Piłsudski wywalczył niepodległą Polskę, ale to Dmowski wygrał. Dziś rządzą nami dwie trumny

Sto lat temu Polacy stanęli na rozdrożu. Jaka ma być niepodległa Polska? Narodowa czy wielonarodowa? – pisze historyk, Piotr Zychowicz, redaktor naczelny „Historii Do Rzeczy”

Popularne powiedzenie mówi, że Polską rządzą dwie trumny. Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Bez wątpienia byli to najwybitniejsi polscy politycy XX wieku. Ich wpływ na naszą rzeczywistość był i nadal pozostaje olbrzymi.

Słynny spór Piłsudski – Dmowski nie był jednak typowym sporem między dwoma wybitnymi mężami stanu. Nie był to spór czysto-polityczny czy ambicjonalny. Obaj politycy reprezentowali dwie, diametralnie od siebie różne, wizje Polski. Gdy w 1918 roku jednocześnie upadły trzy potęgi zaborcze – Rosja, Niemcy i Austria – przed Polakami otworzyła się unikalna, dziejowa szansa na odbudowę państwa. Podstawowe pytanie brzmiało jednak: jaka ta Polska ma właściwie być? Wbrew pozorom odpowiedź nie była wcale oczywista. Pojawiły się bowiem dwie koncepcje.

Pierwsza zakładała, że Rzeczpospolita powinna odrodzić się w swoim kształcie historycznym, przedrozbiorowym. A więc jako olbrzymie państwo, które byłoby ojczyzną wszystkich narodowości mieszkających między Niemcami, a Rosją. Ojczyzną Polaków, ale również Litwinów, Ukraińców, Białorusinów, Żydów, Tatarów i innych. Jej zwolennikiem był Józef Piłsudski.

Druga koncepcja zakładała, że Polska powinna odrodzić się jako zupełnie nowy twór. Jako małe, zwarte państwo narodowe. Nacjonalistyczna Polska dla Polaków. Opowiadał się za nią Roman Dmowski.

 Federacja 

Podstawowym mankamentem koncepcji odtworzenia wielonarodowej Rzeczypospolitej był fakt, że w Europie Wschodniej od czasu rozbiorów wiele się zmieniło. W regionie tym doszło do ożywienia narodowego. Szczególnie dotyczyło to Ukraińców i Litwinów, w mniejszym stopniu Białorusinów.

Elity tych narodów – które wykształciły się na przełomie XIX i XX wieku – dążyły do zbudowania własnych państw. Ludzie ci nie chcieli żyć w Polsce, ale na niepodległej Ukrainie, Litwie i Białorusi. Pomysły restauracji starej Rzeczypospolitej uważali za polski imperializm. Co zrobić w takiej sytuacji? Jak pogodzić tak – wydawałoby się – sprzeczne interesy? Dylemat ten Piłsudski rozwiązał występując z ideą federacyjną. Zakładała ona utworzenie łańcucha niepodległych państw, a następnie powiązanie ich z Polską. Stworzenie – jak dziś byśmy to ujęli – Unii Wschodnio-Europejskiej.

W ten sposób Polska – jako najsilniejszy w tym układzie – utrzymałaby kontrolę nad cały swoim przedrozbiorowym terytorium. Ani jeden jego skrawek nie dostałby się pod panowanie Rosji bolszewickiej.

„Na przełomie 1919 i 1920 roku – pisał współpracownik Naczelnika Bogusław Miedziński – dojrzała w myśleniu Piłsudskiego koncepcja Rzeczpospolitej federacyjnej. Była ona nawrotem do starych tradycji jagiellońskich.”

Przeciwnicy Piłsudskiego oskarżali go o to, że kierował się sentymentem. Sentyment, jeżeli oczywiście tym słowem można określić miłość do ziemi ojczystej, bez wątpienia odgrywał tu dużą rolę. Chodziło jednak o coś znacznie ważniejszego: o geopolityczną konieczność. „Polska – mówił Naczelnik Państwa – ma stać się środkowym punktem między chaosem rosyjskim a znienawidzonymi Niemcami, punktem oparcia dla tych, którzy nareszcie chcą wyjść z tej sytuacji”.

Jak konkretnie wyobrażał sobie federację Piłsudski? Podstawowym jej rdzeniem miały być Polska, Ukraina, Łotwa oraz Wielkie Księstwo Litewskie. Ten ostatni kraj byłby zorganizowany podobnie jak Szwajcaria, czyli podzielony na trzy kantony. Północny dla etnicznych Litwinów (Kowno), środkowy dla Polaków (Wilno) oraz południowy dla Białorusinów (Mińsk). Myśl o powołaniu odrębnej Białorusi, wobec słabości tamtejszego żywiołu narodowego, Naczelnik Państwa uznawał za przedwczesną.

