Europejskie ambicje obronne (jeszcze) nie umarły

Projekty militarne mogą czekać cięcia w nowym budżecie, ale walka trwa – pisze Jacopo Barigazzi dla POLITICO.

Militarnym ambicjom UE zaszkodziły budżetowe batalie i koronawirus, ale wciąż pozostają one w mocy.

No, prawie.

Unijni urzędnicy i dyplomaci widzą w zwiększeniu potencjału obronnego klucz do wzmocnienia geopolitycznej roli Unii. Jednak w nowej siedmioletniej perspektywie budżetowej przedstawionej przez Komisję Europejską, która musi brać pod uwagę skutki kryzysu spowodowanego przez koronawirusa, dwa główne programy obronne dostaną mniej pieniędzy, niż zakładano dwa lata temu.

Tym niemniej oba programy wciąż znajdują się w budżecie, a plan zakłada przekazanie na nie łącznie więcej środków, niż zakładały niektóre propozycje, które pojawiały się podczas przedłużających się dyskusji na temat projektu z 2018 roku.

Co więcej, propozycja Komisji jest jedynie punktem wyjścia do intensywnych i złożonych negocjacji pomiędzy 27 państwami członkowskimi UE, których przedmiotem będzie wart 1,1 biliona euro plan budżetowy i opiewający na 750 miliardów euro fundusz odbudowy gospodarki. Oznacza to, że ostateczne liczby mogą się znacząco różnić od tych zaproponowanych w tym tygodniu. Francja, dla przykładu, zasygnalizowała, że będzie ostro walczyć o zwiększenie wydatków na obronność.

Zgodnie z planem Komisji, nowy Europejski Fundusz Obronny (EDF), który ma wzmocnić współpracę badawczo-rozwojową w dziedzinie technologii wojskowych i sprzętu, otrzyma osiem miliardów euro.

To suma znacząco niższa od zwartej w Wieloletniej Perspektywie Finansowej (MFF), którą Komisja przedstawiła w 2018 roku. Wtedy fundusz miał otrzymać 11,5 miliarda euro. To cięcie nie jest jednak tak dotkliwe jak niektóre propozycje składane w ogniu debaty budżetowej nad starym projektem – która miała miejsce jeszcze zanim koronawirus zaczął wywierać dodatkową presję na plany wydatkowe.

Kiedy Finlandia objęła rotacyjną prezydencję w Radzie UE, zasugerowała zmniejszenie środków na EDF prawie o połowę, do sześciu miliardów euro. Kompromis forsowany przez przewodniczącego Rady Europejskiej, Charlesa Michela, sugerował siedem miliardów euro.

Wysiłki na rzecz zwiększenia mobilności militarnej – czyli łatwiejszego przerzucania żołnierzy i sprzętu w Europie, co jest również priorytetem NATO – także zostały okrojone w planach Komisji. Przeznaczono na ten cel 1,5 miliarda euro, zamiast pierwotnie zakładanych 5,7 miliarda.

To o miliard euro mniej niż przewidywali Finowie, ale prawie tyle samo ile Michel zaproponował w swoim kompromisie (wszystkie dane według cen z 2018 roku).

Generalnie w nowym planie jest dość pieniędzy, by niektórzy zwolennicy zwiększenia roli militarnej UE mogli poczuć się usatysfakcjonowani. – Finansowo to nie jest nic, ale politycznie to ważny sygnał – powiedział wysoki rangą unijny dyplomata.

Nie wszyscy jednak są takimi optymistami.

– Wszyscy powinniśmy być zainteresowani, by ani narodowe budżety na obronność, ani związane z obronnością wydatki w następnej MFF – Europejski Fundusz Obronny i mobilność militarna – nie poniosły uszczerbku – powiedział POLITICO estoński minister obrony, Jüri Luik.

– Mobilność militarna jest flagowym projektem współpracy NATO-UE, a Unia odgrywa kluczową rolę w inwestowaniu w europejską infrastrukturę strategiczną – dodał. – Wierzymy, że jest miejsce na przywrócenie w Unii ambitnych celów.

Ponowna ocena zagrożeń

Nie wszystkie unijne rządy entuzjastycznie popierają zwiększenie roli militarnej bloku. Niektórzy obawiają się, że te próby skończą się zduplikowaniem NATO; inni zwracają uwagę na groźbę odejścia od miękkiej siły na rzecz twardej, a przecież unia została stworzona jako projekt pokojowy.

