Prokuratura wycofuje akt oskarżenia wobec Rutkowskiego. Ofiara jego działań: to skandal

Prokuratura Regionalna w Łodzi nakazała wycofać akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi Rutkowskiemu dotyczący prowadzenia przez niego działalności detektywistycznej bez licencji. Według portalu reprezentującego byłego detektywa nastąpiło to po interwencji ministra sprawiedliwości. – Pokrzywdzeni ludzie są zbulwersowani pracą prokuratury – powiedziała kobieta uznająca się za ofiarę działań Rutkowskiego.

Rano 29 września na należącym do żony Krzysztofa Rutkowskiego portalu patriot24.net pojawiła się informacja, że były detektyw nie stanie przed sądem. Jak podał portal, „Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny nakazał zweryfikowanie aktu oskarżenia wobec Krzysztofa Rutkowskiego” dotyczącego jego nielegalnej działalności detektywistycznej, a następnie prokuratura w Łodzi nakazała wycofać z sądu ten akt oskarżenia.

Choć Rutkowski informuje od wczoraj o nakazie wycofania aktu oskarżenia, a Prokuratura Krajowa potwierdziła Onetowi ten fakt, Prokuratura Rejonowa z Łodzi, która skierowała go do sądu, do dziś nie ma żadnej informacji na ten temat.

3 września informowaliśmy, że Prokuratura Okręgowa Łódź-Polesie skierowała do sądu akt oskarżenia wobec Rutkowskiego. Chodziło o prowadzenie działalności detektywistycznej bez wymaganej licencji, za co grozi kara pozbawienia wolności do dwóch lat. Zarzut związany był ze zdarzeniem z kwietnia 2019 roku, kiedy Rutkowski miał śledzić i zatrzymać Wiolettę J., którą oskarża on o podawanie się za sędzię łódzkiego sądu oraz wyłudzanie pieniędzy.

Początkowo Rutkowski tłumaczył w prasie, że dokonał ujęcia obywatelskiego. Jednak zgodnie z art. 243 kodeksu postępowania karnego takie ujęcie polega na zatrzymaniu kogoś „na gorącym uczynku przestępstwa lub w pościgu podjętym bezpośrednio po popełnieniu przestępstwa, jeżeli zachodzi obawa ukrycia się tej osoby lub nie można ustalić jej tożsamości”. Tymczasem Wioletta J. została zatrzymana pod własnym domem.

W rozmowie z Onetem Rutkowski stwierdził, że tak naprawdę chodziło nie o zatrzymanie, a wskazanie obywatelskie. – Oszustka, która wyłudzała pieniądze, została przez nas wskazana, nie zatrzymana – podkreślił. – My nie zakładaliśmy tej kobiecie kajdanek, nie robiliśmy nic, co byłoby zabronione. Jechaliśmy za tą kobietą i o każdym naszym ruchu informowaliśmy policję. Było kilkanaście połączeń z komendą wojewódzką, złożyliśmy w tej sprawie podziękowania dla oficera dyżurnego KWP Łódź. W momencie, kiedy się włączył trzeci komisariat komendy miejskiej policji, nastąpił spadek profesjonalizmu. A później dla policji zrobił się obciach, że znów Rutkowski wskazuje oszustkę, a łódzka policja nie była wcześniej zainteresowana przyjęciem zawiadomienia od pokrzywdzonej osoby, której my pomogliśmy. Państwo nie ma monopolu na ściganie przestępców, o czym każdy sędzia, policjant, prokurator doskonale wie – dodał Rutkowski.

Zupełnie inaczej wspomina tamto zdarzenie Wioletta J.: – Podjeżdżałam właśnie pod swój dom. W moim aucie znajdował się jeszcze mój młodszy 14-letni syn oraz znajomy. Zajechały nam drogę dwa auta, w których znajdowało się trzech mężczyzn. Z jednego z nich wyskoczył Krzysztof Rutkowski, otworzył moje drzwi, zaczął mnie szarpać i wyciągać z auta. Powiedział: „Jestem detektyw Rutkowski, jest pani zatrzymana!”. Ja się przestraszyłam, bo miałam w samochodzie dziecko. Nie dałam się wyciągnąć z auta – powiedziała Onetowi.

Kobieta choruje na astmę oskrzelową i szereg współistniejących chorób. W trakcie całego zdarzenia zaczęła czuć się źle. Z miejsca zdarzenia zabrała ją karetka pogotowia. W szpitalu spędziła pięć dni.

Rutkowski twierdzi, że kobieta, podając się za sędzię, wyłudziła pieniądze od wielu osób. Wioletta J. mówi, że są to pomówienia, a jako jedyny rzekomo poszkodowany w sprawie występuje mężczyzna o podejrzanej przeszłości. – Ten pan miał sprawę karną w Sądzie Okręgowym w Łodzi o kierownictwo sprawcze w wyłudzeniu pieniędzy i przez dwa i pół roku siedział w areszcie. Z takimi właśnie ludźmi współpracuje detektyw Rutkowski. Jeśli chodzi o moją sprawę, to od chwili złożenia zeznań nic się w niej nie dzieje Jest to jedyna sprawa, która się wobec mnie toczy – powiedziała Onetowi Wioletta J.

Według naszych informacji, o nakazie wycofania z sądu aktu oskarżenia wobec Krzysztofa Rutkowskiego wie już wiele instytucji, ale nie ta, która skierowała do sądu akt oskarżenia, czyli Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie.

Z rana 29 września informował o nakazie portal żony Rutkowskiego, a po południu tego samego dnia tę informację potwierdziła w mailu do nas Prokuratura Krajowa: „Analiza wykazała, że materiał dowodowy zebrany w tej sprawie jest niepełny i nie pozwala na jednoznaczne stwierdzenie czy zaistniało przestępstwo wskazane w akcie oskarżenia. Prokuratura Regionalna w Łodzi poleciła Prokuraturze Rejonowej Łódź – Polesie wystąpienie do Sądu z wnioskiem o zwrot akt sprawy Prokuraturze celem uzupełniania materiału dowodowego i podjęcie na jego podstawie decyzji procesowej”.

Kiedy jednak zadzwoniliśmy do Prokuratury Rejonowej Łódź-Polesie, która skierowała do sądu akt oskarżenia, okazało się, że tam nic nie wiedzą o tej decyzji. – Prokuratura Regionalna faktycznie kontrolowała akta sprawy, w której sporządziliśmy akt oskarżenia i został on wysłany do sądu. Do dzisiaj żadnej oficjalnej informacji z Prokuratury Regionalnej nie otrzymałam – powiedziała nam prokurator Marta Stachowiak-Klimaszewska.

Specjalista z zakresu prawa krytycznie odnosi się do tego rodzaju praktyk: – Sytuacja jest o tyle niekomfortowa dla wymiaru sprawiedliwości, że prokurator, który prowadził postępowanie przygotowawcze i skierował akt oskarżenia, został postawiony w sytuacji, która może podważać wiarygodność całego systemu oraz zasadę niezależności prokuratury w demokratycznym państwie prawa – powiedział nam Konrad Orlik, partner zarządzający kancelarii Orlik

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*