te wydarzenia oświadczyła, że Fidesz nie ma podstaw moralnych, by mówić, jak mają żyć węgierskie rodziny, powinien skończyć z hipokryzją i zostawić w spokoju życie prywatne Węgrów.

Szájer od 1990 do 2004 r. sprawował mandat posła do węgierskiego Zgromadzenia Narodowego. Był m.in. przewodniczącym klubu parlamentarnego Fideszu (1994–2002) i wiceprzewodniczącym parlamentu (2002–2004). Od 1998 do 2002 r. kierował węgierskim komitetem integracji europejskiej. W 2000 r. wszedł w skład władz Europejskiej Partii Ludowej. W europarlamencie zasiadał nieprzerwanie od 2004 r.

 Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści. 

źródła: Onet/wadowice.naszemiasto.pl

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*