Celem idei federacyjnej było uczynienie Polski potężną. Ale przede wszystkim zabezpieczenie jej od zakusów Rosji, która zostałaby zepchnięta daleko na Wschód, na swoje terytoria etnograficzne.

„Nazywam Piłsudskiego ofensywą polityki polskiej – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz – Dmowskiego – defensywą. Dmowski był przede wszystkim obrońcą stanu posiadania. Dlatego dbał głównie o zwartość sił narodowych, o usunięcie z terytorium narodowego elementów obcych. Piłsudski to zagon kawalerii obejmujący duże terytorium, Dmowski to forteca zabezpieczająca stan posiadania.”

Piłsudski swoją koncepcję federacyjną realizował etapami. W kwietniu 1919 roku wojska polskie wyzwoliły Wilno, a Naczelnik Państwa wydał piękną odezwę do mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego. Kilka miesięcy później – w sierpniu 1919 roku – udało się zająć Mińsk. Z kolei w kwietniu 1920 roku Piłsudski zawarł układ sojuszniczy z przywódcą Ukraińskiej Republiki Ludowej Semenem Petlurą. Armia polska przystąpiła do ofensywy na południowym-wschodzie i w maju 1920 roku w naszych rękach znalazł się Kijów. Wydawało się wówczas, że realizacja idei federacyjnej znajduje się w zasięgu ręki. Pod kontrolą Polaków znajdowały się bowiem stolice Litwy, Białorusi i Ukrainy. Zwycięstwo Piłsudskiego było o krok…

 Inkorporacja 

Roman Dmowski koncepcję federacyjną uważał, za archaiczne marzenie nie pasujące do realiów XX wieku. Epoki państw narodowych. Już w 1902 roku, w swojej ] książce „Myśli nowoczesnego Polaka” szef narodowej demokracji pisał: „Patriotyzm starej daty stara się o to, żeby wszystkim zamieszkującym obszar dawnej Rzeczypospolitej zależało na jej odbudowaniu, żeby i nie-Polacy byli silnie zjednani dla idei niepodległej Polski”.

Myślenie takie Dmowski odrzucał i owych „patriotów starej daty” proponował zastąpić „narodowcami nowej szkoły”. „Państwo może stworzyć tylko naród zdrowy, silny, liczny – podkreślał – spójny i silnie do swej odrębności przywiązany. Państwo polskie stworzy przede wszystkim naród polski, z rdzennie polskiej ludności złożony, polską żyjący kulturą”. Dmowski zawężał więc pojęcie Polski do etnograficznych ziem zamieszkałych przez naród polski. Wschodnie ziemie wchodzące niegdyś w skład Rzeczypospolitej, ale zamieszkałe w większości przez przedstawicieli innych narodowości, nie interesowały go. „To, co na wschodzie tracimy, czego się zrzekamy w porównaniu z obszarem Rzeczypospolitej z 1771 roku, to odchodzi do Rosji – przekonywał Dmowski w 1919 roku. – Przykrym to jest naturalnie, że zmniejszamy w ten sposób dawny nasz obszar. Skróćmy tę Polskę trochę, ale zrobimy ją jakąś całością możliwą do istnienia.”

Takie argumenty wywoływały opór polskich konserwatystów. Słusznie przewidywali oni bowiem, że mała, etniczna Polska będzie państwem słabym, które nie zdoła się utrzymać w tak trudnym położeniu geopolitycznym, jak strefa zgniotu między Moskwą, a Berlinem. „Polskie ziemie etnograficzne – dowodził Stanisław Cat-Mackiewicz – dają nam Polskę zbyt słabą. Jeśli Anglia wobec mocarstw kontynentalnych rządziła się zasadą two powers standard, to znaczy dążyła do posiadania floty o sile równej siłom dwóch najsilniejszych potęg kontynentalnych – zasadą polityki polskiej, położonej pomiędzy Rosją a Niemcami, musi być dążenie do stworzenia organizmu politycznego o sile równej albo Rosji, albo Niemcom. A tego etnograficzna Polska dać nam nie może.”

Istniał jeszcze jeden problem. Stworzenie homogenicznej etnicznie Polski dla Polaków była o tyle trudne, że na wschodzie Polacy żyli przemieszani z przedstawiciela innych narodów – na północy z Litwinami i Białorusinami, na południu z Ukraińcami. Modelowym przykładem był Lwów. Polskie miasto w ukraińskim morzu.

