Wstrząsająca relacja ze Smoleńska. Nagle zadzwonił telefon: „Jeśli czekasz na prezydenta, to się nie doczekasz”

Katastrofa smoleńska była wydarzeniem, które bardzo wstrząsnęła polską i światową opinią publiczną. Jeden z dziennikarzy, który był w Smoleńsku dnia 10 kwietnia 2010 roku, postanowił opowiedzieć, jak wyglądało miejsce tragedii. Jego relacja jest wstrząsająca.

Katastrofa smoleńska była bez wątpienia jednym z najważniejszych i jednocześnie najtragiczniejszych wydarzeń we współczesnej historii Polski. Poranek 10 kwietnia, w trakcie którego zginęły najważniejsze osoby w Polsce, już na zawsze odcisnął się w pamięci Polaków. Temat katastrofy po dziś wzbudza wielkie emocje i kontrowersje. Jeden z dziennikarzy obecnych 9 lat temu na miejscu tragedii postanowił opowiedzieć, jak wyglądały chwile grozy w oczekiwaniu na wiadomości dotyczące prezydenckiego samolotu. To, co powiedział, może zmrozić niektórym osobom krew w żyłach.

Reporterem, który postanowił przerwać milczenie po kilku latach jest Wiktor Balter. Obecny redaktor naczelny Superstacji przed 9 laty miał robić sprawozdanie z obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej. Stało się jednak coś zupełnie innego.

– Nikt w to nie uwierzył. To było coś z takiej sfery abstrakcji totalnej, że pierwsza myśl: „ktoś sobie robi głupie żarty”. Niestety nie, ale uwierzyć w to, że stało się coś takiego. Nie byliśmy w stanie, dopóki nie dojechaliśmy na miejsce tak naprawdę – mówił Balter.

Jednak to, co usłyszał na chwilę przed ogłoszeniem katastrofy, dotąd potrafi przerazić. Te słowa dziennikarz wspomina po dziś dzień.

Na chwilę przed potwierdzeniem oficjalnej informacji dotyczącej upadku prezydenckiego Tupolewa, przedstawiciel mediów odebrał budzący grozę telefon. W trakcie rozmowy telefonicznej padły zdania, które po dziś jest w stanie przytoczyć ze swojej pamięci. Tak traumatycznych słów dziennikarz nie zapomni już do końca życia.

– „Jeśli czekasz na prezydenta, to się nie doczekasz, bo coś się stało”. Pytam: „Ale co? Jakaś awaria czy coś?” „Nie, ja nie wiem, ale coś się stało”. On nie użył w pierwszej rozmowie słowa wypadek czy katastrofa. Nie. On powiedział, że coś się stało, coś niedobrego, prezydent nie doleci – mówi poruszony Balter.

MATEUSZ WYSOKIŃSKI

Poleć Dziennik Polityczny na Facebooku:

Dzielić się ze znajomymi!

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*