Konferencja bliskowschodnia. Polska zyska WROGÓW?

Konferencja bliskowschodnia

– Niewątpliwie stracimy wizerunkowo. Ale wydaje się, że Polska jest gotowa ponieść taką stratę – powiedział w rozmowie z Onetem dr Marcin Rzepka nt. rozpoczynającej się dzisiaj w Warszawie konferencji bliskowschodniej. Głównym tematem rozmów mają być wpływy Iranu w regionie. Zdaniem iranisty „na całej mapie niespokojnego Bliskiego Wschodu, jedynym miejscem stabilnym i rozwijającym się jest Iran”.

Piotr Gruszka: Jaką cenę przyjdzie Polsce zapłacić za współorganizowanie konferencji? Zyskamy więcej wrogów czy przyjaciół?

Dr Marcin Rzepka*: Niewątpliwie stracimy wizerunkowo w Iranie, a to z kolei będzie miało niekorzystne przełożenie na relacje gospodarcze między naszymi krajami. Ale wydaje się, że Polska jest gotowa ponieść taką stratę.

Dyskusje dotyczące Iranu, a tym samym również konferencja w Warszawie, wynikają bezpośrednio z polityki prowadzonej przez Stany Zjednoczone. Pamiętajmy, że w 2018 roku administracja Trumpa wycofała się z porozumienia nuklearnego z Iranem, zapowiadając wdrożenie sankcji na tan kraj. Polska wspiera politykę prowadzoną przez Waszyngton, nawet wbrew UE, która próbuje utrzymać to porozumienie. Warszawa, wyłamując się z sojuszu ze Wspólnotą, może tylko stracić. A wiemy, że Amerykanom zależy na osłabieniu, „zmiękczeniu” UE.

Polski rząd przekonuje, że konferencja przyniesie nam korzyści, zwłaszcza poprzez zacieśnienie stosunków wojskowych z USA. Minister Błaszczak ostatnio ogłosił zakup przecież od Amerykanów dywizjonu samobieżnej artylerii rakietowej HIMARS.

Polski rząd rozważał zapewne, która opcja jest dla nas ważniejsza i wybór padł na zacieśnienie stosunków z USA.

Zapewne tak. Według mnie, przeważają jednak konsekwencje negatywne. Będą one wyrażone w gorszym postrzeganiu Polski zarówno w UE, jaki i w samym Iranie. Polska staje się takim zausznikiem Waszyngtonu w Europie.

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo mówił, że szczególna uwaga podczas konferencji poświęcona zostanie wpływom Iranu w regionie Bliskiego Wschodu. Dlaczego więc Iran budzi takie zaniepokojenie Waszyngtonu?

Po pierwsze w 2017 roku w USA zmienił się prezydent. Być może, gdyby wybory wygrał ktoś pokroju Baracka Obamy, to temat Iranu nie byłby tak gorący i ta konferencja by się w ogóle nie odbyła. Klimat polityczny jest jednak sprzyjający tego typu spotkaniom.

Faktem jest, że zniesienie sankcji w 2015 roku przyczyniło się do napływu kapitału i rozwoju inwestycji w Iranie. To z kolei miało przełożenie na modernizację, przynajmniej w części, irańskiej armii. A w związku z tym, pojawiły się obawy dotyczące irańskiego programu militarnego, balistycznego. Dotyczą one przede wszystkim pocisków balistycznych o zasięgu 2000 km, które mogłyby dosięgnąć głównych regionalnych wrogów Iranu, sojuszników USA, a więc Izraela i Arabii Saudyjskiej.

Do tego dochodzi też kwestia planowanego wycofania się USA z Syrii. Waszyngton nie chce dopuścić do wzmocnienia wpływów Iranu w tym kraju.

Te wszystkie czynniki powodują, że administracja Trumpa tworzy szeroki front antyirański.

Dlaczego w ogóle Amerykanie zdecydowali, że konferencja odbędzie się w Polsce?

Trudno jednoznacznie stwierdzić, co kierowało Amerykanami. Pewnie chętnych w Europie by nie brakowało. Może Czechy czy Węgry… Wydaje się, że Polska jawi się w perspektywie amerykańskiej jako spolegliwy kraj i całkowicie popierający prowadzoną przez USA politykę.

Chcemy mieć Fort Trump, więc trzeba za niego zapłacić…

Już sam sposób, w jaki sekretarz stanu USA Mike Pompeo ogłosił, że konferencja będzie odbywała się w Warszawie – a więc przed polskim MSZ – jest trochę przerażający. USA traktują Polaków dość służalczo.