„Nie można sobie wyobrazić kraju w Europie – przyznawał Dmowski – w którym by panowała większa kasza. Kolonizacja nasza na wschodzie nie szła żadnym planem: potworzyły się wyspy ludności polskiej daleko, a w pobliżu są obszary etnograficzne nie nasze.” O wyznaczeniu etnograficznych granic państwowych w Europie Wschodniej nie mogło więc być mowy. Dlatego właśnie Dmowski – w opozycji wobec koncepcji federacyjnej – wystąpił z koncepcją inkorporacyjną.

Zakładała ono aby utrzymać przy Polsce Wileńszczyznę i Galicję Wschodnią, a terytorium znajdujące się między tymi obszarami inkorporować. Czyli wcielić do Polski. Należało to jednak – według Dmowskiego – zrobić w ten sposób żeby w granicach państwa polskiego nie znalazło się zbyt wielu Ukraińców i Białorusinów. Dmowski i jego zwolennicy planowali bowiem w przyszłości wszystkich przedstawicieli „mniejszości słowiańskich” zasymilować. Zmusić do wyrzeczenia się ich własnej kultury, języka i narodowości, a następnie zamienić w Polaków. Spolonizować.

 Klęska Piłsudskiego 

Wielką rywalizację wygrał Roman Dmowski. Zadecydowały o tym względy militarne i psychologiczne. Niestety latem 1920 roku bolszewicy przystąpili do kontr-ofensywy, wyparli polskie wojska z Kijowa i w sierpniu 1920 roku znaleźli się pod Warszawą.

Choć Polakom udało się wygrać Bitwę Warszawską i przepędzić bolszewików – Piłsudski porzucił ideę federacyjną. Napotykał bowiem na poważne opory nie tylko ze strony nacjonalistów ukraińskich i litewskich, ale również ze strony większości narodu polskiego. „Po bitwie sierpniowej – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz – armia polska odniosła szereg sukcesów wypędzając bolszewików z obszarów wschodnich. Czy mogła iść dalej? Faktem jest, że Piłsudski czuł się zwyciężony przez opinię publiczną, że sejm był przeciwny dalszej wojnie, że opinia polska powszechnie bała się nowej wyprawy kijowskiej, że w dalszej wojnie z bolszewikami nie mógł Piłsudski liczyć nawet na poparcie lewicy, która by mu go na pewno odmówiła. Piłsudski miał teraz pozycję wobec narodu przypominającą do pewnego stopnia niektóre chwile z panowania Władysława IV. Ustąpił.”

O ile władza wojskowa znajdowała się bowiem w rękach Piłsudskiego, to rząd dusz w narodzie niepodzielnie dzierżył Roman Dmowski. Przytłaczająca część narodu polskiego opowiadała się za koncepcją stworzenia Polski dla Polaków. O federacji nie chciano słyszeć.

Świadczyć o tym może fiasko ostatniej próby porozumienia z północno-wschodnim sąsiadem, jakim było stworzenie przez Piłsudskiego Litwy Środkowej ze stolicą w Wilnie. Twór ten w 1922 roku – na wyraźne żądanie jego polskich mieszkańców – został włączony do Polski. Taki był paradoks historii. II Rzeczpospolita była państwem wywalczonym przez Piłsudskiego, ale ukształtowanym zgodnie z koncepcjami Dmowskiego. Plan federacji zarzucono, Polska odrodziła się jako państwo narodowe. W trakcie negocjacji pokojowych w Rydze zwycięska Polska oddała pokonanym bolszewikom większość Białorusi i Ukrainy. W herbie II RP zabrakło miejsca dla litewskiej Pogoni i archanioła Michała symbolizującego Ruś. Na tarczy herbowej pozostał tylko samotny Orzeł Biały.

Ostatecznie w granicach Polski znalazły się cztery miliony Ukraińców i 1,5 miliona Białorusinów. Do tego olbrzymia mniejszość żydowska. Endeckie marzenia o przymusowym spolonizowaniu tych ludzi okazały się oczywiście mrzonką.

Zabiegi asymilacyjne podejmowane przez kolejne polskie rządy wywołały tylko nienawiść przedstawicieli „mniejszości” do Polski i stworzyły olbrzymie problemy, z którymi II RP borykała się do końca swojego istnienia. Była to jątrząca rana, która destabilizowała państwo. Co jednak najważniejsze – Polska stworzona według receptury Dmowskiego okazała się zbyt słaba by ostać się między Związkiem Sowieckim i Niemcami. Wrzesień 1939 roku ukazał to w sposób tragiczny.

– Ja przegrałem życie – mówił smutno Piłsudski – nie udało mi się stworzyć federacji, z którą Europa musiałaby się liczyć.

Roman Dmowski

Józef Piłsudski

Piotr Zychowicz

FAKT.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*