PiS odrzucił w Sejmie podwyżkę zasiłku dla bezrobotnych. Żeby Duda mógł dalej obiecywać

PiS odrzucił w Sejmie senacką poprawkę, która podwyższała zasiłek dla bezrobotnych do 1800 zł brutto. Wicepremier Emilewicz:: podwyżka najwcześniej w lipcu. Czy ma to związek z przesunięciem wyborów? Wyższy zasiłek dla bezrobotnych to jedna z obietnic Dudy.

Podwyżkę zasiłku dla bezrobotnych obiecał Andrzej Duda na swojej wirtualnej konwencji wyborczej 1 maja. Wówczas żyliśmy w innej rzeczywistości politycznej. PiS dążył za wszelką cenę do wyborów 10 maja. Pisaliśmy wówczas, że Andrzej Duda obiecuje coś, nad czym rząd już pracuje. Obietnica podwyższenia zasiłku nie ma nic wspólnego z kompetencjami i pracą prezydenta.

Dwa tygodnie wcześniej, 19 kwietnia w Polsat News minister Emilewicz powiedziała, że rząd pracuje nad podwyżką zasiłku: „Rozmawiamy o podwyżce do kwoty około połowy płacy minimalnej, czyli byłby to niemal dwukrotny wzrost wysokości zasiłku w stosunku do tego, co mamy dziś. Wyniósłby w okolicach 1200 – 1300 zł brutto”.

Tymczasem – obok złożonego wcześniej projektu Lewicy – podwyższenie zasiłku w kolejnej ustawie antykryzysowej („o zmianie niektórych ustaw w zakresie działań osłonowych w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2”, potocznie nazywanej Tarczą Antykryzysową 3.0) zaproponował Senat. 13 maja senatorowie przegłosowali kilkadziesiąt poprawek do ustawy, w tym podwyższenie zasiłku do 1800 złotych brutto.

Sejm 14 maja tę poprawkę odrzucił, jak większość konkretnych antykryzysowych propozycji opozycji.

Podwyżka zasiłków zapewne nastąpi, ale jeszcze na nią poczekamy. Dlaczego PiS zwleka? Odpowiedź może mieć więcej wspólnego z kalendarzem wyborczym niż oceną sytuacji na rynku pracy.

Najwcześniej od lipca

Minister rozwoju Jadwiga Emilewicz mówi, że podwyższenie zasiłku możliwe będzie najwcześniej od lipca. RMF FM cytuje ją, powołując się na PAP: „Intencja jest taka, żebyśmy z tą podwyżką trafili na rynek wtedy, kiedy zobaczymy, że mamy znaczący wzrost nowo zarejestrowanych osób bezrobotnych”.

Według ministerstwa, z podwyżką zasiłków dla bezrobotnych trzeba poczekać, ponieważ dopiero na koniec czerwca skończą się wszystkie okresy wypowiedzenia osób zwolnionych w marcu. Najdłuższy możliwy okres wypowiedzenia w umowie o pracę to trzy miesiące. Według rządu w lipcu będziemy znali prawdziwy wymiar bezrobocia. A dopiero znając odpowiednie liczby, zasiłki można podwyższyć

Nie ma na co czekać

„Okres wypowiedzenia zależy od tego, ile czasu pracownik był zatrudniony” – komentuje prof. Ryszard Szarfenberg z UW. „Załóżmy, że większość pracowników w sektorach najbardziej narażonych takich, jak turystyka, gastronomia czy usługi osobiste, była zatrudniona co najmniej trzy lata. W takim przypadku mają prawo do trzech miesięcy wypowiedzenia, czyli powinni otrzymywać wynagrodzenia jeszcze w kwietniu, maju i czerwcu. Pytanie, ilu pracowników miało jednak krótsze okresy wypowiedzenia, np. młodzi pracownicy, ale też wszyscy pracujący od niedawna w danej firmie, a także wszyscy z niedawno powstałych firm. Dlatego też uważam, że nie należy czekać.

Osoby na wypowiedzeniach i tak nie zostaną zarejestrowane jako bezrobotne, więc nie będą pobierały zwiększonych zasiłków.

