Bez rozwoju potencjału Marynarki Wojennej rozwój gospodarczy w wielu krajach byłby niemożliwy

Marynarka Wojenna jest tym rodzajem sił zbrojnych, który pośrednio zarabia na własne utrzymanie, pod warunkiem, że jest systematycznie używana, a nie przetrzymywana w bazie, w oczekiwaniu na wojnę.

Zacznijmy od ciekawego przykładu uzależnienia rozwoju gospodarczego naszego zachodniego sąsiada, to jest Niemiec od potencjału ich własnych Sił Morskich.

Dwa najważniejsze kierunki eksportowe dla Niemiec to USA i Chiny. Dwa najważniejsze kierunki importowe to Rosja jeśli chodzi o gaz i Zatoka Arabska jeśli chodzi o ropę. Trzy na cztery wymagają swobodnego i bezpiecznego dostępu do szlaków żeglugowych.

Polska perspektywa morska i ekonomiczna jest w dużej mierze skrzywiona doświadczeniami ostatnich kilkudziesięciu lat. Najpierw przez 50 lat handlowaliśmy w obrębie socjalistycznego RWPG aby potem przejść na rynek Unii Europejskiej, przy czym oba obszary zawierają się w europejskich masach lądowych.

Tymczasem Niemcy już dawno temu dostrzegli, że aby rozwijać się ekonomicznie wymiana handlowa wewnątrz Unii nie wystarczy. Obecnie gospodarka Niemiec odpowiada za jedną piątą całego eksportu UE do USA i niemal 50% eksportu UE do Chin.

Dlatego przytoczmy wypowiedź Szefa Sztabu MW RFN wiceadmirała Andreasa Krause (“Capability Profile of the Armed Forces, until 2031 (www.defensenews.com, 02.12.2019)).

Niemiecka strefa zainteresowania w domenie morskiej rozciąga się od północnej flanki (Atlantyk Północny, Morze Północne i Bałtyckie) w dół, na południe po Morze Śródziemne, a następnie rozciąga się do szeroko pojętego obszaru Oceanu Indyjskiego.

Chociaż Północny Atlantyk, Morze Północne i Bałtyckie pozostają obszarami szczególnego zainteresowania ze względu na bezpieczeństwo narodowe i zobowiązania sojusznicze wobec NATO i UE to swobodne i bezpieczne szlaki żeglugi morskiej mają życiowe znaczenie dla interesu Niemiec jako narodu zaangażowanego w światową wymianę handlową.

Najważniejsze szlaki morskie biegną przez Morze Śródziemne, wzdłuż Półwyspu Arabskiego i dalej wodami Oceanu Indyjskiego. Dlatego, Niemcy mają żywotny interes w utrzymaniu stabilności w rejonie styku Oceanu Indyjskiego i Spokojnego.

Intencją MW Niemiec jest utrzymywanie fregaty w tym rejonie celem podkreślenia i widocznego zademonstrowania niemieckich interesów w tym regionie, a także rozwijania praktycznej współpracy.

Marynarka Wojenna RFN będzie, każdego roku,  wprowadzać do służby co najmniej jeden bojowy okręt nawodny lub podwodny aż do roku 2030. Wśród nowo wprowadzanych jednostek będą fregaty typu F125 oraz okręty wielozadaniowe projektu MKS 180.

Permanentne utrzymywanie przez Niemcy sił morskich na tamtych obszarach ma kluczowe znaczenie dla kosztów niemieckiego handlu.

Przeprowadzone w czerwcu i lipcu br. próby zamachów na statki w rejonie Cieśniny Ormuz i Zatoki Adeńskiej w ciągu kilku dni wyniosły stawki „ubezpieczenia wojennego” z poziomu 0,025% do 0,25% wartości ładunku.

W efekcie, stawki wynajmu bardzo dużych tankowców wzrosły z dotychczasowych 25 tys. USD do ponad 300 tys. USD za dobę. Ten sam problem, choć na mniejszą skalę, dotyka również kontenerowców. Każdy wzrost zagrożenia bezpieczeństwa morskiego automatycznie przekłada się na wzrost kosztów.

Wnioski nasuwają się same. W takim środowisku funkcjonują również polskie spółki skarbu państwa. Zaburzenia na światowych szlakach morskich mają wpływ na funkcjonowanie i koszty działalności PKN Orlen, Lotos czy Polskiej Żeglugi Morskiej. Wzrost kosztów działalności i dostaw automatycznie przekłada się na mniejsze wpływy do budżetu państwa.

Wprowadzenie sił okrętowych na akweny podwyższonego ryzyka, osłona statków podczas przejścia przez te akweny, powoduje powrót stawek ubezpieczenia do zwyczajowych poziomów. I nie są to rozważania teoretyczne tylko praktyczne doświadczenia z lat 2001-2003, gdy po zamachu na WTC w Nowym Jorku wystąpiło znaczne ryzyko zamachu terrorystycznego z użyciem statków na akwenie Morza Śródziemnego.