Iran, który nie został zaproszony na konferencję, nie szczędził gorzkich słów pod adresem Polski. Sądzi Pan, że gdy konferencja się zakończy, kurz opadnie, a emocje złagodnieją, to szczyt może negatywnie wpłynąć na nasze stosunki?

Wszystko jednak zależy od tego, jakie konkluzje zostaną przyjęte na konferencji. Mohammad Zarif, szef MSZ Iranu zapowiadał, że nasze relacje będą trudne do odrobienia, ale też uzależnił stosunek do Polski od tego, jakie będzie końcowe stanowisko Polski. We wtorek szef sztabu sił zbrojnych Iranu generał Mohammad Bagheri stwierdził, że trzyma polski rząd za słowo, że nie dopuści do przyjęcia deklaracji skierowanej przeciwko Iranowi.

Co ważne, zaraz po polskiej konferencji odbędzie się monachijska konferencja bezpieczeństwa. Będą tam, nieobecni w Warszawie, przedstawiciele Turcji, która odgrywa istotną rolę na Bliskim Wschodzie, i wysłannicy Iranu.

Jak wyglądają gospodarcze relacje Polski z Iranem? Co możemy stracić?

Cofnijmy się do lat 90. Wtedy Polska podpisała z Iranem szereg porozumień dot. współpracy gospodarczej. Potem, ze względu na negocjacje akcesyjne z UE, nieco przystopowaliśmy. Wtedy przyjmowaliśmy i stopniowo wdrażaliśmy prawo unijne. Ponadto dostosowaliśmy się do wielowymiarowych sankcji nakładanych na Iran przez ONZ, UE, USA . Zostały one nałożone w związku z prowadzonym przez Teheran programem nuklearnym. Sankcje te, w czasie rządów Mahmuda Ahmadineżada, spowodowały, że wymiana handlowa między naszymi krajami zamarła.

Nadzieje na współpracę pojawiły się w momencie, kiedy podpisywano porozumienie nuklearne w lipcu 2015 roku. Sankcje zostały wreszcie zniesione i od początku 2016 roku doświadczaliśmy intensyfikacji kontaktów gospodarczych.

Jak się one przejawiały?

Powstała Polsko-Irańska Izba Gospodarcza, która gwarantowała wyminę doświadczeń i informacji.

Irańczycy inwestowali w polski przemysł stoczniowy i górniczy.

Z kolei rynek irański próbował podbijać przemysł maszynowy, m.in. Ursus, przemysł wydobywczy – Orlen, Lotos, przemysł spożywczy, w tym cukierniczy – Wawel, firmy konsultingowe, kosmetyczne, firma recyklingowa – Bioelektra. Współpracę z Iranem rozpoczął Wrocławski Park Technologiczny.

Ile wynosiła wymiana handlowa?

W 2016 roku wartość eksportu to 80 mln euro, a rok później to ok. 120 mln.

Nastąpił jednak maj 2018 roku, kiedy to Donald Trump wypowiedział umowę nuklearną z Iranem. Szybko wprowadzono też sankcje.

Sankcje zostały podzielone na dwa etapy – wdrażane w sierpniu i listopadzie. Te listopadowe miały być cięższe, bo dotyczyły przemysłu naftowego i maszynowego. USA dały półroczny okres przejściowy firmom inwestującym w Iranie. Polskie firmy albo się już wycofały, albo są na końcowym etapie.

Jak Irańczycy odnoszą się do Polaków?

Zdecydowanie z sympatią. Choć nie chciałbym uogólniać, że wszyscy Irańczycy wiedzą, gdzie leży Polska…

Myślę, że dużą część Polaków też nie ma świadomości, gdzie jest Iran…

Niestety ma pan racje. Co ciekawe, dużą popularnością, zwłaszcza w dużych miastach, cieszy się… polska drużyna siatkówki. Wielokrotnie rozgrywaliśmy mecze międzypaństwowe i zwykle wygrywali je Polacy. Irańczycy mają w pamięci nasze spotkania.

***

Bliski Wschód to tygiel etniczny, gdzie krzyżują się różnorakie sprzeczne interesy. Wyjaśnijmy, jak na tę chwilę to wygląda. Z kim „trzyma” szyicki Iran, a kto jest jego wrogiem?

Sprawa jest dość złożona. Iran, który jest obecny militarnie w Syrii, popiera prezydenta Baszszara al-Asada. Trzeba pamiętać, że Syria, pośród wszystkich krajów arabskich, nie zerwała kontaktów z Iranem po rewolucji w 1979 i kreowała się na jego przyjaciela. Stąd wynika spore poparcie Teheranu dla Asada. To jest oczywiście wbrew Arabii Saudyjskiej, która popierała obalenie prezydenta Syrii.