Można więc stwierdzić, że rząd gra na zwłokę kosztem najsłabszych segmentów zwalnianych pracowników”.

Rządowa argumentacja może wydawać się pokrętna również z innego powodu. Firmy zwalniają także w kwietniu czy maju. Czy w takim razie rząd będzie czekał na podwyższenie zasiłków kolejne miesiące? Skoro rząd czeka, aby mieć pełniejsze dane o bezrobociu, to czy w przypadku niskiego wskaźnika podwyżka jest niepotrzebna?

Wreszcie, to tylko spekulacja, ale trudno uciec od pytania – czy rząd działa w logice kampanii wyborczej i do wyborów prezydenckich będzie unikał twardych deklaracji o podwyższeniu zasiłku? W ten sposób można Andrzejowi Dudzie spokojnie pozwolić obiecywać podwyżkę aż do głosowania.

Zasiłki nie pozwalają na przeżycie

Przypomnijmy, obecnie zasiłki dla bezrobotnych są wyjątkowo niskie. Ich wysokość zależy od dotychczasowego stażu pracy. Mamy trzy stawki:

Obniżona – dla osób ze stażem pracy poniżej 5 lat, 689,12 zł brutto do 90 dni, później 541,12 zł;

Podstawowa – staż między 5 a 20 lat – 861,40 zł brutto do 90 dni, później 676,40 zł;

Podwyższona – staż powyżej 20 lat – 1033,68 zł brutto do 90 dni, później 811,68 zł.

Dla osób ze stażem pracy poniżej 5 lat oznacza to, że przez pierwsze trzy miesiące otrzymują przelew w wysokości 603 złote, później – 483 złote. Dla osoby z takim stażem pracy utrata pracy może więc oznaczać natychmiastowe wpadnięcie w skrajne ubóstwo.

W 2019 roku średnioroczna wartość minimum egzystencji dla jednoosobowego gospodarstwa domowego wynosiła 616,55 złotych. Miesięczne wydatki poniżej tej kwoty mogą oznaczać zagrożenie dla życia – to niewystarczająca kwota, aby zapewnić sobie absolutnie podstawowe środki do życia – mieszkanie, żywność, środki higieniczne.

Nawet najwyższa stawka dla osoby z ponad dwudziestoletnim stażem pracy nie pozwala natomiast przekroczyć granicy minimum socjalnego. Osoby wydające miesięcznie poniżej tej granicy, zagrożone są niedostatkiem.

W 2019 roku to 1212,59 złotych dla jednoosobowego gospodarstwa domowego. Dla rodzin ta wartość oscyluje w okolicy 1000 złotych na osobę.

Dziś te kwoty będą nieco wyższe, ale niewiele. Najnowsze dane kwartalne to ostatni okres 2019 roku. Minimum socjalne dla jednoosobowego gospodarstwa wyniosło tam 1217 złotych.

To znaczy, że nawet propozycje rządowe nie pozwalają wyjść bezrobotnym z zagrożenia niedostatkiem.

1300? 1400? 2100?

Prezydent obiecał 1300 złotych, Jadwiga Emilewicz wspominała o 1200-1300 złotych brutto. Senacka Komisja Budżetu i Finansów Publicznych zaproponowała podwyższenie zasiłku do 1800 złotych brutto. Ten pomysł PiS odrzucił dzień po jego uchwaleniu przez Senat jako poprawki do kolejnej tarczy antykryzysowej.

Wcześniej swoją ustawę o zasiłku złożyła w Sejmie Lewica. Według niej na czas pandemii wysokość zasiłku (świadczenia „kryzysowego”) miałaby wynieść 2100 złotych. Po kryzysie wysokość zasiłku dla bezrobotnych (nazywanego w projekcie „świadczeniem gwarantowanym”) nie mogłaby być

niższa niż 70 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę obowiązującego na dzień wypłaty świadczenia gwarantowanego (dziś byłoby to 1820 zł brutto)

wyższa niż 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia w kwartale poprzedzającym dzień wypłaty świadczenia (dziś byłoby to ok. 2600 brutto)

Propozycja Lewicy jest bliska temu, co prof. Szarfenberg, uważa za optymalne rozwiązanie:

„To musi być co najmniej 50 proc. płacy minimalnej, ale może być oczywiście więcej, bo zasada jest taka, że powinien być to procent poprzedniej płacy.