Połączone działania sił morskich NATO i okrętów państw sojuszniczych oraz czołowych firm ubezpieczeniowych świata pozwoliły na obniżenie ryzyka, a co za tym idzie obniżyły koszty ubezpieczenia ryzyka.

Te doświadczenia pokazują, że nie będzie fałszywym twierdzeniem, że Marynarka Wojenna jest tym rodzajem sił zbrojnych, który pośrednio zarabia na własne utrzymanie, pod warunkiem że jest systematycznie używana, a nie przetrzymywana w bazie, w oczekiwaniu na wojnę.

Rozważmy hipotetyczny, acz realny i prawdopodobny scenariusz  na pograniczu czasu pokoju i kryzysu.

Rządzący zdecydowali o dywersyfikacji dostaw surowców strategicznych, co de facto oznacza rezygnację z dostaw gazu ziemnego i ograniczanie dostaw ropy z kierunku rosyjskiego. Alternatywą dla tej decyzji jest importowanie surowców drogą morską. Jednocześnie uruchamiany jest wielki proces inwestycyjny związany z budową Centralnego Portu Morskiego w Gdańsku i Portu Zewnętrznego w Gdyni.

Wszystko to dzieje się w czasie gdy mamy Marynarkę Wojenną niezdolną do wykonywania podstawowych zadań operacyjnych. Oszukiwanie samych siebie czy też zapewnienia kierownictwa MW, że jesteśmy zdolni do realizacji zadań są oczywistym zakłamywaniem rzeczywistości.

Przyjmijmy hipotetyczne założenie, że w sytuacji dużego napięcia politycznego wrogie nam państwo wprowadza blokadę dostaw surowców strategicznych drogą morską. Blokada byłaby zorganizowana na wejściu w Cieśniny Bałtyckie (lub innej cieśninie na szlaku żeglugowym np Bab el Mendeb czy Ormuz, itp.), gdzie każdy ze statków kierujący się do polskich portów byłby zatrzymywany i zmuszony do zmiany portu docelowego.

Z punktu widzenia przeciwnika blokada w tym miejscu ma dwie podstawowe zalety. Jest prowadzona na wodach międzynarodowych oraz poza polską strefą odpowiedzialności. Co najważniejsze, tego typu działania nie wyczerpują znamion Artykułu V Traktatu Północnoatlantyckiego, nie spowodują zwołania posiedzenia Rady Północnoatlantyckiej, a tym bardziej Komitetu Wojskowego NATO. Będzie to sytuacja w której Polska będzie musiała zmierzyć się z problemem sama.

I nie ma żadnego znaczenia, że w umowie na dostawy LNG ze Stanów Zjednoczonych (czy też innej umowie z krajami bliskiego wschodu) jest zawarta klauzula, iż obowiązkiem sprzedawcy jest dostawa do odbiorcy. W przypadku blokady, sprzedawca powoła się na działania wyższe, niezależne od niego i nawet uzyskanie odszkodowania za niezrealizowanie dostaw będzie problematyczne.

Polska stanie przed realną perspektywą zimnych mieszkań i przestojów w gospodarce bo nie będziemy mieli narzędzi reakcji na sytuację, zarówno ze względu na brak okrętów zdolnych do wykonywania zadań operacyjnych na akwenach oddalonych od własnych baz jak i brak odpowiednich systemów walki na okrętach obecnie posiadanych.

Innym istotnym potencjalnym rejonem zagrożenia jest Morze Północne, na którym posiadamy koncesje. Od pewnego czasu, dzięki nabyciu praw do pól naftowych i gazowych przez Lotos i PGNiG (spółki skarbu państwa), prowadzone jest wydobycie surowców energetycznych z tamtych obszarów. Podobnie, jak w przypadku blokady dostaw statkami, nie jesteśmy przygotowani do podjęcia działań gdyby ktokolwiek zagroził bezpieczeństwu i ciągłości prac wydobywczych. Rejon Morza Północnego nie przynależy do polskiej Wyłącznej Strefy Ekonomicznej, nie jest pod jurysdykcją polskiej Morskiej Straży Granicznej, a zatem jedynymi uprawnionymi do interwencji jednostkami (zgodnie z prawem międzynarodowym) będą okręty Marynarki Wojennej, a tych brak.

Polskie porty, tylko w zeszłym roku, przyniosły 40 mld dochodów do skarbu państwa, a my nie mamy pieniędzy na modernizację MW?

Pozorne oszczędności poczynione wskutek wstrzymywania się z realizacją programu modernizacyjnego MW dzisiaj, mogą nas kosztować wielokrotnie więcej w nieodległej przyszłości.

Mirosław Ogrodniczuk

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*