Drugim sprzymierzeńcem Teheranu jest Irak. Iran udziela szerokiego wsparcia finansowego i dozbraja bojówki szyickie. Interesy Iranu w Iraku są ogromne, zwłaszcza po obaleniu prezydenta Saddama Husajna.

Wśród sojuszników jest Liban i Hezbollah. Mamy także Jemen i wsparcie Iranu dla szyitów w walkach przeciwko Arabii Saudyjskiej.

I na koniec, Iran wspiera Palestyńczyków w ich dążeniach politycznych.

Nie sposób rozmawiać o Iranie i o warszawskiej konferencji bez wspomnienia Izraela. Izraelskie media pisały już pod koniec stycznia, że premier Benjamin Netanjahu ma wygłosić ostre antyirańskie przemówienie.

Oczywiście należy spodziewać się ostrego wystąpienia Netanjahu, w którym Iran pojawi się jako największe zagrożenie dla stabilności w regionie i egzystencji Izraela.

Chciałbym przypomnieć wystąpienie Netanjahu w amerykańskim Kongresie z marca 2015 roku. Wówczas mocno sprzeciwiał się zawarciu porozumienia nuklearnego z Iranem, starając się przekonać, że kraj ten to największe zło na ziemi. Podczas tego wystąpienia nawiązywał do historii biblijnej.

Jakiej?

Nawiązał do Księgi Estery. Akcja działa się na dworze króla Aswerusa. Estera, Żydówka, uratowała innych Żydów przed zakusami Hamana, najwyższego urzędnika króla Persji, który chciał zgładzić całą populację. Netanjahu stwierdził, że dzisiaj takim Hamanem, który planuje destabilizację regionu i wyniszczenie wszystkich Żydów, jest najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei. Benjamin Netanjahu świetnie gra tego typu motywami. Zobaczymy, czy podobne nawiązania użyje w Polsce.

USA poprą stanowisko premiera Izraela?

Myślę, że Netanjahu może liczyć na całkowite i bezwarunkowe poparcie ze strony administracji Trumpa. On to czuje i zapewne wykorzysta.

Czy Iran można określić jako mocarstwo regionalne?

Tak. A i czasy są dla Iranu wyjątkowo korzystne. Cała sytuacja geopolityczna sprzyja temu krajowi. Przypomnijmy: w 2001 roku był atak m.in. USA na Afganistan, w 2003 roku zaatakowano Irak i odsunięto od władzy Saddama Husajna. Mieliśmy próby odbudowywania administracji w tych krajach, ale to się nie udało. Irak de facto jest krajem upadłym. Mieliśmy arabską wiosnę, co zdestabilizowało sytuację przede wszystkim w Syrii. Na całej tej mapie niespokojnego regionu, jedynym miejscem stabilnym i rozwijającym się jest Iran.

Polityka USA i ta retoryka antyirańska jest na rękę przedstawicielom obozu twardogłowych, konserwatystów w Iranie. Działania Trumpa osłabiają obóz reformatorów czy też pragmatyków. Cała polityka prowadzona przez prezydenta Hasana Rouhaniego, a więc otwarcie Iranu na świat, została zdyskredytowana przez Trumpa. A trzeba pamiętać, że Iran buduje swoją tożsamość polityczną właśnie na sprzeciwie wobec Ameryki.

Konferencja bliskowschodnia

Czym się różnią irańscy konserwatyści od umiarkowanych?

Najogólniej mówiąc, różnią się postrzeganiem miejsca Iranu w układzie geopolitycznym świata. Konserwatyści są za tym, by prowadzić izolacjonistyczną politykę i skupić się na budowaniu tożsamości poprzez odwołanie się do rewolucji z 1979 roku. Umiarkowani opowiadają się za zdecydowanie większym otwarciem kraju.

PIOTR GRUSZKA, ONET.PL

Więcej postów

3 Komentarze

  1. Na pewno nie zyska przyjaciół w Iranie skoro dajemy sie wciagac w amrykanskie interesy geopolityczne , ktore wymuszaja na nas opowiedzenia sie po czyjej jestesmy stronie. Na konferencje ni wyslalismy zaproszenia dla przedstawicieli Iranu co wyglada na polityczne kunktatorstwo.

  2. Na własne życzenie. Ameryka to nasz przyjaciel tylko dlaczego przyjaciel funduje nam wizy. Słaby to.przyjaciel niektóre państwa bez przyjaźni wiz dawno mieć nie muszą. To jakaś paranoja.

Komentowanie jest wyłączone.