A fakt, że wydatki na obronność zostały okrojone w nowym planie MFF – podczas gdy nakłady na gospodarkę i ochronę zdrowia wzrosły radykalnie – odzwierciedla powszechny pogląd, że z powodu koronawirusa UE musi na nowo przemyśleć swoje priorytety.

Jednak zwolennicy stawiania na obronność twierdzą, że są one kluczowe, jeżeli blok ma myć brany poważnie, jako ważna siła na scenie światowej – nawet jeżeli koronawirus sprawił, że obecnie w centrum uwagi znalazły się inne, pozamilitarne zagrożenia.

Przemawiając po spotkaniu ministrów obrony UE, które odbyło się w tym miesiącu, Josep Borrell, szef unijnej dyplomacji powiedział, że pandemia prawdopodobnie zwiększy poziom destabilizacji na świecie.

Pomimo że obecnie wszyscy koncentrują się na planach odbudowy gospodarki, ten były minister spraw zagranicznych Hiszpanii wezwał państwa członkowskie UE, by zapewniły niezbędne środki na obronność i bezpieczeństwo Europy.

– Mam nadzieję, że w tym scenariuszu środki przeznaczone na obronność i bezpieczeństwo nie zostaną uszczuplone.

Wojskowi również przyznają, że abstrahując od konwencjonalnych zagrożeń, gospodarka w czasach kryzysu ujawniła z całą mocą groźbę cyber-ataków.

– Zawsze przygotowujemy się na wojnę, co do której mamy nadzieję, że nigdy nie wybuchnie, ale cyber-wojna ma miejsce każdego dnia (…) cały czas musimy odpierać cyber-ataki – powiedział POLITICO Claudio Graziano, włoski generał, który kieruje Komitetem Wojskowym UE.

– Odeszliśmy od tradycyjnych zagrożeń, wywoływanych przez państwa, w kierunku nowych, takich jak terroryzm, państwa upadłe, wojny hybrydowe (…) i teraz (…) pojawiają się nowe zagrożenia, na które musimy być przygotowani” – powiedział Graziono. – Zamiast ciąć budżet (na wojsko), powinniśmy pomyśleć o jego zwiększeniu, bo on także może pomóc w odrodzeniu.

Mobilność ma znaczenie

Jeżeli chodzi o mobilność militarną, to dyplomaci podkreślają, że takie projekty są kluczowe dla państw takich jak republiki bałtyckie, które bardzo obawiają się Rosji i chcą mieć pewność, że w razie czego sojusznicy będą w stanie szybko przyjść im z pomocą. Projekty takie jak modernizacja dróg i mostów i usuwanie biurokratycznych przeszkód mają ułatwić przerzut żołnierzy i sprzętu. Jednak około 1,5 miliarda euro w ciągu siedmiu lat „to prawie nic” – narzekał inny doświadczony dyplomata.

Jednak politycy, którzy chcą zwiększenia wydatków na projekty wojskowe, nie zamierzają wywieszać Białej Flagi. Jeden z urzędników Palacu Elizejskiego powiedział, że Paryż, największa potęga militarna w UE, będzie dążył do zwiększenia proponowanych wydatków na fundusz obronny.

– To jeden z punktów, który Francja będzie podnosić w nadchodzących tygodniach podczas negocjacji budżetowych. Chcemy przekroczyć granicę 10 miliardów euro, bo to kluczowe narzędzie z punktu widzenia europejskiego bezpieczeństwa i obronności – powiedział wspomniany urzędnik.

Nawet jednak jeżeli Paryż postawi na swoim w sprawie EDF, to na innych frontach może mu już nie pójść tak dobrze. Europejski Fundusz Pokojowy – instytucja pozabudżetowa, z której miałyby być finansowane operacje wojskowe, a o której dyplomaci mówią, że Francja chciałby ją wykorzystywać szczególnie w Afryce – prawdopodobnie padnie ofiarą nadchodzących negocjacji.

– Wiele państw członkowskich mówi, że jeżeli mamy coś ocalić, to lepiej, żeby był to EDF, ponieważ jest to realne narzędzie do rozwijania właściwej polityki obronnej – powiedział jeden z cytowanych wcześniej dyplomatów.

ONET.PL

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*