Dla Kaczyńskiego nie ma dziś zbyt fantastycznych scenariuszy. W siedzibie PiS burza mózgów

Najważniejsza stawka, o jaką gra dziś PiS, to odzyskanie kontroli nad polityczną rzeczywistością. Politycy obozu władzy i media państwowe przygotowują opinię publiczną na wybory prezydenckie 23 maja, ale terminu 10 maja nie przekreślają. Winą za chaos obarczają opozycję. Czy Kaczyński blefuje? Ma sejmową większość? Zrobi przedterminowe wybory?

5 dni przed planowanymi na 10 maja wyborami prezydenckimi partia Jarosława Kaczyńskiego znalazła się w politycznej defensywie. Uzależniona jednocześnie od wyników głosowania w Senacie, decyzji kilku posłów Porozumienia i logistyki wyborczej partia rządząca nie jest w stanie podać terminu głosowania na głowę państwa.

„Czy o terminie wyborów zdążymy się dowiedzieć przed ciszą wyborczą?” – żart krążący w mediach społecznościowych dobrze oddaje stan dezorientacji nie tylko obywateli, ale również polityków PiS. Na stole są najróżniejsze scenariusze, a decyzje zapewne zapadną w ostatniej chwili.

Ta bezradność PiS-u może jednak okazać się chwilowa, bo na politycznym chaosie nie zyskuje opozycja.

Co się wydarzy w najbliższych dniach? Na opozycji dominuje przekonanie, że wybory odbędą się w maju, ale później: „Dziś najbardziej prawdopodobne są wybory 23 maja. Taki scenariusz rozważamy na pierwszym miejscu” — mówi OKO.press poseł Lewicy. „Drugi – stan klęski żywiołowej, trzeci w kolejności – przyspieszone wybory”.

Media spekulowały w poniedziałek 4 maja o jeszcze innych możliwościach rozwoju wydarzeń: dymisja Andrzeja Dudy (Onet), wybory 17 maja (Wirtualna Polska), wybory prezydenckie połączone z parlamentarnymi (Wprost).

Wybory się nie odbędą… przez opozycję

To nowy przekaz Prawa i Sprawiedliwości. W poniedziałek trwał zwrot narracyjny obozu władzy. Politycy PiS pod rękę z mediami państwowymi zaczęli przygotowywać swoich wyborców i odbiorców na możliwość późniejszych wyborów. Już w zeszłym tygodniu sugerował to premier Mateusz Morawiecki. 4 maja mówili o tym wszyscy politycy PiS w porannych programach publicystycznych.

Odpowiedzialny za przygotowanie pocztowych wyborów Jacek Sasin w Radiu Zet: „Jeśli ustawa miałaby wejść w życie 7 maja, nie jest możliwe przygotowanie procesu wyborczego w ciągu 2 dni”.

A przecież jeszcze kilka dni temu minister Sasin działał w trybie „wszystko jest możliwe”. 2 kwietnia mówił: „Zdążymy. Przygotowania idą pełną parą”, a 22 kwietnia zapewniał Konrada Piaseckiego w TVN24, że „na sto [procent]” uda się przeprowadzić wybory korespondencyjne.

Winnym porażki koncepcji „wybory 10 maja” ma być nie PiS, który dążył do nich mimo epidemii, ale opozycja. Politycy obozu rządzącego zarzucają jej wprowadzanie chaosu.

„Za ten galimatias odpowiada opozycja i Senat. Senat postanowił storpedować wybory prezydenckie w Polsce” – stwierdził Sasin w Radiu Zet.

W takim samym tonie utrzymany był 4 maja materiał w wieczornych „Wiadomościach” zatytułowany „Opozycja naraża zdrowie Polaków”. „Termin 10 maja jest coraz mniej realny” – przyznał lektor. „Pozostają jeszcze dwa: 17 i 23 maja, aby zgodnie z konstytucją i zachowaniem wszelkich terminów wybrać głowę państwa i zachować ciągłość władzy”. Opozycja został oskarżona o to, że chce przesunięcia wyborów i wprowadzenia stanu klęski żywiołowej „za cenę zrujnowania państwa polskiego”.