Należy skończyć z naruszaniem konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy. Jest to ostatni z brakujących elementów państwa opiekuńczego, którego budowę zadeklarowała partia rządząca. Przypominam jednak, że dla ubogich bezrobotnych, którzy nie nabędą prawa do zasiłków dla bezrobotnych są już tylko skrajnie niskie zasiłki z pomocy społecznej.

Powinny być one wypłacane w pełni różnicy między dochodem bezrobotnego i kryterium, czyli obecnie 701 złotych. Na to też trzeba środków dla samorządów, bo już zwiększyła się liczba świadczeniobiorców”.

Polacy boją się o przyszłość

Europejska Fundacja na Rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy przeprowadziła w krajach UE badanie sytuacji materialnej Europejczyków w czasie pandemii koronawirusa i kryzysu. Na pytanie „Gdy porównujesz swoją sytuacją materialną dziś i trzy miesiące temu, oceniasz ją jako lepszą, gorszą czy taką samą?” 38 proc. badanych Europejczyków w grupie ponad 62 tys., przepytanych odpowiedziało, że gorzej.

W Polsce odpowiedział tak co drugi pytany (dokładnie 52 proc.). Gorzej swoją sytuację oceniają w UE tylko Bułgarzy.

Badanie przeprowadzone było w kwietniu, gdy znaliśmy już wiele z dostępnych instrumentów pomocy rządu. W przyszłość Polacy też nie patrzą z optymizmem. Pod względem oceny sytuacji za trzy miesiące jesteśmy w UE na trzecim miejscu od końca. Gorzej swoją przyszłość oceniają tylko Bułgarzy i Grecy.

W sondażu IPSOS dla OKO.press 30 proc. badanych odpowiedziało, że zostali dotknięci kryzysem przez zapowiedź lub zmniejszenie dochodów z pracy, utratę pracy lub zapowiedź zwolnienia, utraty zamówień.

Wśród osób w wieku produkcyjnym ten odsetek przekracza 40 proc. Z sondażu wynika też, że 42 proc. Polaków obawia się utraty pracy w związku z kryzysem. Póki co, rząd blokuje zwiększenie podstawowej pomocy dla osób bez pracy do cywilizowanego poziomu.

Nawet 70 proc. poprzedniej płacy

Krytycy podwyższania zasiłków dla bezrobotnych mówią o tym, że może to odwodzić od podejmowania pracy i negatywnie wpływać na poziom płac. Trudno jednak spodziewać się, że życie poniżej minimum socjalnego może być dla kogoś wygodne na tyle, aby było kluczowym czynnikiem w decyzji o nieszukaniu nowej pracy.

Prof. Ryszard Szarfenberg: „Ostatnio brałem udział w interesującej dyskusji na temat wpływu poziomu zasiłków dla bezrobotnych na poziom płac. Teoretycznie nawet w przypadku ograniczonej konkurencji na rynku pracodawców może występować taki efekt. W badaniach empirycznych w niektórych krajach nie stwierdzano jednak, aby on występował.

Ogólnie rzecz biorąc nawet wysokie zasiłki dla bezrobotnych, np. na zasadzie 70 proc. poprzedniej płacy wypłacane krótko, czyli 6 miesięcy jak u nas, nie mają wpływu na zwiększanie bezrobocia, w szczególności w okresie recesji.

Całą sprawę rozwiązałaby generalna zasada ustalająca, że zasiłek wypłaca się przez sześć miesięcy w wysokości 70 proc. poprzedniej płacy, ale do poziomu przeciętnego wynagrodzenia, czyli minimalny zasiłek wynosiłby 1820 zł, a maksymalny 3850 zł brutto”.

JAKUB SZYMCZAK

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*