Armia europejska konkurencją dla sił NATO?

Pomysł stworzenia wspólnej armii jest po raz kolejny podnoszony przez europejskich przywódców. Wiara, że armia amerykańska weźmie udział w obronie jakiegoś europejskiego kraju w razie konfliktu, jest według kanclerz Angeli Merkel bezpodstawna. Jej zdaniem, Unia Europejska nie może już liczyć na zobowiązania NATO, jak kiedyś, za czasów zimnej wojny. To, co wydawało się oczywiste, należy już przeszłości.

21 lipca na wspólnej konferencji prasowej z bawarskim premierem Markusem Söderem, którego wyraźnie wyznaczyła na swego następcę, sugerowała, że zobowiązania NATO do wspólnej obrony stały się zbyt niepewne. „Trzeba uznać, że 30 lat po zjednoczeniu Niemiec, 30 lat po zakończeniu zimnej wojny, świat widzi siebie inaczej. To, co uważaliśmy za pewnik, jak np. że USA obronią Unię Europejską nie jest już oczywiste, to się zmieniło” – mówiła.

Radą na tę sytuację miałby być „wielostronny sojusz” w ramach Unii, coś w rodzaju NATO 2, bez Stanów Zjednoczonych i Turcji, tj. bez krajów o najsilniejszych armiach lądowych. Pierwszy raz Merkel ogłosiła swe wątpliwości co do Stanów Zjednoczonych w listopadzie zeszłego roku w Bundestagu, ale w tym tygodniu pierwszy raz zasugerowała zmianę kształtu NATO, czyli ograniczenie przyszłego sojuszu wojskowego do krajów europejskich. W tle tych przekonań pozostają napięte ostatnio stosunki niemiecko-amerykańskie.

Gospodarczo i wojskowo Niemcy są na celowniku Trumpa ze względu na najbardziej rozwiniętą gospodarkę UE i nadwyżki w handlu z USA, a jednocześnie najsłabsze siły zbrojne wśród największych europejskich sojuszników. Takie podejście administracji Trumpa jest zasadniczym zagrożeniem dla Niemiec jako państwa opierającego swoją pozycję i politykę w stosunkach międzynarodowych na handlu, dyplomacji i dialogu. Z wyżej wymienionych powodów wśród większości niemieckich elit politycznych panuje niechęć, a często nawet wrogość do obecnej administracji USA.

Trump: „To przykre, gdy Niemcy zawierają ogromne umowy z Rosją dotyczące ropy i gazu, podczas gdy USA mają je chronić przed Rosją; Niemcy płacą Rosji miliardy dolarów rocznie. Chronimy Niemcy, chronimy Francję, chronimy te wszystkie kraje, a one zawierają umowy na rurociągi z Rosji, wpłacając do jej skarbca miliardy dolarów”.

Bądźmy szczerzy. USA nie bronią Niemców. USA pilnują Niemców, żeby znowu nie doszło do współpracy przemysłowo-energetycznej z Rosją. Taki twór byłby wystarczającą potęgą technologiczno-ekonomiczno-militarną aby wraz z Chińczykami zepchnąć na margines interesy USA.

Od początku inicjatywa stworzenia wspólnej armii budziła podejrzliwość Amerykanów. Po pierwsze, Ameryka jest przeciwna europejskiej armii ze względu na potencjalne ryzyko utworzenia równoległej struktury dla NATO. Po drugie, Waszyngton, owszem, chciałby, żeby jego europejscy sojusznicy wydawali więcej na wojsko. Ale nie na przemysł zbrojeniowy w UE, tylko na zakup amerykańskiego sprzętu. To dlatego USA na forum NATO ciągle podnosiły temat europejskiego funduszu i domagały się, żeby amerykańskie firmy były dopuszczone do projektów finansowanych z pieniędzy europejskiego podatnika.

Niemcy i Francja nie pozwolą, aby ich polityka była dyktowana z Waszyngtonu. Macron już wcześniej ostrzegał, że Europejczycy nie mogą już polegać na Stanach Zjednoczonych, które miałyby bronić Europę. „Chcę zbudować prawdziwy dialog z Rosją, który jest krajem, który szanuję, ale musimy też mieć Europę, która sama się obroni. Tylko silniejsza Europa jest w stanie obronić Europę” – powiedział.  

Do tej pory NATO nie obroniło żadnego kraju. Poza przegraniem wojny w Afganistanie, odznaczyło się jedynie napadami na słabe kraje, które nie podzielały celów polityki amerykańskiej, jak b. Jugosławia, czy Libia, co przyniosło same nieszczęścia.

Nasilające się tarcia między Waszyngtonem a Berlinem nie są korzystne dla państw wschodniej flanki NATO – w sytuacji gdy są one uzależnione wojskowo od współpracy z USA, ale politycznie i gospodarczo przynależą do Unii Europejskiej z dominującą pozycją Berlina. Państwa te, w tym Polska oraz kraje Bałtyckie, nie chcą więcej współpracy w dziedzinie obronności w ramach UE, chociaż Waszyngton staje się dla Europy coraz trudniejszym partnerem i sojusznikiem. Nie można z pewnością powiedzieć, jak duże są łączne polskie wydatki na amerykański sprzęt wojskowy, eksperci zakładają jednak, że jeśli chodzi o zakupy amerykańskiej broni na świecie Polska jest na drugim miejscu po Arabii Saudyjskiej. Jeśli Polska będzie zawierać tylko dwustronne umowy z USA, integrowanie europejskich armii będzie niemal niemożliwe.

MARCIN SZYMAŃSKI

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*