Senat – hamulcowy czy torpeda?

Rano minister Sasin, a wieczorem „Wiadomości” mówiły o Senacie, który „torpeduje” wybory. Od wielu dni „Wiadomości” wyliczają, „dni zwłoki” Senatu.

Dla PiS-u wielkim problemem okazało się to, że nie kontroluje kluczowego ogniwa w procesie ustawodawczym. Po raz pierwszy partia Kaczyńskiego tak boleśnie odczuwa rozmontowanie machiny, która w poprzedniej kadencji pozwalała uchwalać, co PiS chciał. Gdyby tak było i tym razem, ustawę o wyborach korespondencyjnych już dawno podpisałby prezydent.

Tymczasem opozycja do maksimum wykorzystuje konstytucyjne terminy. Ustawa o wyborach pocztowych trafiła do Senatu 7 kwietnia. A marszałek Tomasz Grodzki od razu zapowiedział, że prędko do Sejmu nie wróci. Marszałek Witek dostanie ją niemal w przeddzień zaplanowanych wyborów (w czwartek).

Trzy połączone komisje senackie zarekomendowały w poniedziałek całej izbie odrzucenie ustawy o głosowaniu korespondencyjnym. Mogłoby się wydawać, że w ten sposób zniknęła jedna niewiadoma – zostały ucięte spekulacje o poprawkach, co skomplikowałoby procedowanie w Sejmie. Jednak wciąż nie wiadomo, jak zagłosują konkretni senatorowie, opozycyjna większość wisi w Senacie na włosku.

Nie jest pewne, jak się zachowa np. Lidia Staroń, o czym pisaliśmy.

„W Senacie nic nigdy nie idzie zgodnie z planem. Większość senatorów nie dotrzymuje słowa. Każdy czuje się niezależny i niezwiązany partyjnymi ustaleniami” – narzekał w rozmowie z OKO.press polityk opozycji.

Czy naprawdę wszystko jest możliwe?

„PiS się zakiwał” – ocenia w rozmowie OKO.press osoba związana z obozem władzy.

Generowanie chaosu było jedną ze strategii Kaczyńskiego. Jej ofiarą padała mówiąca wielogłosem opozycja, która przez to wydawała się rozproszona i słaba. W końcu jednak PiS wpadł we własną pułapkę. Niestabilność wewnątrz obozu władzy wywołana przez Jarosława Gowina, połączona z prawną dezynwolturą (pozbawianie PKW kompetencji), problemami organizacyjnymi (od poczty, przez samorządy i drukarnie) i ogólną niesprawnością państwa polskiego (które nagle musiało się zmierzyć z nowym wyborczym wyzwaniem o niespotykanej skali) doprowadziły do sytuacji, kiedy PiS nie daje rady.

Polityczne dociskanie kolanem nie zdało się na wiele, a karty wyborcze walają się po ulicach.

„Boją się bałaganu. Nawet ich wyborcy będą przekonani, że wybory zostały źle przeprowadzone” – uważa polityk opozycji. Sondaż OKO.press pokazał, że również wyborcy PiS-u nie chcą wyborów korespondencyjnych 10 maja.

Najbardziej fantastyczne scenariusze nie są dziś zbyt fantastyczne, by trafić na biurka na Nowogrodzkiej – dowodzą tego spekulacje o możliwej dymisji Andrzeja Dudy. Miał to być sposób na to, żeby przesunąć wybory. Elżbieta Witek zostałaby tymczasową głową państwa, zarządziłaby też nowe wybory, a te musiałyby się odbyć najpóźniej w lipcu.

„Wszystko jest możliwe” – kwituje poseł opozycji.

„Tylko 10 maja jest już niemożliwy” – kontruje inny polityk.

A dymisja Dudy? Osoba z kręgów PiS: „Trudno byłoby to wytłumaczyć elektoratowi Andrzeja Dudy. Dlaczego rezygnuje kilka dni przed wyborami, ale jednak w nich startuje?”.

Kaczyński blefuje?

„Kaczyński był strategiem, kiedy matematyka była po jego stronie” – mówi osoba z kręgów PiS. Do przeprowadzania zmian w państwie PiS potrzebował bezproblemowej karnej większości. A w tej chwili jej nie ma.

Żeby przykryć własne zagubienie, PiS blefuje – uważa opozycyjny poseł. W ten sposób polityk interpretuje groźbę Krzysztofa Sobolewskiego, szefa Komitetu Wykonawczego PiS, który wieczorem w poniedziałek 4 maja powiedział PAP: „Jeśli posłowie Porozumienia zagłosują w Sejmie przeciw ustawie o głosowaniu korespondencyjnym będą musieli opuścić klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości oraz Zjednoczoną Prawicę”.

Poseł Porozumienia Michał Wypij odpowiedział, że „wybory 10 maja nie były objęte umową koalicyjną”.

„Skoro straszą publicznie, to znaczy, że inne metody nie działają” – uważa poseł opozycji.

Gdyby wróżyć z „Wiadomości”, można by uznać, że Kaczyński wciąż trzyma przed Gowinem otwartą furtkę: „Jarosław Gowin w tę grę dał się wciągnąć i to wielu dziwi najbardziej, bo to ani do politycznych targów dobry powód, ani czas” – padło w poniedziałek w głównym wydaniu serwisu TVP. Gowin jest tu kolejną ofiarą podstępnej opozycji, a nie sprawcą bałaganu.

„Jak się okaże, że posłowie Porozumienia nie pójdą do Kaczyńskiego, to znaczy, że nie wszystko można kupić” – ocenia osoba z kręgów PiS. W OKO.press pisaliśmy, że Jarosław Gowin jest pewny swoich posłów. Jednak o wynikach czwartkowego głosowania mogą zadecydować emocje albo przypadek.

To dlatego opozycyjni posłowie i posłanki stawią się na wtorkowym posiedzeniu niemal w komplecie — z wyjątkiem osób z grupy ryzyka. Jeszcze kilka tygodni temu zdalne głosowanie było kością niezgody między opozycyjnymi klubami, a wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty (SLD) grzmiał w OKO.press, że Borys Budka i Małgorzata Kidawa-Błońska (PO) odpowiedzą za zdrowie posłów. W poniedziałek to kandydat Lewicy na prezydenta Robert Biedroń zaapelował do marszałek Witek o stacjonarne posiedzenie Sejmu.

Wcześniejsze wybory?

„Mnożenie niewiadomych” – odpowiada polityk opozycji na pytanie, czy Kaczyński zdecyduje się na wcześniejsze wybory. Teraz szef PiS wie, z kim gra i jakimi kartami. A co się stanie za miesiąc, dwa – nie wiadomo. Może Szymon Hołownia zbuduje partię? Może Konfederacja się wzmocni? Może Platforma Obywatelska się podzieli? Może część PO pójdzie do Lewicy, a część będzie budować nowe ugrupowanie z Gowinem? Może PiS nie zdobędzie większości? Może Ziobro pójdzie tropem Gowina i zaryzykuje samodzielny start?

Wydaje się, że jedynym ugrupowaniem, które liczy na zyski z ewentualnych wyborów jest PSL. Lider ludowców ma szansę na historyczny wynik w wyborach prezydenckich. Według sondażu OKO.press przekonał do siebie nie tylko część wyborców Koalicji Obywatelskiej, ale też Lewicy.

Dlaczego na pogubieniu się PiS-u nie zyskuje cała opozycja?

Poseł jednego z opozycyjnych ugrupowań: „Wyborcy wszystkich partii są przekonani, że Duda i tak wygra. Politycy opozycji kłócą się między sobą – tak to widzą ludzie. To nie prowadzi do żadnego przesilenia, tylko do przetasowań”.

AGATA SZCZĘŚNIAK

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!